Clemence Matawu: Marzę, by wrócić do Polski i zostać tam na zawsze! [WYWIAD]

Clemence Matawu: Marzę, by wrócić do Polski i zostać tam na zawsze! [WYWIAD]

Clemence Matawu pojawił się w Polsce na początku 2009 roku jako niekwestionowana gwiazda reprezentacji Zimbabwe i tamtejszej Premier Soccer League. Po nieudanych testach w Legii Warszawa trafił do Podbeskidzia Bielsko-Biała, gdzie już podczas pierwszego sparingu rozkochał w sobie publiczność spod Klimczoka. Co spowodowało, że nie zrobił większej kariery w naszym kraju? Jak wspomina czas spędzony nad Wisłą? W jaki sposób zakłady bukmacherskie wpływają na popularyzację polskiej piłki w Afryce? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te i wiele innych pytań, zapoznajcie się z naszym wywiadem z Clemencem.

Jak to się stało, że w 2009 roku trafiłeś do Polski?
O polskiej lidze pierwszy raz usłyszałem od mojego klubowego kolegi z Motor Action FC, Prince’a Matore. Prince w drugiej połowie lat 90. występował w Sokole Tychy i bardzo chwalił wasz kraj. W Polsce znalazłem się dzięki mojemu menadżerowi, Wiesławowi Grabowskiemu, który zorganizował mi testy w Legii Warszawa.

Legia jednak nie zdecydowała się na podpisanie z tobą kontraktu.
Nie było mi łatwo dobrze wkomponować się w drużynę. Od dawna byłem poza rytmem meczowym, bo sezon w Zimbabwe został zakończony na długo przed moimi testami. Legia potrzebowała piłkarza gotowego do gry od zaraz.

Ostatecznie zakotwiczyłeś w Podbeskidziu Bielsko-Biała, drużynie z drugiego poziomu rozgrywkowego w Polsce. Nie czułeś rozczarowania, że jako reprezentant Zimbabwe nie trafiłeś do klubu z Ekstraklasy?
Nie, wręcz przeciwnie, byłem bardzo szczęśliwy, że trafiłem do Podbeskidzia. Trener Marcin Brosz obdarzył mnie bardzo dużym zaufaniem. Jest jednym z najlepszych trenerów, z jakimi miałem okazję pracować. Marzę, by jeszcze kiedyś zagrać pod jego skrzydłami.

Nie wiem, czy nadal śledzisz polską piłkę, ale Brosz jest obecnie trenerem Górnika Zabrze, najefektowniej grającej drużyny obecnego sezonu.
Wcale mnie to nie dziwi. Trener Brosz jest stworzony do pracy na najwyższym poziomie. Patrząc na jego podejście do piłki nożnej, jestem pewien, że w przyszłości stanie się jednym z najlepszych trenerów w Europie. Mam nadzieję, że mówi już płynnie po angielsku.

Z Marcinem Broszem byliście bardzo blisko awansu do Ekstraklasy w sezonie 2008/09. W kolejnych rozgrywkach został zwolniony, a wy do końca walczyliście o utrzymanie w I lidze.
Kiedy Brosz odszedł, było mi bardzo nie po drodze z nowym trenerem, Robertem Kasperczykiem. Mam wrażenie, że czuł, że jestem bardzo chwalony przez prasę i kibiców i nie za bardzo mu się to podobało. Odnosiłem wrażenie, że wręcz mnie nienawidzi.

To z tego powodu zdecydowałeś się na transfer do Polonii Bytom?
Między innymi. Nie miałem dobrych relacji z trenerem. Ponadto potrzebowałem czegoś nowego, nowych wyzwań, nowego środowiska. Darzę wielką miłością kibiców Podbeskidzia, którzy traktowali mnie znakomicie i na każdym kroku otaczali mnie swoją opieką. Dziś pozostaje mi jedynie przeprosić fanów „Idzie, idzie…” za sposób, w jaki opuściłem klub.

Patrząc na wszystko z perspektywy czasu, odejście z Podbeskidzia było dobrym wyborem?
Ostatecznie był to zły ruch. Polonia do dzisiaj nie wypłaciła mi kilku miesięcznych wynagrodzeń. Działacze nie dopilnowali, by złożyć niezbędne dokumenty, dzięki którym mogłem przebywać na terenie Polski. W konsekwencji moja wiza utraciła ważność, a ja zostałem aresztowany. Ponadto nabawiłem się kontuzji. Do dzisiaj w lewej kości piszczelowej mam żelazny pręt, który pewnego dnia będę musiał usunąć. Zrobię to, jak tylko uda mi się zdobyć niezbędne fundusze. To właśnie przez kłopoty z wizą i nogą zaliczyłem tylko osiem występów w Ekstraklasie. Jak na ironię, problemy z nogą pojawiły się podczas mojego najlepszego występu w Polonii, przeciwko Wiśle Kraków, w którym strzeliłem gola. Kontuzja i rehabilitacja po operacji wyeliminowały mnie z gry na ponad dwa lata.

Po tym czasie wróciłeś do Motor Action FC.
Tak, ale tylko na pół roku. Później przeniosłem się do Chicken Inn, gdzie nadal występuję. Nie ma co się śmiać z nazwy, bo to jeden z najlepszych klubów w kraju. Odkąd wróciłem do mojej macierzystej ligi w 2013 roku, stałem się gwiazdą i legendą piłki nożnej w Zimbabwe. Przez trzy lata z rzędu, od 2015 do 2017 roku, wybierano mnie do najlepszej jedenastki sezonu. Moi rodacy nazywają mnie królem futbolu. Myślę, że gdybym do dzisiaj grał w Podbeskidziu, kibice z Bielska-Białej również mieliby mnie za króla.

3.02.2018 r. Clemence Matawu (z lewej) podczas sparingowego meczu Chicken Inn FC z Zanaco (Zambia). Drużyna byłego piłkarza Podbeskidzia i Polonii Bytom wygrała 2:1, a Matawu strzelił jedną z bramek.

Jakie są podstawowe różnice między futbolem polskim a zimbabwejskim?
Nawet nie ma co porównywać, różnice są kolosalne. Zdecydowanie inna organizacja, planowanie, formy treningu. Piłka nożna w Europie jest traktowana bardzo poważnie i ma nieograniczone zasoby. W Afryce futbol jest jedynie formą rozrywki.

Źródła nie są zgodne co do liczby twoich występów w reprezentacji narodowej. Jedne podają, że było ich 29, inne 35, jeszcze inne 42. Jak jest w rzeczywistości?
Sam nie jestem w stanie dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno jest ich ponad czterdzieści. Może być jeszcze więcej, bo jestem stale obserwowany przez selekcjonera z uwagi na dobrą postawę w lidze. Ostatnio otrzymałem powołanie.

Zapewne widziałeś, że reprezentacja Polski zmierzy się na Mistrzostwach Świata z Senegalem. Grałeś kiedyś przeciwko tej drużynie?
Nie, nigdy nie mierzyłem się z Senegalem, ale z tego, co opowiadali mi moi przyjaciele, którzy mieli taką okazję, wiem, że to bardzo dobra drużyna. Mają wielu piłkarzy występujących w topowych klubach Europy. Na pewno mecz z Polską zapowiada się bardzo ciekawie.

Ludzie w Zimbabwe mają jakieś pojęcie o polskiej piłce?
Oczywiście, że tak. Co jasne, najbardziej znają Roberta Lewandowskiego, stale występującego w Lidze Mistrzów. Ponadto dobrym źródłem informacji są zakłady bukmacherskie, które stają się coraz bardzie popularne w Zimbabwe. Głównie dzięki nim ludzie kojarzą największe polskie kluby, Legię Warszawa, Lecha Poznań, Górnika Zabrze.

W listopadzie skończysz 36 lat. Myślisz powoli o zakończeniu piłkarskiej kariery czy chcesz grać tak długo, jak tylko to możliwe?
Póki co nie myślę o zakończeniu kariery. Urodziłem się po to, by grać w piłkę. Czerpię z tego wielką radość. Niebawem ukończę studia na kierunku Sports science and Coaching na jednym z najlepszych uniwersytetów w kraju, National University of Science and Technology. Po zawieszeniu butów na kołku chciałbym zostać przy piłce.

Tęsknisz czasami za Polską?
Jeszcze jak! Marzę, by wrócić do Polski i zostać tam na zawsze. Brakuje mi nawet śniegu! Mam tam wielu przyjaciół. Chciałbym z tego miejsca pozdrowić mojego trenera Brosza, Dariusza Kołodzieja, Damiana Chmiela, Sławomira Cienciałę, Piotra Malinowskiego, Andre Gwaze, Bernarda Ocholeche, Magdę i Patmore Shereni, Ireneusza Strychacza, Waldemara Kwiecińskiego oraz Pawła i Karola Juchniewiczów.

fot. wyr. lodz.naszemiasto.pl

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*