GKS Jastrzębie – Chojniczanka. Uderzenie kolegi z drużyny? Absurdalne, ale nie niespotykane

GKS Jastrzębie – Chojniczanka. Uderzenie kolegi z drużyny? Absurdalne, ale nie niespotykane

Po tym, jak po meczu GKS Jastrzębie-Zdrój – Chojniczanka Chojnice napisałem na twitterze, że uderzenie kolegi z drużyny nie jest czymś niezwykłym i ma czasem miejsce na stadionach całego świata, wiele osób chciało mi tłumaczyć, że to zdarzenie ekstremalnie niespotykane. Twitter pozwala na użycie zaledwie 280 znaków w jednej wiadomości, a potrzebuję ich znacznie więcej. Co sądzę na temat czerwonej kartki Patryka Skóreckiego, którą otrzymał za uderzenie kolegi z drużyny, Macieja Spychały? Dlaczego nazywanie tej sytuacji „niespotykaną” jest sporym nadużyciem? Czy większym unikatem nie jest przypadkiem to, że sędzia w takiej sytuacji wyciągnął z kieszeni czerwoną kartkę? Zapraszam.

Jeśli nie jesteście w temacie. Mecz 1. ligi, GKS Jastrzębie-Zdrój – Chojniczanka Chojnice. W 80′ dochodzi do ostrej wymiany zdań między dwoma zawodnikami gospodarzy, Patrykiem Skóreckim i Maciejem Spychałą. Widać, że nie przebierają w słowach, po czym ten pierwszy wymierza cios z otwartej ręki w dolną partię szyi tego drugiego. Sędzia doskonale widzi tę sytuację i zdecydowaną reakcją usuwa agresora z boiska.

https://twitter.com/polsatsport/status/1028334792079753217

Oczywiście, zachowania Skóreckiego nie można nazwać inaczej niż naganne. Nie powinien się aż tak zagotować, mając ponadto na uwadze, że jego poczynania śledzą kibice na trybunach i przede wszystkim kamery telewizyjne. Za odbiornikami siedzieli między innymi młodzi adepci futbolu, którym nie dał dobrego przykładu.
Bardzo zdziwił mnie jednak odbiór tej sytuacji. Podejrzewam, że gdyby sędzia jej nie widział, albo był zdecydowanie bardziej pobłażliwy, komentatorzy wspomnieliby o niej w ramach ciekawostki i temat by się wyczerpał. Wyciągnął czerwień, zatem zrobiono z niej sensację dla sensacji, dodatkowo nadając tytuł niespotykanej. Taki właśnie jest wydźwięk na wielu portalach. Zauważyliście pewnie, że sam Polsat Sport dodał do tweeta zdanie: „Widzieliście coś takiego?”. I trzy minki z serii: beka, beka, beka. Tuż po zakończeniu spotkania Spychała powiedział dla Polsatu: „Puściły nam obu nerwy. Wyjaśnimy sobie wszystko w szatni i zapewne zaraz podamy sobie rękę”. Chwilę wcześniej redaktor stacji TV powiedział, że nie przypomina sobie takiej sytuacji. Przypomnę zatem kilka analogicznych, bliźniaczo podobnych lub takich, które wyglądały bardziej ekstremalnie, a nie zakończyły się nawet żółtą kartką.
W sezonie 2009/10 ŁKS Łódź podejmował na własnym boisku Flotę Świnoujście. W 22. minucie Charles Nwaogu zdzielił dwoma uderzeniami w twarz zawodnika swojej ekipy, Damiana Staniszewskiego. Mało kto wiedział, o co poszło. Wszystko wyjaśniło się po meczu. Napastnik gości, niezadowolony z faktu, że Nigeryjczyk zmarnował dwie doskonałe sytuacje, powiedział: „Podawaj jebany czarnuchu”. Sprawą zajął się PZPN, dodatkowo kary finansowe wymierzyli na obydwu zainteresowanych działacze Floty. Nie widziałem tego zdarzenia, w internecie nie ma powtórek, ale ciosy Nwaogu były podobno ewidentnie bokserskie. Biorąc pod uwagę ich podłoże, podejrzewam, że gdyby arbiter wiedział, o co poszło, wyrzuciłby z boiska i Nigeryjczyka, i Staniszewskiego.
Zostajemy w Polsce. Sezon 2010/11, Ekstraklasa. Podbeskidzie Bielsko-Biała mierzyło się na własnym obiekcie z Ruchem Chorzów. Byłem na tym spotkaniu, to jeden z tych z gatunku „kto strzeli pierwszą bramkę, wygrywa”. Niebiescy ukąsili w 34. minucie i rzeczywiście wygrali 1:0. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy golkiper przyjezdnych, charakterny Matko Perdijić, wyraził swoje pretensje w kierunku linii defensywnej. Podczas jego monologu sędzia zarządził przerwę. Rozwścieczony bramkarz na swojej drodze spotkał Grodzickiego i najpierw zaatakował go głową, w odwecie dostał lekkiego liścia, a potem odepchnął kapitana swojej ekipy. Wszystkiemu przypatrywał się arbiter Małek i zaczekał na rozwój zdarzeń. Konflikt zażegnali Stawarczyk i Malinowski. Ani Perdijić, ani Grodzicki nie ujrzeli nawet żółtej kartki. Wydźwięk? Bardzo dobrze, że Chorwat przegadał defensorom do rozumu.

Teraz przykład związany z Polską, choć miał miejsce na Wyspach Brytyjskich. W 2007 roku Artur Boruc wraz z Celtikiem walczył przeciwko Spartakowi Moskwa w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Po remisie 1:1 w stolicy Rosji, taki sam wynik utrzymywał się po 120 minutach gry na Celtic Park. Bohaterem serii jedenastek został Król Artur. Gdyby tamto spotkanie sędziował pan Paweł Malec, golkipera nie byłoby już wtedy na murawie. Dlaczego? Zapewne wszyscy pamiętamy jego spięcie z Lee Naylorem:

Czy ktoś nazwał wówczas Boruca dzbanem weekendu, a może i roku, jak weszlo.com ochrzciło Patryka Skóreckiego? Nie, mówiono, że ma jaja i ustawia sobie wszystkich po kątach. Nikt nie zważał na to, że za napaść na swojego obrońcę (podwójną) inny arbiter wyrzuciłby go z boiska.
Najświeższy, bardzo głośny przypadek. Bardzo głośny, bo miał miejsce na Mundialu w 2014 roku. Skonfliktowani i rozbici wewnętrznie piłkarze Kamerunu mieli powalczyć o awans z grupy. Na ich drodze stanęła Chorwacja. Aktualni wicemistrzowie świata nie mieli żadnych problemów z pokonaniem Nieposkromionych Lwów. Wygrali gładko 4:0. W annałach historii Mundialu zapisało się wydarzenie, do którego doszło pod koniec spotkania. Benoit Assou-Ekotto i Benjamin Moukandjo skoczyli sobie do gardeł:

Szybka interwencja Pierre’a Webo zapobiegła regularnej walce kogutów. Jak łatwo się domyśleć, Assou-Ekotto i Moukandjo nie obejrzeli nawet żółtej kartki.

Oczywiście podobnych przykładów jest cała masa. Ponadto wiele takich sytuacji ma miejsce w niższych ligach, przez co nigdy się o nich nie dowiemy. Jak napisałem wcześniej, Skórecki zachował się nagannie, ale ofiarą mediów padł przede wszystkim przez to, że został „nagrodzony” czerwoną kartką. Perdijić, Boruc, Assou-Ekotto i Moukandjo mieli więcej szczęścia. Oprócz nich setki piłkarzy z najwyższych lig w Europie. Odepchnięcia, szturchnięcia i uderzenia kolegów z drużyny zdarzają się znacznie częściej niż nam się wydaje. Z uwagi na brak reakcji ze strony arbitra często są przemilczane. Wpisałem w wyszukiwarce YouTube „teammate fight” i jest tego naprawdę sporo.

Po sobotnim meczu trener Jastrzębian, Jarosław Skrobacz, stwierdził, że u Skóreckiego górę wzięła adrenalina i nie miał większych pretensji do swojego zawodnika. Ja jestem daleki od tego, by go bronić, ale zdecydowanie przeciwny, by, mówiąc kolokwialnie, cisnąć z niego bekę. Jeśli w analogicznych przypadkach z jednych robimy bohaterów, to z drugich nie róbmy dzbanów.

Screen wyr. polsatsport.pl

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*