Detail of a Germany player lifting the FIFA World Cup Trophy

48 drużyn na Mundialu. Co w związku z tym?

We wtorek FIFA ogłosiła to, o czym głośno mówiło się od dłuższego czasu. Począwszy od 2026 roku na Mistrzostwach Świata wystąpi 48 drużyn. Zostaną one podzielone na szesnaście trzyzespołowych grup, z których dwie najlepsze awansują do fazy pucharowej. Jakie ma to znaczenie dla losów piłki nożnej?

Przeciwników zwiększenia uczestników największego turnieju piłkarskiego na świecie jest znacznie więcej niż zwolenników. Każda decyzja ma jednak swoje plusy i minusy. Ta nie może być wyjątkiem. Nie podoba mi się to, że ogromne znaczenie w piłce nożnej odgrywa pieniądz, a to nim kierowano się podejmując tego wyboru. Kiedy zacząłem interesować się tym piłką, za najlepszych piłkarzy, naprawdę ze ścisłego topu, płacono mniej niż 30 mln dolarów. Minęło niespełna 20 lat, a podczas letniego okienka transferowego w 2016 roku aż 27 zawodników kosztowało co najmniej 30 milionów euro. W tym gronie lideruje Paul Pogba, za którego Manchester United zapłacił rekordowe 105 baniek. Pomijam kwestię tygodniowych gaży, które rosną w abstrakcyjnym tempie. Zwiększając liczbę uczestników Mundialu z 32 do 48 sugerowano się głównie pieniędzmi. Gdyby dla FIFA były one na dalszym planie niż dobro piłki, w 2010 roku nie byłoby Mistrzostw w RPA, a w 2022 roku w Katarze. Przedstawiciele federacji tłumaczą, że decyzja o powiększeniu liczby drużyn została podjęta w związku z chęcią większej promocji futbolu na całym świecie. Według mnie będzie to tylko efekt uboczny.

To jasne, że dzięki temu więcej osób zainteresuje się piłką, która dotrze do skrytych wcześniej zakamarków. Dowodem na to jest na przykład udział Islandii na zeszłorocznych Mistrzostwach Europy. Udział, co godne podkreślenia, w zupełności zasłużony. Kiedy podopieczni duetu Lagerbäck – Hallgrímsson podbijali francuskie stadiony, w niewielkim narodzie narodził się wielki duch sportu. Obrazki kilkudziesięciotysięcznej fali kibiców, witających swoich ulubieńców po powrocie do kraju, obiegły cały świat. A przecież mieszkańcy lodowej wyspy tak mało wiedzą o futbolu. Fenomen tej dyscypliny sportu polega na tym, że wciąga i jednoczy nawet tych, którzy na co dzień omijają ją szerokim łukiem. Jeśli w 2026 roku na Mistrzostwach zameldują się żółtodzioby, ich kraje dosięgnie wielka piłkarska gorączka. Przypomnijmy sobie szał, jaki panował w Polsce po awansie drużyny Jerzego Engela na finały w Korei i Japonii w 2002 roku. Powrót po 16 latach na salony był niewątpliwym świętem. Jak więc zareagują kibice w krajach, które dzięki reformie wreszcie będą miały okazję pojechać na Mundial?

I nie czarujmy się – na Mistrzostwa Świata i tak nie zakwalifikują się drużyny z piłkarskiego III świata. Jeśli 12 miejsc podzielimy po równo na każdy kontynent, okaże się, że dla każdego będą zaledwie dwa dodatkowe. W praktyce dzielenie będzie oczywiście inne, ale nie przypuszczam, by któraś z federacji dostała więcej niż 4 miejsca. Przyjmijmy, że Europa dostanie właśnie cztery. Na Mundial do Brazylii w 2014 roku ze strefy europejskiej pojechały następujące reprezentacje: Niemcy, Belgia, Włochy, Holandia, Szwajcaria, Rosja, Bośnia i Hercegowina, Anglia, Hiszpania, Grecja, Portugalia, Francja, Chorwacja. W domu zostały takie ekipy jak Polska, Szwecja, Rumunia, Dania, Słowenia, Turcja, Walia. Czy któraś z nich jest teamem ogórków? Analogiczne przypadki znajdziemy na innych kontynentach.

A co jeśli jednak awansuje jakaś egzotyczna drużyna? Nie pamiętacie udziału Trynidadu i Tobago na turnieju w Niemczech w 2006 roku? Zawodnicy, skazywani na miano chłopców do bicia, dawali z siebie 120% w każdym meczu. Potrafili urwać punkty Szwecji, a Anglicy męczyli się z nimi niemiłosiernie, trafiając dopiero w 83’. A inny debiutant tej imprezy, Angola? Dwa remisy i tylko 0-1 z Portugalią. Jamajka we Francji? Senegal w 2002 roku? Nowa Zelandia w RPA? Dzisiaj psioczymy, ze FIFA otworzyła drogę przed drużynami, w których każdy zawodnik to dla nas „no name”, a za 9 lat w pierwszej kolejności wybierzemy mecze z ich udziałem i to o nich będzie najgłośniej.

Niewątpliwie spadnie nieco prestiż samego uczestnictwa w turnieju. Każdy piłkarz najpierw marzy o tym, by zagrać w reprezentacji swojego kraju, a potem, by pojechać z nią na Mundial. Jest to największe wyróżnienie w karierze. Od kilku lat kolekcjonuję piłkarskie autografy. Znam wielu innych kolekcjonerów. Dla każdego z nas głównym priorytetem są podpisy uczestników Mistrzostw Świata. Masz w swoim CV udział w tej imprezie – jesteś kimś. Od 2026 roku aż 276 dodatkowych piłkarzy stanie przed szansą na pojawienie się na turniejach finałowych. Elitarne grono, co prawda już całkiem spore, powiększy się jeszcze bardziej, przez co jego ranga pójdzie w dół.

Jeśli już jesteśmy przy zawodnikach, warto dodać, że największe turnieje piłkarskie są znakomitym sposobem do wypromowania się. Zazwyczaj po nich dochodzi do najbardziej szalonych okienek transferowych. Często gwiazdami zostają piłkarze, którzy przed ich rozpoczęciem nie są znani szerszemu gronu kibiców. Kto spodziewał się, że największą postacią Mistrzostw Świata w 2014 zostanie James Rodríguez? Wcześniej błyszczał na boiskach Portugalii i Francji w barwach Porto i Monaco, jednak na dobrą sprawę światu przedstawił się właśnie na Mundialu. Nie mógł później narzekać na zainteresowanie klubów, nie tylko ze względu na sukces piłkarski, ale i marketingowy.

Komentatorzy TVP dopiero w 1/8 finału MŚ 2014 nauczyli się poprawnie wymawiać nazwiska zawodników. Po meczu Kolumbia – Urugwaj mój siostrzeniec był oburzony.

Przykład Kolumbijczyka jest tym z najwyższej półki. Nie każdy może liczyć na zainteresowanie topowych klubów, ale na poprawienie swojej pozycji piłkarskiej i finansowej – jak najbardziej. Pozornie, decyzja o powiększeniu liczby uczestników Mistrzostw Świata może podnieść poziom turnieju. Może nie stricte piłkarski, ale emocjonalny. Na pewno podniesie poziom eliminacji, bo znacznie później wykruszą się drużyny, które stracą szansę na awans. Do eliminacyjnych bojów wiele zespołów stanie z nastawieniem „kiedyś byliśmy bez szans, teraz realnie możemy powalczyć”. Będąc już na Mundialu zastosują taktykę Islandii czy Węgier z EURO 2016 – skoro już tu jesteśmy, zagrajmy tym wielkim na nosie.

Problem mogą mieć gospodarze 48-zespołowego turnieju. Dzisiejsze przepisy FIFA są takie, że państwo, które kandyduje do roli gospodarza, musi zaprezentować 64 ośrodki pobytowe dla uczestników. Aby zachować proporcje, od 2026 roku powinno być 96 takich ośrodków. Dodajmy do tego fakt, że kandydat musi zaprezentować 12 stadionów o pojemności nie mniejszej niż 40 tys. i arenę wielkiego finału na 80 tys. miejsc. Houston, mamy problem? Raczej nie. FIFA potrafi popuścić na tyle, by Katar zorganizował Mundial w 2022 roku na 8 stadionach, w dodatku na przełomie listopada i grudnia. Kasa misiu, kasa.

fot. huffingtonpost.co.uk

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*