Liga Mistrzów. Statystyczne spojrzenie na reformę Platiniego.

Liga Mistrzów. Statystyczne spojrzenie na reformę Platiniego.

Sezon 2017/18 jest ostatnim, w którym obowiązuje tak zwana „reforma Platiniego” mająca na celu ułatwienie awansu do fazy grupowej zespołom w tradycyjnych warunkach nie mających na to większych szans. Były szef UEFA stworzył specjalną ścieżkę eliminacyjną, w której mistrzowie słabszych piłkarsko lig walczyli między sobą o 5 miejsc w elicie. Kolejne 5 było przeznaczone dla tych, którzy do eliminacji dostali się z mocnych lig. Zatem mistrz Polski w eliminacjach mierzyć się mógł z zespołami teoretycznie będącymi w jego zasięgu, zamiast toczyć boje m.in. z zespołami angielskimi, hiszpańskimi, niemieckimi czy włoskimi.

Fakt, że słabsze ligi zasiadły z wielkimi do wspólnego stołu i mogły uszczknąć swoją porcję z obfitego finansowego toru miał pomóc w zasypaniu przepaści, jaka się między nimi wytworzyła. Oczywiście do pomysłu z dużą rezerwą, a wręcz niechęcią, odnosili się przedstawiciele gigantów. W czasach, gdy przychody klubów rosną w zatrważającym tempie, kontrakty sponsorskie i telewizyjne opiewają na trudne do wyobrażenia kwoty, szerokie otworzenie drzwi do Ligi Mistrzów maruderom miało zadziałać jak zaciągnięcie hamulca ręcznego w mknącym z niebotyczną prędkością pojeździe. Stąd pomysły o utworzeniu nowych rozgrywek, w których miejsce znalazłyby wyłącznie wielkie marki, a potencjał finansowy takiego tworu byłby wręcz nieograniczony. Nowe rozgrywki (póki co) nie powstaną, ale możni postawili na swoim i od przyszłego sezonu droga maluczkich do piłkarskiego raju mocno się wydłuży.

Sztandarowym argumentem było zaniżanie poziomu rozgrywek i trudno z tym dyskutować. Obserwując niektóre potyczki, można było odnieść wrażenie, że taki Real Madryt, Barcelona, czy Bayern z większą intensywnością spotykają się na własnych treningach. W ostatnich tygodniach pojawiła się informacja, że ok 30% spotkań w tegorocznej edycji kończy się zwycięstwem różnicą minimum trzech goli. Miałoby to świadczyć o tym, że jest to liga dwóch prędkości. Pytanie, czy tak znaczny odsetek to incydent, czy stały element tych rozgrywek? Jak wyglądało to w ostatnich latach? Postanowiliśmy przeanalizować rozgrywki rok po roku usiłując wyciągnąć jak najwięcej interesujących danych.

Jaki procent spotkań kończy się różnicą minimum trzech, a jaki minimum czterech goli?

Jak się okazuje, obecny sezon jest pod tym względem rekordowy, aczkolwiek nie odbiegający znacznie od rekordu poprzedniego. Wzięliśmy pod uwagę mecze fazy grupowej od sezonu 2003/04, gdyż wtedy właśnie zrezygnowano z formuły dwóch faz grupowych i rozpoczęto granie według formuły znanej nam dzisiaj. Zaznaczyliśmy również datę wprowadzenia reformy Platiniego, która stworzyła tzw. „ścieżkę mistrzowską”.

W sezonie 2004/05 ponad 20% spotkań zakończyło się różnicą minimum trzech goli, a aż 9,4% różnicą minimum czterech. Przez kilka najbliższych lat był to sezon zdecydowanie wyróżniający się pod tym względem, gdyż później pewną stałą był przedział pomiędzy 16 – 17%4 – 6%. Tuż po reformie można było nawet zauważyć nieznaczny spadek odsetka. Jednak już rok później wskaźniki poszybowały w górę. Co czwarty mecz kończył się zwycięstwem minimum trzema bramkami, a 10,4% minimum czterema. W latach następnych występowały spore wahania w tym zakresie, ale średnia utrzymywała się zdecydowanie wyżej niż przed reformą. Zdecydowanie wzrósł odsetek meczów zakończonych wygraną co najmniej czterema golami i od 5 lat utrzymuje się na poziomie powyżej 10%, a w sezonie 14/15 sięgnął aż 15,6%. 

Patrząc na średnią z sezonów sprzed i po reformie zauważalny jest znaczny wzrost obu wskaźników. Odsetek meczów wygrywanych minimum trzema bramkami wzrósł o 4,5%, a tych wygrywanych co najmniej czterema o 4,2%, co oznacza niemal podwojenie liczby takich spotkań.

 

Jak radziły sobie w Lidze Mistrzów zespoły ze „ścieżki mistrzowskiej”?

Poniżej prezentujemy tabelę, z wszystkimi drużynami, które udział w rozgrywkach wywalczyły w eliminacjach, z podziałem na ścieżkę mistrzowską i niemistrzowską, ich dorobek punktowy, osiągnięte miejsce, i średnią dla całej grupy w danym sezonie.

9 sezonów i ledwie 4 razy zdarzyło się, aby drużyna ze ścieżki mistrzowskiej awansowała do fazy pucharowej. Najlepszy rezultat osiągnął APOEL w sezonie 2011/12 awansując do ćwierćfinału. Dziesięciokrotnie udało się zająć 3 miejsce w grupie, co pozwoliło grać wiosną w lidze Europy. Są to rezultaty nieporównywalne do tych, jakie osiągały zespoły przechodzące przez ścieżkę niemistrzowską.

Rokrocznie obserwujemy przepaść w zdobyczy punktowej. Tylko raz udało się osiągnąć grupie „mistrzowskiej” wyższą średnią. Był to sezon 2012/13 i świetny wynik wykręciły Cluj, Celtic, Bate, Anderlecht i Dinamo Zagrzeb. Ścieżką niemistrzowską do Ligi Mistrzów dostały się wtedy: Malaga, Braga, Dynamo Kijów, Spartak i Lille.

W skali 9 lat, zespoły z trudniejszej ścieżki zdobywały średnio 4,2 punktu więcej niż te ze ścieżki łatwiejszej.

 

9 lat minęło i reforma odchodzi do lamusa. Pozwoliła poznać smak Ligi Mistrzów nowym ekipom, inne mogły po latach przypomnieć o sobie. Jednak w szerszej skali nie przyniosła korzystnych zmian. Obaliła też kilka mitów. Przez lata funkcjonowała opinia, że zespoły, które awansują do Ligi Mistrzów, na własnym podwórku będą dominować długi czas, a rodzimą ligę pociągną za sobą i dadzą impuls do rozwoju. BATE Borysów kilkukrotnie grało w fazie grupowej, na swoim podwórku dominuje, ale czy liga białoruska urosła? Samo BATE może owszem uchodzić za giganta wśród karłów, ale od bogatych klubów wciąż zbiera tęgie lanie. Dla Legii udział w rozgrywkach stał się początkiem kryzysu, z którego wciąż na dobrą sprawę nie wyszła. Jeden czy dwa sezony w Lidze Mistrzów nie są dzisiaj przyczynkiem do rozwoju, a jedynie okazją do złapania finansowego oddechu. Epizody zaliczały m.in. zespoły z Węgier, Słowacji, Kazachstanu, czy Azerbejdżanu. Doścignięcie uciekających potęg wymaga pieniędzy daleko większych od tych, które są do wyciągnięcia za sam udział w rozgrywkach. Regularny udział w najbardziej pożądanych rozgrywkach w Europie może być nagrodą za długotrwały, stopniowy, mądry rozwój, lub efektem poważnej inwestycji. Nie będzie raczej impulsem, który owemu rozwojowi da początek.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*