Gdy napastnik mieszka w głowie. Depresja w sporcie

Gdy napastnik mieszka w głowie. Depresja w sporcie

Żródło: www.cycleagainstsuicide.com

GDY GŁOWA NIE CHCE ŻYĆ

Pomyśl o tym, co sprawia Ci największą radość. Przypomnij sobie ostatni raz kiedy nie mogłeś się czegoś doczekać. Wyobraź sobie momenty, które są dla Ciebie największym szczęściem, wywołują bezwarunkowy uśmiech i niekontrolowany przypływ przyjemnego pobudzenia. Może to kolacja z dziewczyną? Czas spędzony z dzieckiem na placu zabaw? Długo planowany wyjazd?

A teraz spróbuj wyobrazić sobie, że patrzysz na swoją partnerkę, dziecko, przyjaciół, ludzi, których kochasz (z wzajemnością) i nie czujesz nic. Przy czym obojętność może nawet okazywać się lepszą alternatywą. W zanadrzu miałbyś jeszcze ewentualnie niepokój i złość. A więc patrzysz na nich, Twój wzrok jest pusty i nieobecny, a jedyna myśli to ta, że chciałbyś być jak najdalej stąd. Jednocześnie nie potrafisz wskazać gdzie, bo w tym momencie żadne miejsce nie wydaje się być dobrym.

Gorszy dzień? Tydzień? Miesiąc?

„W depresji smutek nachodzi człowieka bez uchwytnej przyczyny. Jakby za przekręceniem kontaktu wszystko gaśnie, świat traci swą barwę, przyszłość zamienia się w czarną ścianę nie do przebycia, a przeszłość – w pasmo ciemnych wydarzeń obciążających chorego poczuciem winy. Znika normalna energia życiowa, każda decyzja staje się niesłychanie trudna, najbłahsze sprawy urastają do problemów, których niepodobna rozwiązać.”

Fakty i liczby

W 2000 roku depresja była czwartą z kolei najczęściej występującą chorobą świata. Według danych WHO (World Health OrganizationMiędzynarodowa Organizacja Zdrowia) w 2015 roku 322 miliony ludzi na świecie cierpiało z powodu zaburzeń depresyjnych. 16% zachorowań występowało na kontynencie europejskim, co daje ok. 53 mln pacjentów chorujących na depresję w samej Europie.

Przypadki zachorowań na zaburzenia depresyjne (w milionach) z podziałem na regiony WHO Źródło: World Health Organization. (2017) Depression And Other Common Mental Disorders – Global Health Estimates

20% epizodów depresyjnych trwa dłużej niż rok. Nawet do 80% pacjentów, którzy przeszli epizod depresji, doświadczy kolejnego. Minimalny zalecany czas przyjmowania leków przeciwdepresyjnych to 12 miesięcy. Jeśli jednak u pacjenta wystąpi tendencja do nawrotów choroby okres ten może wydłużyć się do 5 lat, a w niektórych przypadkach farmakologiczne wspomaganie leczenia będzie konieczne do końca życia.

Depresja kliniczna to choroba. Nieleczona depresja to choroba śmiertelna. Fakt.

Teoria i klasyfikacja

Najprawdopodobniej pierwsze co przychodzi na myśl odnośnie charakterystycznych objawów depresyjnych to smutek, ogólne obniżenie nastroju,  przygnębienie. To prawda, aczkolwiek obraz kliniczny zaburzenia depresyjnego jest dużo bardziej złożony. Dotknięta chorobą osoba nagle traci wszelkie zainteresowania, a wraz z tym zdolność do odczuwania radości. Zmniejsza się jej energia, równolegle wzrasta męczliwość, która pojawia się nawet po niewielkim wysiłku. Kolejne objawy uszeregowane w podręcznikowych definicjach to: osłabienie koncentracji uwagi, niska samoocena i mała wiara w siebie, poczucie winy i małej wartości, pesymistyczne widzenie przyszłości, myśli i czyny samobójcze, zaburzenia snu, zmniejszony apetyt. Kryterium utrzymywania się objawów pozwalających na diagnozę zaburzenia depresyjnego to przynajmniej 2 tygodnie.

„Obniżenie dynamiki zewnętrznie objawia się zahamowaniem. Najpierw czynności wymagających największego wysiłku  czyli związanych ze świadomą decyzją. Każda decyzja przerasta siły chorego. W miarę pogłębiania się depresji hamowaniu ulegają procesy kojarzenia, pamięci, spostrzegania, choremu trudno się skupić, nie potrafi rozwiązać najprostszych problemów. Ruchy stają się skąpe, mowa spowolniona. Niekiedy chory może mieć całkiem realne wrażenie, że zwiększył się jego ciężar ciała.”

Klasyfikacje sugerują rozróżnienie epizodów depresyjnych według kryterium nasilenia i wielości występujących objawów. Tak więc, opisuje się epizody łagodne, umiarkowane i ciężkie. Znamiennym dla wymienionych jest to, że w każdym z osobnych przypadków nasilenie pojawiających się objawów w różnym stopniu upośledza jego funkcjonowanie społeczne, zawodowe i wykonywanie codziennych obowiązków. Charakterystyka depresji łagodnej zwraca uwagę na fakt, że może ono nie być zaburzone. To, jak osoba adoptuje się do warunków codziennych będzie w dużej mierze zależne od sytuacji, którym musi podołać, od zadań do wypełniania których musi się zmobilizować. Z kolei epizod depresji ciężkiej w podręczniku diagnostycznym opatrzony jest komentarzem brzmiącym: „uniemożliwia wykonywanie jakiejkolwiek pracy zawodowej, obowiązków domowych, oprócz drobnych czynności”.

W depresji łagodnej głowa nie chce, ale może; zaś w depresji ciężkiej – głowa nie chce i już sama nie może.

Przyczyny

Źródło: http://www.breitbart.com/big-government/2012/08/13/intentional-and-unintentional-consequences/

Jakże wygodne i praktyczne byłoby w tym miejscu wypunktowanie czynników determinujących zachorowanie. Niestety doszukiwanie się prostych zależności wydaje się być równie bezsensownym co zalecanie ubierania czapki jako optymalnej prewencji grypy.

Przede wszystkim istotna jest umiejętność rozróżnienia depresji egzo- i endogennej. Ta pierwsza, zwana zewnątrzpochodną może rozwinąć się w konsekwencji doznawania wyjątkowego dystresu psychologicznego przez człowieka, a więc w obliczu wydarzeń, które przerastają jego umiejętność skutecznego radzenia sobie i efektywnego korzystania z zasobów swojego organizmu. To właśnie myśl o tego rodzaju zaburzeniu wydaje się stać u podłoża komentarzy zdziwionych  „światłych kanapowiczów”, twierdzących, że „przesadzasz, masz wszystko – pieniądze, samochód – inni mają gorzej i nie narzekają.” Po drugiej stronie tego ponurego medalu jest jednak depresja endogenna – wewnątrzpochodna – o której ich oświecony umysł nie słyszał lub nie był w stanie pojąć jej istoty. Stan ten pojawia się bowiem bez wyraźnej zewnętrznej przyczyny. Jest powodowany nieprawidłowym funkcjonowaniem układu nerwowego człowieka. Na tym poziomie rolę odgrywają neuroprzekaźniki, hormony, zmiany aktywności półkul mózgowych, a więc wszystkie te trudne słowa, o których przeciętny człowiek wie bardzo mało, a które decydują o tym na kogo patrzy z wrogością, a na kogo z miłością, o tym czy nowy dzień rozpocznie z entuzjazmem, czy raczej bliżej mu będzie do zidentyfikowania się ze słowami Johna Kirwana (nowozelandzki rugbysta, trener, chorujący na depresję):„Pamiętam, że pewnego ranka obudziłem się w świetnym nastroju, w takim momencie myślisz ‘O, dlaczego nie czuję się źle?’, i wtedy to przychodzi do ciebie jak chmura”.

Z dużym prawdopodobieństwem osoba cierpiąca na depresję endogenną bardzo chętnie natychmiast oddałaby wszystkie te materialne atrybuty szczęśliwości tym, którzy „mają gorzej” jeśli tylko miałoby to rozproszyć gęstą mgłę, która słania się na jej życie, tłamsi i przygniata do ziemi.

Odnosząc się do literatury przedmiotu spotykamy się z mnogością koncepcji. I tak, genetycy stwierdzają, że prawdopodobieństwo zachorowania na depresję wzrasta wraz ze stopniem pokrewieństwa z osobą chorującą. Neurobiolodzy analizując to, co dzieje się w mózgu chorujących zauważają nieprawidłowości w przekaźnictwie monoamin mózgowych, głównie serotoniny i dopaminy, których stężenie w stanie chorobowym jest zbyt małe – w dużym uproszczeniu odpowiadają one za dobre samopoczucie, odczuwanie przyjemności, motywacji. Ponadto u mężczyzn zauważa się zbyt małe stężenie testosteronu, u kobiet – estrogenów. Te dwa hormony z kolei w zdrowo funkcjonującym organizmie zwiększają dostępność możliwej do spożytkowania serotoniny. Innymi istotnymi zmianami obserwowanymi u chorych na depresję są chociażby: zmniejszenie hipokampa (obszar mózgu odpowiadający m.in. za pamięć i regulację reakcji stresowej), zmniejszenie aktywności lewej półkuli płata czołowego (za czym idzie zmniejszenie aktywności i optymizmu), zwiększenie aktywności półkuli prawej (a więc tej, zaangażowanej w odczucia negatywne i wycofywanie się).

Źródło: https://twitter.com/ilindelatorremd/status/317467980567027713

W końcu, czytelną pomocą w zrozumieniu tego, co dzieje się w głowie człowieka cierpiącego na depresję jest zapoznanie się z teoriami poznawczymi. U osoby chorej rozpoznaje się tzw. triadę poznawczą. Wykazuje on więc tendencję do negatywnego spostrzegania po pierwsze swojej przeszłości, po drugie – swojej osoby, po trzecie – własnej przyszłości. Osoba cierpiąca na depresję nie docenia swoich osiągnięć, zdolności, sukcesów, czuje się bezwartościowa, często nosi w sobie nieuzasadnione poczucie winy, a perspektywa przyszłości nie przynosi na myśl nic o co warto byłoby się starać, na co warto byłoby czekać. Tym, co podtrzymuje triadę poznawczą są błędy myślenia, które stają w centrum analiz logicznych osoby chorej. Zdrowo funkcjonujący człowiek szybko spostrzeże ich brak racjonalności. Dla chorego w stanie depresyjnym będą one przekonaniami niepodważalnymi. Owe błędy to m.in. nadmierne uogólnianie – więc przykładowo twierdzenie o byciu beznadziejnym na każdym życiowym polu, na podstawie jednego drobnego niepowodzenia; personalizacja –  odnoszenie wszystkiego do swojej osoby, każda nawet neutralna uwaga może być interpretowana więc jako krytyka i wrogie oszczerstwo; abstrakcja selektywna – wzięcie pod uwagę jedynie kilku aspektów zdarzenia z pominięciem innych równie istotnych, najprawdopodobniej te uwzględnione przez chorego będą obarczać go winą za zrobienie czy zaniechanie czegoś, co w konsekwencji doprowadziło do niepożądanych skutków.

„Spadek dynamiki życiowej objawia się zarówno w czynnościach psychicznych, jak też w fizycznych. Myślenie staje się trudne, kojarzenia są skąpe, myśl obraca się wokół jednego tematu: beznadziejności własnego życia, własnych win i własnej bezradności. Słabnie pamięć, świat otaczający nie pociąga, wszystko jest przykre i bolesne, z trudem więc tworzą się nowe zapisy pamięciowe, a z przeszłości wyłaniają się tylko przykre wydarzenia, jakby nigdy nad głową chorego słońce nie świeciło.”*

Te nieco po macoszemu potraktowane czynniki składające się na obraz zjawiska zaburzenia depresyjnego mają na celu zwrócenie uwagi na złożoność etiologii tej choroby. Podkreślenie, że nie możemy z pewnością stwierdzić, że ktoś zachoruje lub nie zachoruje. Owszem, są czynniki predysponujące, pewne osoby mogą posiadać skłonność do zachorowania, na przykład te, w których rodzinach występowała już depresja. Ale podatność to nie determinanta. Aby zaburzenie depresyjne u konkretniej osoby rozwinęło się musi wystąpić szereg innych czynników, które nakładając się na siebie wywołają rzut choroby. Czynniki te w przypadku miliona zachorowań, będą skonfigurowane na milion różnych sposobów.

Depresja u sportowca

Źródło: http://negratinta.com/robert-enke-y-el-miedo-a-fracasar/

Jak czułbyś się gdyby coś co stanowiło dla Ciebie cel, sens, centrum Twojego życia nagle stało się źródłem niewymownego cierpienia i udręki? Co czuje piłkarz, dla którego futbolówka staje się przekleństwem?

Stereotypowo postrzegamy sportowców, atletów jako kogoś z wyjątkowymi predyspozycjami, z tak zwaną „chłodną głową”, silniejszych, wytrwalszych nie tylko fizycznie ale i psychicznie. No i przede wszystkim – z materialnymi zasobami, które dla wielu wydają się być kluczem do idyllicznego życia. Psychologia daleka jest jednak od patrzenia na człowieka w sposób zero-jedynkowy. Sportowiec nie jest równy skale. Sportowiec z sukcesami nie jest równy diamentowi. Nawet jeśli rzeczywiście byłby wyjątkowo „twardy”, a mówiąc w sposób bardziej naukowy – dysponowałby zasobami, które umożliwiają sprawne funkcjonowanie w obciążających warunkach, to nie zapominajmy, że depresja może okazać się rzemieślnikiem, który nie cofnie się przed drążeniem w kamieniu. Dlatego przyzwolenie sportowcom na nie bycie niezniszczalnymi może uchronić ich przed zniszczeniem.

Lęk, zniechęcenie, obawy, presja by spełniać oczekiwania, paniczny strach przed popełnieniem błędu. Przekonanie, że nie zrobiło się wszystkiego co możliwe by dzisiaj pomóc drużynie wygrać. Przerażenie przed każdym kolejnym występem. Te elementy powtarzają się w relacjach sportowców, którzy zdecydowali się na szczerość porzucając troskę o bycie takim, jakim inni chcieliby ich widzieć.

Aaron Lennon – zawodnik ligi angielskiej.  Odprowadzony przez policję do kliniki zdrowia psychicznego po tym, jak pieszo przemierzał pobocze autostrady w Manchesterze. Domniemywano występowanie u piłkarza tendencji samobójczych. Oświadczenie Evertonu, dla którego zawodnik wtedy występował w sposób dyplomatyczny stwierdzało o problemach zawodnika z chorobą związaną ze stresem.

Andre Gomes – piłkarz występujący w barwach Barcelony. Występujący jak sam mówi na 50% swoich możliwości, bo kondycja psychiczna nie zgadza się na więcej. Okoliczności związane z rozgrywaniem meczów kojarzą się jedynie z natrętnymi, negatywnymi myślami, presja okazuje się nie do przejścia, a tendencja do tłumienia emocji zaczyna dusząco ciążyć.

Gigi Buffon – bramkarz, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Długoletnia podpora reprezentacji Włoch, symbol Juventusu. Ulubieniec kilku pokoleń kibiców. Budząca respekt twarz i postura. W swojej autobiografii przyznaje się do podejmowania leczenia z powodu epizodów depresyjnych. Do nieukierunkowanych lęków, niekontrolowanego uczucia przestrachu, które nie pozwalało wysiąść z samochodu po przyjechaniu na trening. Oczywiście fakty utrzymywane były w tajemnicy, bo w obliczu popełnionego błędu na boisku takie wyznania szybko zostałyby wypomniane.

Stan Collymore – napastnik Premier League, reprezentant Anglii. Jeszcze zanim w 2001r. zakończył karierę przyznał się publicznie do podejmowania leczenia w związku z nawracającymi epizodami depresyjnymi. Przebywał w klinice zajmującej się schorzeniami afektywnymi. Kibice mieli w tym czasie wysyłać listy do angielskich gazet, by ktoś przekazał piłkarzowi, że na trybunach stadionów siedzą ludzie z dużo poważniejszymi problemami, nie mający 20 tys funtów tygodniowo na prywatne leczenie.

Robert Enke – niemiecki bramkarz, występujący m.in. w barwach Hannoveru i Barcelony, a także reprezentujący swój kraj w drużynie narodowej. Mierząc się z kolejnym epizodem depresyjnym podejmuje inicjatywę napisania książki, która ma zwrócić oczy świata na problem zdrowia psychicznego piłkarzy. Zwraca. Pośmiertnie. Jednocześnie ujawniając cały wachlarz zdarzeń, myśli, uczuć, z którymi Enke zmagał się po cichu.

To tylko niektóre historie piłkarzy, którzy zdobyli się na odwagę by postawić na szali swój wizerunek gladiatorów. Zresztą za przykład z innych dyscyplin sportowych można wskazać choćby Justynę Kowalczyk, Krzysztofa Włodarczyka, Svena Hannawalda, Michaela Pheplsa. Możemy mieć nadzieję, że z biegiem czasu, temat przestanie rodzić tak wiele sensacji i droga do szczerości wobec siebie i innych zostanie dla sportowców odgruzowana, a oni sami będą jeszcze w stanie stanąć na niej z podniesioną głową. W odpowiednią porę.

Możemy szukać uzasadnień – presja, oczekiwania, media, wizerunek. Tak, to wszystko prawda. Sportowiec funkcjonujący na wyżynie swoich umiejętności wyczerpuje energetycznie organizm, który w którymś momencie będzie musiał zaopatrzyć się w nowe pokłady energii i będzie szukał sposobu na osiągnięcie homeostazy. Jednemu w takim momencie wystarczy urlop na Bahamach z kochanką, innemu wyjazd na Mazury z rodzinną, jeszcze inny odetnie się od świata za 2 tygodnie wracając z pełnym bakiem paliwa i gotowością do ciężkiej pracy w kolejnym sezonie. Wszyscy ochłonęli, organizm zregenerował się fizycznie, psychice umożliwiono wytchnienie od ciekawskich spojrzeń i oszczerczych pytań. Pytanie za 100 punktów. Czy jeśli ktoś miałby zachorować, to ten przyjeżdżający z tropikalnej wyspy czy znad polskich jezior? Odpowiedzi poszukamy za moment.

Każdy sportowiec mierzy z okrutną rzeczywistością krwiożerczych massmediów, wścibskich fotoreporterów, kibiców, którzy jednego dnia kochają, drugiego życzą śmierci. Właściwości temperamentalne jednego umożliwią mu „olanie” tematu i przejście nad krytyką do porządku dziennego. Drugi targany przykrymi myślami będzie analizował każdy kolejny krok. Zapewne oboje przejmą się niepowodzeniem, nieumiejętnością pomocy drużynie, popełnieniem rażącego błędu. Z tą różnicą, że pierwszego poruszy potknięcie większego kalibru niż drugiego. Przy okazji obok rzeczywistości boiskowej będą działy się również inne mniej lub bardziej przykre rzeczy dnia codziennego, bo w końcu 90 minut na murawie to nie jedyne sceny z życia piłkarza. Więc obu coś dotknie i zapewnie oboje niczego nie dadzą po sobie poznać, a przynajmniej będą usilnie próbować. Szatnia sportowców bowiem to nie miejsce na słabość i niepewność. Świadomość narażenia się na ostracyzm skłania raczej do milczenia i cierpliwego czekania aż „samo przejdzie”. Wciąż jeszcze mała świadomość korzyści jaką może przynieść współpraca z psychologiem sportu pokutuje myśleniem, że wyrażanie emocji jest dla słabych. Ciężko o coś bardziej mylnego, w świetle psychologicznych twierdzeń, że właśnie wyrażanie swoich uczuć stanowi o zdrowym funkcjonowaniu jednostki i jej zdolnościach adaptacyjnych.

Wracając do regenerujących się sportowców o których mowa w poprzednich akapitach.. Świetnie jeśli przy okazji fundują głowie trening mentalny, może pracują nad przekonaniami i kontrolują, doskonalą umiejętności radzenia sobie ze stresem. Może wystarcza czasu na przyswajanie technik relaksacyjnych. Kto zachoruje?  Mając w świadomości przesłanki endogenne, przyznając sportowcom status człowieka, organizmu funkcjonującego na tych samych zasadach co ogół ludzi nie jest możliwe stwierdzenie „on poradzi sobie lepiej”.  Istnieją czynniki ochraniające, praca nad psychiką jest niewątpliwe istotnym środkiem prewencyjnym, inne to wsparcie społeczne, indywidualna odporność na doświadczenia stresujące. Istnieją też czynniki predysponujące, których niekoniecznie osoba może być świadoma. Determinantami jest jedynie konstelacja czynników, której kształtu nie da się przewidzieć. Niestety wydaje się, że bezpieczniejszym jest stwierdzenie, że sportowiec nie poradził sobie z presją niż przyznanie, że świat nie radzi sobie ze zrozumieniem istoty choroby.

Magiczne słowo – świadomość

Niebagatelną rolę w obliczu cierpienia chorującego na depresję odgrywa jego najbliższe otoczenie. A jak zachowuje się ono w swojej nieświadomości? Klepie po plecach, mówi „przejdzie ci”, „to kwestia czasu”, „wyjdź do ludzi”, „będzie dobrze”. A jeśli mija tydzień za tygodniem i wciąż nie jest dobrze, a jedyne czego chcesz to, żeby ludzie zniknęli i nie zadawali pytań? Z początku możesz chcieć żeby ktoś wziął od ciebie cały ten ciężar, żeby znalazł sposób abyś mógł się znowu szczerze roześmiać. Im dłużej to trwa, a nic na dłuższą metę nie skutkuje poprawą, tym bardziej stopniowo porzucasz nadzieję. Co więcej, sam nie wiesz czego tak naprawdę chciałbyś, co musiałoby się stać żeby było lepiej, bo pojęcie „lepszego samopoczucia” staje się na tyle odległe i rozmyte, że nie pamiętasz z czym się wiązało. Sytuację pogarsza fakt, że twoje myśli w specyficzny sposób zdominowane są przez niewłaściwe przekonania jedynie pogłębiające poczucie beznadziejności własnego położenia.

Determinacja to słowo klucz. Potrzeba wielkiej determinacji, by zawalczyć o swoje życie, gdy z oczu znikają wszelkie punkty zaczepienia, które mogłyby dawać nadzieję. Oto więc przed pacjentem być może najcięższa batalia z jaką przyjdzie mu się zmierzyć. Szczęśliwie, obecne metody leczenia zarówno farmakologicznego jak i psychoterapeutycznego dają nadzieję na efektywne rozwijanie sposobów radzenia sobie z chorobą. Chociaż przytoczone na początku statystyki mogą być przygnębiające, konieczne jest podkreślenie, że wobec tych faktów nie jesteśmy bezradni. By jednak jakość życia chorych uległa poprawie potrzebna jest ciężka praca ich samych jak i środowiska. Należy umożliwić cierpiącej osobie mówienie i bycie wysłuchanym oraz uświadamiać na czym polega praca z psychologiem i istota diagnozy psychiatrycznej.

Paradoksalnie, kluczem do globalnej walki z zaburzeniami depresyjnymi może okazać się przyznanie prawa do chorowania. Prawa, nie będącego jedynie milczącym przyzwoleniem, a takiego za którym będzie stało zrozumienie i wsparcie,. Dlaczego tak często normalizuje się zachowania, których ludzkość winna się wstydzić, a za wstydliwe wciąż uważa się przyznanie do problemy i do tego, że potrzebuje się pomocy? Kiedy chory zajmujący kolejkę przed drzwiami do poradni zdrowia psychicznego traktowany będzie z należytym mu szacunkiem? Kiedy on sam zacznie spoglądać z szacunkiem na siebie?

*****

Cytaty pochodzą z książki „Melancholia” Antoniego Kępińskiego – psychiatry, autora książek pomagających lepiej zrozumieć i leczyć zaburzenia afektywne

Bibliografia:

Kępiński, A. (1974) Melancholia. Wydawnictwo Literackie

Światowa Organizacja Zdrowia. (2000) Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD-10. Opisy kliniczne i wskazówki diagnostyczne. Kraków-Warszawa: Uniwersyteckie Wydawnictwo Medyczne „Vesalius”

World Health Organization. (2017) Depression And Other Common Mental Disorders – Global Health Estimates

*****

Autorką tekstu jest Joanna Wądrzyk, studentka IV roku psychologii kliniczno – sądowej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Pasjonatka piłki nożnej i sportów walki.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*