Ajax Amsterdam – Legia Warszawa. Taktyczne podsumowanie końca efektownej przygody.

Ajax Amsterdam – Legia Warszawa. Taktyczne podsumowanie końca efektownej przygody.

Tegoroczna przygoda Legionistów w europejskich pucharach, jako żywo przypomina jazdę drewnianym rollercoasterem w zapomnianym parku rozrywki. Dostarcza nam sporej dawki adrenaliny, zaliczamy wzloty oraz efektowne upadki, a nikt nie ma pewności czy aby czasem za chwilę wszystkiego nie trafi szlag. O przedłużenie tej przygody przyszło walczyć w Amsterdamie. Remis w Warszawie nie przekreślał szans mistrzów Polski, a zewsząd dało się słyszeć, że Ajax to już nie ten Ajax i kiedy go pokonać jak nie teraz? Sporo było w tym prawdy, ale pamiętać należało, że Ajax, choć nie osiągał w ostatnim czasie wielkich sukcesów, to gwarantował jedno – jakość. 

Posiliłem się o wyciągnięcie kilku wniosków z tego spotkania. Zapewne nie odpowiem na pytanie – dlaczego nie udało się osiągnąć korzystnego rezultatu, ale spróbuję pokazać kilka elementów, które na pewno nie pomagały Legionistom.

Legia przystąpiła do spotkania w następującym składzie:

W środku pola Jodłowiec i Kopczyński, zatem para bardziej defensywna. Przed nimi Ofoe pełniący rolę wolnego elektronu, często zmieniający pozycję na boisku. Skrzydła to Giulherme i Kazaishvili, a na szpicy Kucharczyk. Plan na mecz wydawał się jasny – zabezpieczenie środka pola i szybki atak po odbiorze piłki.

A jak było z jego realizacją?

Początek meczu był dość wyrównany, ale z czasem inicjatywę zaczął przejmować Ajax, często zamykając Legię na własnej połowie. Warszawianie wybijali piłkę, jedynie oddalając zagrożenie od własnej bramki, co sprawiało, że ta błyskawicznie lądowała pod nogami wysoko ustawionych defensorów Ajaxu. W tej fazie gry stosunkowo największe zagrożenie Legia stwarzała po długich, prostopadłych piłkach na linii Pazdan – Kucharczyk. W Legii ewidentnie brakowało łącznika pomiędzy obroną a atakiem. Ofoe grał daleko od bramki, a dwójka Jodłowiec – Kopczyński, nie potrafiła sprawnie przenieść piłki ze strefy obrony do ataku. Nawet po przechwycie piłki, w deficycie czasu, podejmowali złe decyzje, grali asekuracyjnie – najczęściej do tyłu i w bok, lub popełniali proste błędy techniczne, które skutkowały stratą piłki. Przypomniało mi to pewne spotkanie reprezentacji Polski, która w 2004 roku uległa Danii 1:5. Wtedy zrozpaczony Mariusz Lewandowski w pomeczowym wywiadzie stwierdził, że „plan był taki, żeby po odbiorze grać do  boku”. Ktoś jednak przytomnie skomentował, że grając „do boku” nikt jeszcze meczu nie wygrał.

Ajax nie był tego dnia wybitny, brakowało intensywności, agresji w pressingu, ale obserwując z trybun poczynania zawodników wicemistrza Holandii, miało się wrażenie, że mając piłkę przy nodze, zazwyczaj wybierają oni optymalne rozwiązanie. Kiedy przejmowali piłkę, za pomocą dwóch – trzech podań, czy szybkiego prowadzenia, byli w stanie przetransportować futbolówkę w słabszą, czy opuszczoną strefę Legii.

Poniżej inteligentne przeniesienie ciężaru gry na drugą stronę boiska. Defensywa Legii nie zdołała w porę się zorganizować, co stworzyło wolną przestrzeń pomiędzy Dąbrowskim a Broziem. Zmiana krzyżowa w bocznym sektorze i bardzo groźny atak Ajaxu.

Każdy zawodnik z Amsterdamu jest doskonale wyszkolony technicznie stąd kwestia wykonania danej czynności technicznej nie podlegała wątpliwości, szkopuł był jedynie w wykonaniu danej czynności w odpowiedniej sytuacji. Nie można było tego powiedzieć o polskim zespole. Mimo że Ajax po stracie pozostawiał niezabezpieczone strefy, błędy techniczne i złe decyzje, nie pozwalały tego faktu wykorzystać w wystarczającym stopniu. Jedynym zawodnikiem w ofensywie, który na tle przeciwników nie odstawał, był oczywiście Vadis Odjidja Ofoe. Często jednak próbował odkrywać kwadraturę koła. Johan Cruijff i Bill Shankly często wypowiadali się w podobnym tonie na temat drużyny piłkarskiej. Jeden mówił, że potrzeba trzech do grania na fortepianie i ośmiu do jego noszenia, drugi, że w drużynie nie może być za dużo artystów, a możliwie wielu zawodników, którzy idealnie wykonują proste czynności. Ofoe jest artystą i często próbuje zagrań trudniejszych niż te, których spodziewają się wszyscy obserwatorzy jego działań. Czasem odwraca się to przeciw niemu:

Poniżej jeden z niewielu przykładów skutecznego kontrataku, który niemal zakończył się bramką dla Legii:

Im dalej w las, tym gra Legionistów stawała się bardziej schematyczna. Wiedzieli już, że środek pola nie będzie napędzał akcji ofensywnych, więc próbowali długich piłek. Granie długą piłką na napastnika było pozbawione sensu, bo nie było tam zawodnika mogącego powalczyć w powietrzu. Próbowano więc grać do skrzydeł. Szybko przeczytał to rywal. Pozornie odpuszczali zawodników na bokach, pozostając jednak na tyle blisko, aby po zagraniu długiej piłki błyskawicznie doskoczyć i nie pozwolić opanować piłki. Stąd duża liczba przechwytów i odbiorów w bocznych sektorach:

Przechwyty
Odbiory

Często w tych sektorach piłkę tracił również Kazaishvili. Pod nieobecność napastnika, mogącego przetrzymać piłkę i dać czas partnerom na podłączenie się do akcji, często to on dostawał piłkę będąc odwróconym tyłem do bramki, z przeciwnikiem na plecach. Rywale nie pozwalali mu się odwrócić z piłką, często podwajając i potrajając.

Trójkąty, trójkąty, trójkąty…

Można to powtarzać do znudzenia, ale recepta na sukces zamknięta jest w trójkątach. To ich optymalne wykorzystanie zapewnia przewagę, daje element zaskoczenia, i pozwala optymalnie wykorzystać współdziałanie. Są fundamentem Holenderskiej wizji futbolu i Ajax wykorzystywał je doskonale.

Legia nie potrafiła znaleźć recepty na płynną wymianę funkcji w owych trójkątach. Szczególnym problemem było powstrzymanie Klaassena, który nieustannie wymieniał się pozycjami z prawym skrzydłowym i napastnikiem.

Zbyt łatwo udawało się Holendrom zagrać piłkę z linii obrony, pomiędzy liniami Legii, aż do linii ataku. Jedno zagranie mijało 5 – 6 Legionistów, stwarzając sytuację 4 na 4. Jak na poniższej ilustracji:

W defensywie Legii często panował chaos, a jedynym zawodnikiem, który próbował nad tym chaosem zapanować był Michał Pazdan. To jego rozpaczliwe interwencje zapobiegały stracie większej ilości bramek. O tym, że obrona Legii nie funkcjonowała najlepiej, świadczy choćby ta sytuacja:

Stracona bramka – czyli wszystkie problemy Legii skupione jak w soczewce.

Rzeczywiście, stracony gol obnażył w jednej akcji wszystkie słabości Legionistów. Zaczęło się od tego, że Arkadiusz Malarz nie mając możliwości innej niż zagranie długiej piłki, wyekspediował ją w kierunku Kazaishviliego, co zakończyło się autem dla Ajaxu. Następnie przez ponad pół minuty, przeciwnik rozgrywał piłkę, głównie na połowie Legii. Wymienił 11 podań, nie będąc poddanym większej presji.

Brak presji na zawodnika z piłką, pomocnicy Ajaxu z dużą swobodą tuż przed polem karnym, lewy obrońca sygnalizuje swoją pozycję.

Ziyech wciąż nie niepokojony, Klaassen wchodzi w wolną strefę, lewy obrońca wciąż sygnalizuje pozycje:

Zbrodnia na futbolu, czyli pozostawienie Younesa samemu sobie na 15 metrze od bramki, wciąż nikt nie interesuje się lewym obrońcą, który na skutek niefortunnej interwencji Malarza po strzale Younesa, pakuje piłkę do bramki.

Efekt Moulin.

Wejście Francuza zmieniło obraz gry. I to zmieniło go w sposób nadspodziewanie diametralny. Oczywiście jakiś wpływ na to miał rezultat, który był korzystny dla gospodarzy i spowodował pewne uśpienie w ich szeregach, natomiast wzmogło determinację gości. Już jednak patrząc na same statystyki, można było dostrzec sporą zmianę:

Posiadanie piłki rozkładało się następująco:

Cały mecz: 62,5% – 37,5%

Zanim na boisku pojawił się Moulin: 71,9% – 28,1%

Po wejściu Francuza: 44,4% – 55,6%!

Więcej liczb? Zaliczył niemal dwukrotnie więcej podań niż Jodłowiec, którego zmienił w 56 minucie. 29 – 15. Z czego 5 niecelnych (przy 4 Jodłowca). Kopczyński przez 82 minuty miał 33 podania (70% celnych).

Moulin nadał grze większej płynności. Gra zaczęła się zazębiać, a Legia stwarzała niemałe zagrożenie pod bramką przeciwnika. W środku pola pojawiły się zalążki współpracy i kreowania gry.

Legia nie zdołała wyrównać i tak zakończyła się jej przygoda z europejskimi pucharami w sezonie 2016/2017. Czy zakończyć się musiała? Obiektywnie, w obu meczach, Ajax był zespołem lepszym. Jednak w żadnym z nich nie był stroną na tyle dominującą, aby można było powiedzieć, że był nie do przejścia. Być może należało postawić na innych zawodników, zagrać bardziej odważnie? Być może Moulin powinien grać od początku? Być może. Mamy to szczęście, że możemy być mądrzy po fakcie, a trener musi podjąć decyzję przez meczem.

Jak mawia Raymond Domenech:

„Trzeba iść naprzód nie troszcząc się o to co powiedzą, ani nie słuchając tych, którzy lepiej wiedzą co zrobić należy, a raczej co zrobić należało, gdyż – to ciekawe! – lekcji udzielają zawsze po zawodach a nie przed.”

Comments

comments

Comments are closed.