Cudze chwalicie, swego nie znacie. Tadeusz Pawłowski – czyli jak nie zarządzać ludźmi.

Cudze chwalicie, swego nie znacie. Tadeusz Pawłowski – czyli jak nie zarządzać ludźmi.

Jakie są bolączki polskiego sportu? Infrastruktura? Na pewno jest tu wiele do nadrobienia, bo poza efektownymi stadionami, potrzebna jest funkcjonalna baza treningowa. Jednak jamajska potęga sprinterska rodziła się na trawiastych bieżniach, a rosyjskie tenisistki łapały bakcyla na kortach z dziurawymi siatkami. Wykształceni trenerzy? W tej kwestii wiele zmienia się na korzyść i trenerami w Ekstraklasie są ludzie coraz lepiej wykształceni i wciąż głodni wiedzy. Finanse? Morze Brazylijczyków zalewających stadiony w największych ligach, swoją karierę zaczynało na betonowych boiskach pośród faweli.

W podobnych dyskusjach rzadko, lub na którejś z odleglejszych pozycjach, przewija się temat zarządzania ludźmi. Nad tym, jak wykorzystać potencjał ludzki, który w polskiej piłce posiadamy. Jak zagospodarować z pożytkiem dla polskiego futbolu zawodników, którzy zdobyli ogromny kapitał jakim jest doświadczenie z gry w największych ligach.

Jesteśmy mistrzami w implementacji zagranicznych wzorców. Często bezmyślnej, nie zważając na to, że w zależności od specyfiki społeczeństw, niektóre narzędzia nie mają prawa przynieść oczekiwanych rezultatów. Przez lata, zamiast wypracowywać swój własny system szkolenia, zastanawialiśmy się czy zastosować u nas system francuski, niemiecki, belgijski, czy może holenderski. W efekcie każdy klub szkolił piłkarzy na swoją modłę. W Lubinie akademię współtworzył Holender, a we Wrocławiu jedna z największych szkółek (już wchłonięta przez WKS) szkoliła na wzór francuskiego Le Havre.

Woleliśmy importować murawę z Holandii, mając w kraju firmę kładącą trawę na największych stadionach w Europie. Zachwycamy się metodami rozwijania sprawności młodego sportowca zaczerpniętymi z zachodu, o atrakcyjnej anglojęzycznej nazwie, mimo że podobne metody można znaleźć w polskiej literaturze z lat 70′. Jednak polska nazwa nie jest taka „seksi”.

Podobne przykłady można mnożyć. Źródło problemu jest oczywiście głęboko zakorzenione w historii najnowszej i zabijaniu w Polakach poczucia własnej wartości. Na szczęście dostrzec można drgnięcie w tym aspekcie. W PZPN-ie coraz więcej do powiedzenia mają młodzi działacze, a klubowi włodarze częściej kierują swój wzrok ku byłym zawodnikom, lub młodym osobom, wyspecjalizowanym i doskonale w swojej dziedzinie wyedukowanym.

Sztandarowym przykładem niewykorzystanego potencjału ludzkiego jest dla mnie Tadeusz Pawłowski. Legenda Śląska Wrocław i najlepszy strzelec w historii pierwszoligowych występów wrocławskiego klubu. Po zakończeniu kariery pracował głównie w Austrii, gdzie przez wiele lat szkolił młodzież. Obserwował jak dojrzewał talent m.in. Davida Alaby. W 2014 dostał zadanie gaszenia pożaru po Stanislavie Levym. Borykający się z olbrzymimi kłopotami finansowymi i organizacyjnymi Śląsk, szukał wariantu taniego, akceptowanego przez społeczność kibicowską i sterowalnego. Wybór padł na trenera Pawłowskiego. Jego kadencji nie można ocenić jednoznacznie dobrze, ani źle. Były momenty, w których Śląsk grał bodaj najlepszą piłkę w lidze. Jednak kiedy przyszedł kryzys, działacze uznali, że trener nie będzie w stanie wyciągnąć drużyny z marazmu i pożegnano go bez klasy. Wpływ na to mogły mieć też wypowiedzi trenera, który nie owijał w bawełnę i często krytykował sytuację w klubie. Po zwolnieniu ze Śląska przyszła propozycja z Wisły Kraków, ale Bogusław Cupiał jak szybko Pawłowskiego zatrudnił, tak szybko go pożegnał.

20161009_105543

Ale dlaczego w ogóle wspominam o Tadeuszu Pawłowskim?

Niedawno, w ramach studiów podyplomowych na kierunku „Analiza Gry Sportowej”, miałem okazję wysłuchania wykładu trenera Pawłowskiego. Wystąpił on na zaproszenie jednego ze swoich asystentów z czasów pracy w Śląsku. Tematem wykładu miało być podsumowanie mistrzostw Europy we Francji. Wykład zaczął się niekonwencjonalnie, jak na niego przystało. Zajęcia odbywały się na drugim piętrze Stadionu Miejskiego we Wrocławiu, trener szukał nas jednak na drugim piętrze hotelu „Śląsk”, przy starym stadionie na ul. Oporowskiej… Kto zna Wrocław ten wie, że oba obiekty oddalone są od siebie o jakieś 10 km.

Kiedy już dotarł na miejsce i rozpoczął swoją opowieść, widać było, że się męczy. Że opowiadanie o dużej seniorskiej piłce jest dla niego trudne. Przewracał kartki w swoim notesie gdzie wynotowanych miał masę liczb, ale główne wnioski jakie nam przedstawił to fakt, że Niemcy i Hiszpanie najdłużej utrzymywali się przy piłce i wymieniali średnio najwięcej podań w meczu… Z całym szacunkiem, ale moja mama po obejrzeniu spotkania Hiszpania – Włochy, również jest w stanie posilić się o takie wnioski. Jedynym interesującym elementem tej części wykładu była informacja, że niemiecki związek piłki nożnej planuje w cyklu szkolenia zwrócić jeszcze większą uwagę na grę 1 na 1. Obserwując coraz większą dyscyplinę taktyczną w grze wielu zespołów, można było dostrzec, że pojedynki indywidualne coraz częściej będą języczkiem u wagi w grze ofensywnej.

Wykład fascynujący jak słuchanie odgłosów puszczy, a wiedza z niego wyciągnięta niemal żadna. Sytuację zmieniły pytania od słuchaczy. Jako że na sali znajdowali się w głównej mierze trenerzy dzieci i młodzieży, dyskusja szybko zeszła na temat szkolenia. W tym momencie trener Pawłowski zamienił się ze starszego pana opowiadającego, że ziemia kręci się w okół słońca i generalnie wszystko płynie, w człowieka pełnego pasji. Na pierwszy rzut oka widać było, że ma ogromną wiedzę na temat szkolenia dzieci i młodzieży, a praca ta i opowiadanie o niej sprawia mu niekłamaną przyjemność. Lata pracy z młodzieżą sprawiły, że zna problemy jakie napotykają w swojej pracy trenerzy młodych sportowców. Wydaje się, że trafnie diagnozuje przyczyny problemów polskich drużyn, z wprowadzaniem młodych zawodników do pierwszej drużyny. Wie, jak funkcjonować powinna akademia z prawdziwego zdarzenia i co zrobić, aby utalentowani piłkarze nie ginęli w momencie przeskoku z piłki juniorskiej do seniorskiej.

Dopiero niedawno zaczęło się mówić o tym, że trener Pawłowski może stanąć na czele projektu „Akademia Śląska Wrocław”, a największym zwolennikiem tego pomysłu jest prezydent Wrocławia – Rafał Dutkiewicz.

Czy stać nas na niewykorzystywanie takiego potencjału? Czy stać nas na lekceważenie ludzi posiadających tak wielkie doświadczenie i wiedzę? W wielu klubach, w imię personalnych potyczek rezygnuje się ze współpracy z ludźmi, którzy wiedzą z czym to się je. Kolejnym problemem jest odrzucanie na starcie ludzi, którzy nie mają w CV bogatej kariery piłkarskiej, na zasadzie legendarnego już stwierdzenia Antoniego Piechniczka, że osoba taka nie zna zapachu stajni…

Polska piłka przepełniona jest ludźmi pełnych pasji. Od najniższego szczebla i kopania piłki w B-klasie, od wiejskiej szkółki piłkarskiej, po Legię Warszawa. Mamy kapitał ludzki, który wystarczy tylko uruchomić. Wystarczy tylko stworzyć warunki i odpowiednią atmosferę, w których będą mogli bez przeszkód pracować.

DW

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*