Lisy, synergia i piłkarski Factor-X.

Lisy, synergia i piłkarski Factor-X.

Setki milionów wydane na transfery, w celu spełnienia żądań najlepszych i najdroższych trenerów na świecie. Horrendalne kwoty lądujące co tydzień na kontach zawodników. Finansowe rozpasanie i budżety klubów, jedynie pozornie ograniczone przez „financial fair play”, mające nieść obietnicę przyszłych sukcesów. Taką receptę na kolekcjonowanie trofeów przygotowali nam najwięksi futbolowego świata i pędzą w tym kierunku bez opamiętania, po drodze przełamując wszelkie bariery zdrowego rozsądku. A co w wypadku niepowodzenia? Jeszcze więcej pieniędzy, jeszcze drożsi piłkarze, jeszcze wyższe kontrakty. Dlatego z tak wielką atencją śledzimy historie takie jak tegoroczna walka o mistrzostwo Anglii, historia Atletico Madryt czy z naszego podwórka – historia Piasta Gliwice. Pokazują one, że do osiągania sukcesów niezbędne jest coś, czego nie sposób zaplanować, ani przewidzieć. Co jest niemierzalne i zachodzi w sposób nieprzewidywalny. To „coś”, swoisty „factor-X”, bez ogromnych pieniędzy może czasem dać sukces, ale pieniądze bez owego czynnika, nie poprowadzą do sukcesu nigdy.

SYNERGIA, bo o niej mowa, w psychologii oznacza proces, w wyniku którego współdziałanie kilku członków przynosi lepsze efekty niż zsumowane działanie każdego
z osobna. Innymi słowy, o synergii mówimy, kiedy suma potencjałów działając wspólnie daje większy owoc niż przewidywany na podstawie indywidualnych możliwości wszystkich składowych. Najprościej mówiąc: 2+2=5.

Ale aby przedstawić jej potęgę, należy wspomnieć o przeciwieństwie, czyli PRÓŻNIACTWU. Jest to sytuacja, gdy współdziałanie przynosi zauważalnie gorsze rezultaty, niż przewidywane na podstawie oceny każdego współdziałającego. Jak w wielu innych sytuacjach z życia wziętych, tak i w tej znajdujemy przełożenie na świat sportu.
Jeśli mówimy o piłce nożnej, to najdobitniejszym przykładem i najlepiej nam znanym, jest chyba przykład Zagłębia Lubin. Miejsce, które wydawało się być dla polskiego ligowego piłkarza, ziemią obiecaną. Nowoczesny i funkcjonalny stadion, świetne obiekty treningowe, wysokie i wypłacane w terminie pensje. Klub, w teorii skazany na sukces, w praktyce regularnie zawodził, aż w sezonie 13/14 spadł z ekstraklasy. Piłkarze, którzy byli wyróżniającymi się postaciami w lidze, po przeprowadzce do Lubina stawali się pozorantami. Oczywiście nie jest to specyfika wyłącznie polska, choć przykłady pokazujące, że im lepiej tym gorzej, można u nas mnożyć. Każda liga posiadała swój „próżniaczy przylądek”. Kto pamięta, że przed erą Katarczyków, PSG kilkukrotnie balansował na granicy utrzymania w lidze, mimo że przez lata nie brakowało Paryżanom niczego, a w ich barwach grali m.in. Pauleta, Lyundiula, Rothen, Ronaldinho czy Giuly, a później również Makelele czy Kezman.

Gdzie leży przyczyna dysproporcji między w ambicjami, oraz możliwościami, a osiąganymi wynikami? Na pewno jedną z przyczyn jest złe dobranie wykonawców pod kątem ambicjonalnym. Jeśli zawodnicy, dla których wewnętrzna motywacja do zdobywania osiągnięć, nie jest motywacją dominującą, znajdą się w miejscu gdzie kwestie materialne są zaspokajane w stopniu wyższym niż zadowalające, często spoczywają na laurach. Uznają oni, również podświadomie, że osiągnęli swój cel. Dając z siebie niezbędne minimum, nie dążą do zawieszenia poprzeczki jeszcze wyżej. A zatem – niewłaściwe uwarunkowania charakterologiczne, połączone z nieodpowiednią motywacją. Skutkuje to bezowocnym nastawieniem do pracy. Co poza tym? Na pewno rozproszenie odpowiedzialności, czyli przyjęcie błędnego przekonania, że działanie
w grupie uniemożliwi indywidualną ocenę, a zatem uniemożliwi personalną krytykę. Brak przywództwa na boisku i poza nim. Również egoizm zawodników, którzy własny interes przedkładają nad interes grupy. Uniemożliwia to stworzenie drużyny, tworząc jedynie zlepek indywidualności. Zamiast pchać wózek w jednym kierunku, każdy ciągnie w swoją stronę.

Leicester City, lider angielskiej Premier League, jest według mnie, przykładem idealnej synergii. Coś, co nie miało prawa się wydarzyć, przybrało rzeczywisty wymiar, na skutek splotu wielu czynników, dających w efekcie niespodziewane wyniki. Co takiego stało się, że klub, który w ubiegłym sezonie, po 30 kolejkach zajmował 20 miejsce
w lidze i rzutem na taśmę uratował się przed spadkiem, dzisiaj po 30 spotkaniach patrzy na całą stawkę z góry, a Alex Ferguson upatruje w nich faworyta do końcowego triumfu?

Z końcem sezonu z zespołem rozstał się dotychczasowy trener – Nigel Pearson, a zastąpił go Włoch – Claudio Ranieri. Mający znane nazwisko, a w CV kilka naprawdę dużych marek. Wcześniej stał na czele projektu AS Monaco, które po wejściu rosyjskiego miliardera miało awansować do Ligue 1, a następnie podjąć walkę z PSG. Ranieri rzeczywiście uzyskał awans, a w kolejnym sezonie zdobył wicemistrzostwo, po czym został zwolniony. Następnie na krótko objął reprezentację Grecji gdzie w 4 meczach odniósł 3 porażki w tym kompromitującą, 0:1 z Wyspami Owczymi. Powiedzieć, że kibice przyjęli tę nominację z rezerwą, to jak nic nie powiedzieć.

I nagle wszystko się odmieniło. Zespół, który miał z hukiem spaść z ligi został jej rewelacją na miarę Nottingham Forest z 1978 roku, a trener stał się faworytem do objęcia schedy po Antonio Conte, w reprezentacji Italii.

Co zmienił Ranieri? Zrezygnował z często stosowanego przez Pearsona ustawienia z trzema środkowymi obrońcami, na rzecz 4-4-2 i jego modyfikacji. Leicester gra mniej topornie i w mniejszym stopniu bazuje na szczęściu, a w większym na wypracowanych schematach i doprowadzonej niemal do perfekcji gdzie z kontry.
Para Huth – Morgan stworzyła monolit i jeden z najlepszych środków defensywy w Premier League, a za ich placami Kasper Schmeichel rozgrywa sezon życia. Sprowadzony przed sezonem Kante jest najczęściej odbierającymi piłkę pomocnikiem w lidze i już porównuje się go do legendarnego Makelele. Przeciwników pozbawia piłki z równą Francuzowi gracją, za to w kreacji chyba go przewyższa.  Partnerujący mu w środku pola Drinkwater, niedoceniony w Manchesterze United, trafił do reprezentacji Anglii. Za zdobywanie bramek odpowiada Jamie Vardy. W poprzednim sezonie, był ustawiany jako środkowy atakujący, bądź skrzydłowy. Zdobył 5 bramek. W obecnym, gra wyłącznie jako środkowy napastnik. Efekt? Do 30 kolejki oddał 45 celnych strzałów, podczas gdy w całym ubiegłym sezonie ledwie 24. 19 bramek jakie strzelił sprawia,
że walczy o koronę króla strzelców. Zaliczył kapitalną serię 11 kolejnych spotkań ze strzelonym golem, czym pobił rekord Premier League, który w 2003 roku ustanowił Ruud van Nistelrooy.

vardy gole

Źródło: transfermarkt.com

Ale zawodnikiem kluczowym dla ofensywnych poczynań zespołu jest Ryad Mahrez. Sprowadzony za 500 tys. euro zawodnik, dzisiaj wart jest ponad 20 milionów, a można przypuszczać, że po sezonie jego cena znacznie wzrośnie. 15 bramek i 11 asyst powoduje, że nie ma sobie równych w klasyfikacji kanadyjskiej i jest faworytem do zdobycia nagrody dla piłkarza sezonu. Cesar Azpilicueta chyba podpisałby się pod takim werdyktem:

Nieszablonowość Mahreza daje Lisom, konsekwentnie trzymającym się taktycznym schematom, niezbędną dozę nieprzewidywalności.

Genezy progresu, jaki dokonał się w przypadku Leicester, doszukiwać się należy już w końcówce sezonu ubiegłego. Wtedy seria dobrych spotkań, pozwoliła utrzymać się
w lidze. Sprawiło to, że narodził się zespół, a zawodnicy uwierzyli w swoje możliwości i nabrali większej pewności siebie. Istnieje teoria, że pokonanie wcześniejszych trudności, pozwala łatwiej poradzić sobie z późniejszymi problemami w synergii. Znajduje to odzwierciedlenie w przypadku Lisów, patrząc na łatwość, z jaką wychodzą
z okresów słabszej gry.

Aby osiągnąć efekt synergii niezbędne jest sformułowanie celu i przekonanie zawodników, że razem zmierzając w jego kierunku są w stanie go osiągnąć. Było to o tyle łatwiejsze, że zespół już istniał, a obecne wyniki dodatkowo go scementowały. Przeprowadzono kiedyś doświadczenie, które dowiodło, że kolarze jadący obok siebie są
w stanie przejechać w określonym czasie, dłuższy dystans niż gdyby robili to osobno. Nie można osiągnąć dobrego rezultatu, nie mając świadomości wspólnej odpowiedzialności za wynik. Tak jak nie można zwyciężać, jeśli nie ma się przekonania, że lepsze „my” doprowadzi do lepszego „ja”. Mój wysiłek napędza partnera
z drużyny i na odwrót. Sprzężenie zwrotne, jakie w ten sposób otrzymujemy sprawia, że każdy może osiągnąć poziom, który w innych warunkach byłby nieosiągalny.

Tak jak prawdopodobne wydaje się być zdobycie mistrzostwa w obecnym sezonie, tak zupełnie realne jest, że będzie to jedyny taki sezon w historii Leicester. Można sobie wyobrazić, że po sezonie drużyna zostanie pozbawiona kluczowych ogniw i znowu pogrąży się w przeciętności. Być może również zawodnicy, którzy odejdą do lepszych drużyn, nigdy już nie zbliżą się do obecnego poziomu. Dlaczego tak się dzieje? Właśnie dzięki synergii. Jest procesem zupełnie nieprzewidywalnym, zachodzącym niespodziewanie. Nie można go ubrać w schemat i powielić, gdyż jest składową zbyt wielu czynników, które i tak pozostają niedookreślone. Dotyczy to w równym stopniu całych zbiorowości, które osiągają rezultaty lepsze niż oczekiwane, ale również samych zawodników, którzy w określonych warunkach są w stanie wznieść się na poziom, do którego w innych nie są w stanie się zbliżyć.

Jak pokazuje doświadczenie przeprowadzone w pewnej korporacji – wszelkie próby odwzorowania schematów tworzenia drużyny również są bezcelowe. Spróbowano tam sztucznie osiągnąć efekt synergii stosując podstawowe znane schematy. Jaki był rezultat? Kosztu wysiłków, jakie w tym celu podjęto, nie rekompensowały ewentualne zyski, które synergia miała przynieść. Uwaga, jaką jej poświęcono sprawiła, że spadła efektywność działań. Wniosek jest oczywisty. Drużyna musi narodzić się spontanicznie, a synergia nigdy nie może być celem samym w sobie, lecz jedynie środkiem do celu.

Oczywiście fałszywym wnioskiem by było, że zamiast długofalowego myślenia i systematycznej pracy, należałoby zachowywać się jak na loterii, zwalniając co rusz trenerów i dokonując rewolucji, czekając aż w końcu wypadnie korzystny układ oczek. Przeciwnie, najpierw trzeba stworzyć warunki ażeby synergia miała w ogóle możliwość zaistnieć.

DW

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*