Liczby w piłce nożnej

Liczby w piłce nożnej

Odkąd na świecie gra się w piłkę nożną wiadomo, że w futbolu patrzy się na liczby. W dzisiejszych czasach na wszystkie możliwe, począwszy od ceny zawodników i ich wynagrodzenia, poprzez miliony coraz to bardziej wymyślnych statystyk, aż po te, które są najważniejsze i jedyne, które tak naprawdę się liczą – gole.

Już od kilkunastu dobrych lat piłką rządzi pieniądz. Niewielu jest na świecie piłkarzy, którzy są obecnie przywiązani do jednego klubu – od akademii aż po zakończenie kariery. Trudno się temu dziwić skoro na każdym kroku są kuszeni przez pieniądze zamożnych właścicieli klubów, którzy traktują je często jak swoje zabawki i robią z nimi wszystko, na co tylko mają ochotę. Zapomina się o tradycji, przywiązaniu do barw i wyklarowanych przez lata ideałach. Patrząc na to, co ostatnio dzieje się na chińskim rynku transferowym, można mieć uzasadnione obawy, że już za kilka lat najlepsi zawodnicy będą występować w tamtejszej Super League. Większość klubów jest własnością miliarderów, którzy nie szczędzą pieniędzy na głośne nazwiska, co pokazało choćby ostatnie okienko transferowe. Czy to spowoduje, że Chińczycy będą mieli najlepszą ligę na świecie, a któryś z jej reprezentantów zostanie współczesną Barceloną, uważaną za najlepszą drużynę na świecie? Szczerze, nie sądzę. Podejrzewam, że mimo wszystko zawodników, którzy będą trwale chcieli zapisać się na kartach historii piłki nożnej, stawiających w życiu sportowe ambicje nad pieniędzmi, będzie więcej i będą reprezentowali barwy zasłużonych – choćby wspomnianej Barcelony, Realu Madryt, Juventusu czy Bayernu. Jeśli już jesteśmy w temacie „wyścigu zbrojeń” po najlepszych piłkarzy na świecie, warto przytoczyć słowa szkoleniowca Lechii Gdańsk, Piotra Nowaka, który w odpowiedzi na pytanie o siłę swojej drużyny „na papierze” powiedział:

Można kategoryzować, wyliczać statystyki, a wszystko sprowadza się do jednego – gry w piłkę. Zostaniemy zweryfikowani już w sobotę. Widzi pan, co się dzieje z Manchesterem United? Można budować pakę, można zespół. Ja stawiam na to drugie.

źródło: weszlo.com

Można budować pakę, można zespół. Nazwiska nie grają. Budowanie drużyny można przyrównać do Tetrisa – najwięcej korzyści osiągniesz, kiedy nauczysz się przypasowywać do siebie elementy tak, by wzajemnie się uzupełniały, tworząc przy tym idealną, zgraną całość. I tak samo jest z piłkarzami w drużynie – jeśli między nimi jest zbyt wiele niedociągnięć, nie potrafią wpasować się w drużynę i preferowany styl gry, to tym samym ciężko o jakiekolwiek sukcesy i szybko można trafić na napis GAME OVER.

Mówi się, że futbol jest niesprawiedliwy. Nie trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, choć wydaje się, że jednak nie jest tak do końca. Nie można tak powiedzieć o piłce nożnej na dłuższą metę, na przykład podczas trwania sezonu ligowego, kiedy drużyna ma do rozegrania kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt spotkań. W tym czasie mogą się jej trafić mecze, które przegra mimo znacznej dominacji i ogromu klarownych sytuacji do strzelenia gola. Jeśli jednak ma mistrzowskie aspiracje i argumentuje je swoją postawą na boisku, utrzymując przez cały sezon równą, wysoką formę to stracone punkty na pewno pójdą w niepamięć. Niesprawiedliwość na pewno może odnosić się do pojedynczych meczów.  Drużyna może rozegrać fantastyczny mecz, cały czas atakować, stwarzać sobie niewiarygodną ilość sytuacji podbramkowych i przegrać spotkanie. Świetnym przykładem jest grupowy mecz Ligi Mistrzów z sezonu 2012/2013 pomiędzy Celtikiem a naszpikowaną gwiazdami Barceloną:

Bez tytułu

źródło: uefa.com

Jak pokazują statystyki, Barca niezaprzeczalnie zdominowała to spotkanie. W dodatku w takim stopniu, że gdybyśmy nie znali wyniku, to nie mielibyśmy prawa przypuszczać, że jej piłkarze schodzili z boiska pokonani. Cóż z tego? W przytoczonym powyżej meczu Barcelona non stop atakowała bijąc głowa w mur, a Celtic niemal przez cały mecz chował się za podwójną gardą, jednak to Szkoci, niczym wyrafinowany bokser, zadali dwa trafienia decydujące o rezultacie tej potyczki.

Piłka nożna z reguły nie pamięta pięknych przegranych. Jeszcze kilka lat temu do Reprezentacji Hiszpanii przylegała łatka zespołu, który gra jak nigdy, a przegrywa jak zawsze. Dzisiaj pewnie mało kto przypomina sobie jej występy na wielkich turniejach przed Mistrzostwami Europy w 2008 roku. Z drugiej strony każdy z nas będzie kiedyś opowiadać swoim wnukom o triumfie Greków na EURO 2004. Greków, o których mówiło się, że swoją grą zabijają futbol. Cel uświęca środki. Co prawda w ich grze nie było fajerwerków, nie miało prawa ich być, bo przecież nie mieli w swoim składzie żadnych wirtuozów oraz kreatorów z prawdziwego zdarzenia. Skupili się natomiast na tym, co potrafili najlepiej – świetna defensywa, dobrze zorganizowany kontratak oraz zabójcze stałe fragmenty gry. Jak statystycznie wypadli Grecy w porównaniu z innymi drużynami?

 

Drużyna Liczba rozegranych meczów Liczba strzelonych bramek Liczba oddanych strzałów (średnia na mecz) Liczba strzałów celnych (średnia na mecz) Liczba strzałów niecelnych (średnia na mecz) Skuteczność Miejsce
Grecja 6 7 42 (7,0) 21 (3,5) 21 (3,5) 16,7% 1
Portugalia 6 8 92 (15,4) 40 (6,7) 52 (8,7) 8,7% 2
Czechy 5 10 75 (15,0) 35 (7,0) 40 (8,0) 13,3% 3-4
Holandia 5 7 77 (15,4) 42 (8,4) 35 (7,0) 9,1% 3-4
Anglia 4 10 45 (11,3) 32 (8,0) 13 (3,3) 22,2% 5-8
Szwecja 4 8 51 (12,8) 27 (6,8) 24 (6,0) 15,7% 5-8
Włochy 3 3 53 (17,7) 26 (8,7) 27 (9,0) 5,7% 9-16
Niemcy 3 2 53 (17,7) 24 (8,0) 29 (9,7) 3,8% 9-16
Chorwacja 3 4 32 (10,6) 19 (6,3) 13 (4,3) 12,5% 9-16

 

Ciężko byłoby znaleźć statystykę, w której Grecy byli na tym turnieju najlepsi. Cóż z tego, skoro to oni cieszyli się ze zdobycia Mistrzostwa Europy? Powyższej tabeli nie trzeba jakoś specjalnie analizować, bo liczby mówią same za siebie. Grecy stwarzali porównywalnie mało sytuacji bramkowych, ale z dobrą skutecznością robili z nich pożytek. Statystycznie Niemcy i Włosi oddawali średnio ponad dwa razy więcej strzałów na bramkę rywali niż podopieczni trenera Otto Rehhagela. Tylko w fazie grupowej stworzyli sobie więcej okazji strzeleckich niż zawodnicy z Hellady podczas całego turnieju. Na papierze ich zespoły były znacznie mocniejsze. Efekt? Już po fazie grupowej wrócili do swoich krajów, a po wielkim finale to Theodoros Zagorakis wzniósł do góry puchar. Rehakles, jak nazywają Grecy Rehhagela, przyrównując go do mitologicznego Heraklesa, nakreślił na EURO 2004 skuteczną, a co najważniejsze – zwycięską taktykę. Piłkarze doskonale ją zrealizowali i mimo tego, że złośliwi powiedzą, że Europa nigdy wcześniej nie miała i nigdy później mieć nie będzie tak brzydko grającego Mistrza, to nikt i nic nie wykreśli sukcesu Greków z pięknie zapisanych kart historii piłki nożnej.

W futbolu nie wygrywa najbogatszy. Nie wygrywa też ten, który gra najpiękniej, przez większość czasu jest w posiadaniu piłki i statystycznie nie ma sobie równych. Chodzi jedynie o to by zawsze strzelić co najmniej jedną bramkę więcej od przeciwnika. Z meczem piłkarskim jest jak z wędkowaniem – możesz mieć najlepszą łódkę, świetny sprzęt, znakomitą przynętę, zarzucać wędkę kilkanaście razy i nie złowić żadnej ryby. Możesz też stanąć na brzegu jeziora z wędką z przyrdzewiałym kołowrotkiem, niestabilnym spławikiem, na haczyk zawieszać jedynie suchą skórkę chleba, zarzucić wędkę trzy razy i złowić trzy ryby. Generalnie chodzi o to samo co w piłce – ile wpadnie do sieci, nieważne w jaki sposób i ile podjęto prób.

DG

 

 

 

 

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*