Derby Londynu! Antonio Conte pokazuje jak przekuć porażkę w sukces!

Derby Londynu! Antonio Conte pokazuje jak przekuć porażkę w sukces!

Kiedy we wrześniu ubiegłego roku piłkarze Chelsea ulegli 0:3 lokalnemu rywalowi, próżno było szukać optymizmu wśród kibiców The Blues. Ostatnie 0:3 z Arsenalem przydarzyło się w sezonie 96/97. Co ciekawe, Antonio Conte ostatni raz przegrał mecz ligowy tak wysoko w roku 2010… Prowadził wtedy Sienę, a oprawcami byli zawodnicy Empoli. Zatem konia z rzędem temu, kto przypuszczał, że ów mecz stanie się momentem przełomowym w historii pod tytułem – Antonio Conte, projekt Chelsea.

Dzisiaj piłkarska rzeczywistość w Wielkiej Brytanii wygląda zupełnie inaczej. To piłkarze ze Stamford Bridge są liderami tabeli. I to oni grają najbardziej przekonujący futbol w Premier League. Wrześniowa klęska w derbach dała włoskiemu menagerowi impuls do zmiany dotychczasowego sposobu gry. Porzucił ustawienie z 4 obrońcami na rzecz 1-3-4-3. Ów system znamy choćby z Euro 2016, gdzie kierowana przez niego reprezentacja dotarła do ćwierćfinału, w którym przegrała z Niemcami w serii jedenastek. Konsekwencja taktyczna, z jaką grali Włosi, budziła uznanie. Podobne odczucia można mieć obserwując poczynania Chelsea.

Od porażki 0:3 z Kanonierami, w 17 spotkaniach przegrali ledwie jedno, raz remisując. Tracili średnio 0,4 bramki na mecz. Oczywiście przypisywanie świetnych rezultatów jedynie prostej zmianie ustawienia byłoby pójściem na skróty. Kluczowym dla powodzenia tej operacji jest skok jakościowy każdego zawodnika. Kto wyobrażał sobie jeszcze rok temu, że David Luiz, do którego przylgnęła łatka zawodnika nieodpowiedzialnego i chimerycznego, będzie w stanie kierować trzyosobowym blokiem obronnym? Kto mógłby pomyśleć, że Azpilicueta, świetny skrajny obrońca, może być jednym z najlepszych środkowych defensorów w lidze?

Po ponad 4 miesiącach nadszedł czas rewanżu. Arsenal przybył na Stamford Bridge. Mecz miał zobrazować postęp, jaki w krótkim czasie dokonali The Blues. Przeanalizowaliśmy to spotkanie i posililiśmy się o wyciągnięcie kilku szczegółów, które są charakterystyczne dla sposobu ich gry.

Ustawienie

Do systemu gry Londyńczyków mogliśmy już przywyknąć. Podobnie jak do personalnego ustawienia. Trzech środkowych obrońców, szeroko ustawione „wahadła” czyli Moses i Alonso, którzy mają zagospodarować boczne sektory boiska i zneutralizować skrzydła Arsenalu. Środek to siła Maticia i piłkarska inteligencja Kante. Z przodu trójka tyleż kreatywna co pracowita – Pedro, Costa, Hazard.

Chelsea – Arsenal to starcie dwóch piłkarskich światów. Gospodarze nie są sfokusowani na posiadanie piłki. Owszem, kiedy tylko nadarzy się sposobność, potrafią zdominować przeciwnika, ale nie stanowi dla nich problemu oddanie piłki przeciwnikowi oraz skupianie się na trzymaniu formacji, zamykanie luk i czyhanie na kontry. Kanonierzy bez piłki cierpią.

OFENSYWA, OTWARCIE GRY, TRANSFER POZYTYWNY

Obraz gry potwierdził oczekiwania. W cały meczu posiadanie piłki wynosiło 41,5% – 58,5% na rzecz Arsenalu. Chelsea przebywała przy piłce 23 minuty, przeciwnicy niemal 10 minut dłużej, a rzeczywisty czas, kiedy piłka była w grze to niespełna godzina. Oczywiście ten sposób gry był zdeterminowany w dużej mierze szybko strzeloną bramką.

Początek spotkania to wysoki pressing zespołu z Emirates Stadium, który raz prawie przyniósł powodzenie, kiedy Courtois niedokładnie zagrał do Luiza. Piłkarze Arsenalu podeszli wysoko, Sanchez naciskał na bramkarza, który wykonał niedokładne zagranie.

Zazwyczaj otwarcie gry drużyny Chelsea to krótkie rozegranie od bramki. Ten sposób był najbardziej skuteczny. Szeroko rozstawieni Cahill i Azpilicueta, oraz ustawiony wyżej (na ok. 30. metrze) Luiz.

Arsenal nie mógł znaleźć antidotum na ten sposób gry. Nawet grając wysokim pressingiem robili to bardzo nieudolnie. Byli za daleko od zawodników Chelsea, więc ci, nie niepokojeni przez nikogo, mogli swobodnie wyprowadzać piłkę. Alternatywą dla krótkiego rozegrania były długie piłki na Alonso, Mosesa lub Costę. Te jednak nie były tak skuteczne.

Źródło: squawka.com

Grając bardzo inteligentnie w środku pola, zawodnicy Chelsea z łatwością wychodzili spod pressingu. Tworzyli oni trójkąty, dzięki czemu zawodnik przy piłce zawsze miał co najmniej dwie opcje do podania.

Poniższa grafika pokazuje, w jakich strefach boiska zaczynały się akcje prowadzące do strzałów w kierunku bramki Arsenalu. Małe zielono-czarne  kropki to miejsca skąd wyprowadzano akcje zakończone strzałem. Duże kropki to strefy gdzie swój początek miały akcje bramkowe.

Chelsea wciągała Arsenal na własną połowę grając niskim i średnim pressingiem, co skutkowało tym, że po przechwycie, mieli bardzo dużo miejsca na kontrę. Inna sprawa, że druga linia Arsenalu, grając w eksperymentalnym ustawieniu z Chamberlainem w środku, była za mało aktywna i nie zapobiegała kontratakom. Prostopadłe podania bardzo łatwo przecinały ich linię pomocy, a doskonale dysponowany Eden Hazard zazwyczaj miał sporo miejsca na rozpędzenie się z piłką.

Kontry najczęściej rozpoczynały się długim zagraniem do skrzydła. W większości przypadków ich adresatem był Belg. Kiedy tylko Chelsea odzyskiwała piłkę, ruszał na wolną przestrzeń często ściągając za sobą dwóch obrońców, co tworzyło olbrzymią wyrwę w środku pola. Żaden z pomocników nie był w stanie zaasekurować tej strefy.

To, ile miejsca w różnych fragmentach meczu zostawiano Hazardowi, było zdumiewające. Wszyscy wiemy, że kiedy już belgijski skrzydłowy się rozpędzi, jego akcja kończy się poważnym zagrożeniem lub faulem.

W sporcie chodzi o to, żeby przeciągnąć przeciwnika na jedną stronę i zaatakować go z drugiej. Wytrącić go z równowagi i zaatakować odkrytą przestrzeń. Obserwujemy to w sztukach walki, siatkówce, tenisie itp. Podobnie rzecz się ma w futbolu. Ważną rolę w tym aspekcie pełni boczny obrońca. W systemie 1-3-4-3 – wahadłowy. Chodzi o to, żeby zgromadzić jak największą liczbę zawodników po jednej stronie boiska, jednocześnie zostawiając tzw. „zawodnika alternatywnego” po stronie „słabszej”. Ten element jest nieodłącznym składnikiem taktyki Chelsea.

Przewaga w okolicach piłki, Arsenal przeciągnięty na lewą stronę. Na „słabszej” Moses, stanowiący alternatywę w przypadku gdy atak pozycyjny byłby niemożliwy do przeprowadzenia.

Poniżej sytuacja, która zakończyła się groźnym strzałem Pedro. Alonso jako alternatywny zawodnik. Następuje zagranie do Hiszpana, przeciwnik przesuwa się w kierunku piłki:

Skupia się jednak na zawodniku z piłką i zapomina o Pedro wchodzącym w pole karne.

Do zawodnika alternatywnego wrócimy jeszcze później.

DEFENSYWA

Wymienność pozycji w pionie i w poziomie, asekuracja i kompaktowość. To klucze do skutecznej gry defensywnej i te wszystkie aspekty mogliśmy wielokrotnie dostrzec w przeciągu całego meczu. Niskie ustawienie bloku defensywnego ułatwia utrzymanie kompaktowości, a ta z kolei pozwala na płynne zmiany w ustawieniu zawodników i doskonałą wzajemną asekurację.

Pamiętamy ostatnią porażkę Chelsea z Tottenhamem. Dwie bramki jakie zdobyli zawodnicy Spurs, miały podobną genezę. W półprzestrzeni ogromną swobodę miał Eriksen, który precyzyjnie dogrywał piłki na głowę wchodzącego z drugiej linii Delle Alli. Nie chcąc powtórzyć tego błędu, dużą uwagę poświęcono półprzestrzeniom i zapobieganiu swobodnego operowania piłką w tej strefie. Do zawodników Arsenalu często wysoko wychodzili Azpilicueta i Cahill.

Jedna z najgroźniejszych sytuacji stworzonych przez The Gunners była spowodowana właśnie odpuszczeniem półprzestrzeni i znajdującego się tam Chamberlaina, który dośrodkował na głowę partnera, ale świetną interwencją popisał się Courtois.

Przedstawimy teraz kilka sytuacji, w których znakomicie widać współpracę i wymienność funkcji w pionie i w poziomie.

KAŻDY zawodnik, na CAŁYM boisku i w KAŻDYM fragmencie gry. To dogmaty, na których opiera się organizacja gry w nowoczesnym futbolu. Tego nauczył Conte swoich zawodników. Odpowiedzialność, z jaką angażują się w każdym fragmencie gry, jest godna podziwu.

Cahill wychodzi przed linię obrony, Alonso błyskawicznie zawęża, a Hazard zajmuje pozycję Hiszpana. Belg przejmuje piłkę(!) i wyprowadza kontratak.

Zmiana w pionie. Luiz wychodzi wysoko, Chelsea traci piłkę, ale jego pozycję asekuruje Matić.

Dwa obrazki, w których zawarta jest kwintesencja gry w obronie:

Arsenal rozgrywa piłkę na lewym skrzydle. Moses asekuruje Pedro, a Sanchez ma możliwość wycofania piłki lub zagrania na obieg do Monreala. Wybiera zagranie na obieg.

Moses jest błyskawicznie zaasekurowany przez Cahilla, a sam asekuruje Anglika. W tym momencie Kante podąża za Chaberlainem. Maestria!

Za środek pola odpowiedzialni byli Kante i Matić. Widzimy jak umiejętnie wymieniali się pozycjami, gdy jeden atakował przeciwnika, drugi trzymał głębię.

Zazwyczaj czwórka pomocników ustawiała się w jednej linii. Wąskie ustawienie zapobiegało graniu piłek przez linię pomocy Chelsea. Wyprowadzający piłkę obrońcy Arsenalu usiłowali sprowokować przeciwnika i wyciągnąć któregoś z nich z linii. Stworzyłoby to przestrzeń za jego plecami. Jednak The Blues dawali się prowokować nad wyraz rzadko, a Kanonierzy anemicznie rozgrywali piłkę, z jednej strony na drugą.

A jeśli już udało się wyciągnąć kogoś ze środkowej linii i zrobić tym miejsce dla np. Oezila, jak na poniższym obrazku:

Wtedy błyskawicznie do drugiej linii przesuwał się któryś z obrońców, a pozostała dwójka zawężała pole gry:

Oczywiście nie jest tak, że gra defensywy Chelsea pozbawiona była skazy. Tutaj nadmierna orientacja na piłkę całego bloku defensywnego, doprowadziła do sytuacji, w której Oezil powinien znaleźć drogę do siatki.

Zawodnikiem kluczowym z punktu widzenia płynności w grze jest Kante. Francuz od dawna jest porównywany do Makelele, a więc zawodnika będącego synonimem perfekcji w grze na pozycji nr 6. Kante genialnie odbiera piłkę, jego timing jest niebywały i wydaje się, że zawsze atakuje przeciwnika w idealnym momencie.

Daje jednak jeszcze coś ekstra. Znakomicie dystrybuuje piłkę do przodu. Gra na jeden kontakt czy długie zagrania nie sprawiają mu najmniejszego problemu, a sytuacja, kiedy odebrał pikę przy linii autowej i zewnętrzną częścią stopy zagrał przez całe boisko do Pedro, sprawiała, że ręce same składały się do oklasków.

BRAMKI

Przeanalizowaliśmy grę w ofensywie i defensywie, ale oczywiście solą futbolu są bramki i bez nich całe gadanie o taktyce byłoby funta kłaków niewarte.

1:0

I znowu wariant z alternatywnym zawodnikiem. Dośrodkowanie w pole karne, uderzenie Costy, a całą akcję finalizuje zamykający z lewej strony Alonso. Sytuacja interesująca z kilku względów. Cichym „bohaterem” tej akcji jest pomocnik Arsenalu – Coquelin. Po pierwsze stracił piłkę na połowie Chelsea, co rozpoczęło akcję bramkową. Po drugie widzi kątem oka Alonso.

Po trzecie jest przy nim kiedy strzał oddaje Costa, ale jest tak zaabsorbowany obserwacją piłki, że kompletnie odpuszcza przeciwnika.

Pozostaje tylko pytanie – czy ta bramka w ogóle powinna zostać uznana? Alonso w pojedynku główkowym nokautuje łokciem Bellerina i ten nie jest w stanie kontynuować gry.

Jak zawsze zdania są podzielone.

Nie przekonuje mnie jednak takie podejście do tematu. Czy ma tu znaczenie intencja, skoro Alonso zagrał niebezpiecznie łokciem?

2:0

W pierwszej fazie tej akcji widzimy coś o czym już tu wspominaliśmy. Costa zgrywa głową, a Hazard ma przed sobą autostradę.

I tu po raz kolejny w jednej z głównych ról występuje Coquelin, Hazard zabiera się z piłką i z łatwością bierze na plecy przeciwnika wbiegając po prostu z futbolówką w jego tor biegu. Francuski pomocnik atakuje przeciwnika tak nieporadnie, że ośmiesza się wykonując efektowny piruet. Ciąg dalszy już wszyscy widzieli. Hazardowi „włączył się” Maradona.

3:0

Trzecia bramka przelała czarę goryczy i znakomicie puentowała grę Arsenalu. Piłka z autu do Cecha, ale nie wiedząc czemu Gabriel ociąga się z powrotem na boisko. Bramkarz pokazuje, że chce aby obrońca dał mu opcję do grania, Kościelny jednak biegnie za plecy przeciwnika. Niezainteresowany otrzymaniem piłki jest również uciekający od gry Oezil. Na koniec fatalnie kiksuje czeski golkiper, a Fabregas trafia do pustej bramki.

3:1

Przebyłsk Arsenalu i chwila słabości Chelsea. Na boisku pojawił się Zouma. Luiz próbuje zablokować dośrodkowanie, Cahill zajmuje się Welbeckiem, a Zouma i Kante nie kontrolują co dzieje się za ich plecami. Do dośrodkowania dopada Giroud i bez problemów kieruje piłkę do siatki.

Mówi się, że meczów się nie wygrywa, mecze się przegrywa. Biorąc pod uwagę owo spotkanie, można zgodzić się tą tezą. Arsenal nie zrobił bowiem nic, albo niewiele, aby ten mecz wygrać, ale zrobił bardzo dużo, aby go przegrać. Chelsea natomiast zrobiła wszystko by go nie przegrać, a od tego do zwycięstwa pozostał ledwie krok, a właściwie 3 kroki.

Zespół prowadzony przez charyzmatycznego Włocha jawi się obecnie jako ekipa bezlitośnie wykorzystująca momenty słabości przeciwnika. Wydaje się, że jest w stanie wykorzystać każdy błąd rywala, jednocześnie samemu grając na bardzo wysokiej skuteczności i pełnej koncentracji przez 90 minut. Konsekwencja i powtarzalność sprawiają, że są oni idealnym kandydatem do końcowego triumfu. Niemal nie zdarzają im się słabsze momenty, co jest kluczowe w kontekście rywalizacji ligowej, bowiem, jak mówi stara piłkarska prawda, mistrzostwo zdobywa się w meczach z potentatami, traci w potyczkach ze średniakami. A skoro mecze wygrywa się ofensywą, a tytuły defensywą, to czy The Blues nie są zespołem kompletnym?

CHELSEA LONDYN – ARSENAL LONDYN 3:1

 

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*