Ludzie widzą tylko liczby

Ludzie widzą tylko liczby

Piłkarska zima w pełni. Niemal przy każdym ruchu transferowym klubów z Ekstraklasy znajdujemy komentarze w stylu: ogór, ręcznik, dziadek, dobry grajek, przyszła gwiazda. Komentarze pochodzące od osób, które nigdy nie widziały w akcji zawodników, o których piszą/mówią. Ba, nie wiedzą nawet, jak dany piłkarz wygląda. Sugerują się tylko i wyłącznie statystykami. Czy warto wierzyć jedynie suchym liczbom?

Zimowy okres zbrojeń w Ekstraklasie trwa w najlepsze. Niektórych emocjonuje równie mocno, co same rozgrywki ligowe. Codziennie dochodzą do nas informacje o zakontraktowaniu nowych zawodników. I nie oszukujmy się – rynek transferowy jest dziś taki, że większość pozyskiwanych przez nasze kluby piłkarzy jest anonimowa nawet dla kibiców znakomicie orientujących się w futbolu. Mimo to nie brakuje osób, wykazujących się pozornie znakomitym rozeznaniem. Rozeznaniem opartym jedynie na liczbach – statystykach w poprzednich zespołach, wieku, wadze, wzroście.
Żeby była całkowita jasność. Byłbym niezwykle rad, gdyby kluby z Ekstraklasy stawiały głównie na młodych, polskich zawodników, ogrywały ich z pożytkiem dla siebie, a później czerpały spore profity za wytransferowanie do znacznie lepszej ligi. Aby tak było, potrzebne jest myślenie długofalowe, a nie krótkowzroczność. Porównując naszą ligę do wesołego miasteczka, najbardziej ekstremalną rozrywką nie jest rollercoaster, tylko karuzela. Ściślej rzecz ujmując, karuzela trenerska. Szkoleniowcy często nie mają odpowiedniego zaufania u swoich przełożonych i są zwalniani podczas pierwszego lepszego kryzysu. Niektórzy mogą śmiać się z Michała Probierza, że przynosi na konferencję prasową doniczkę z ziemią, sieje w niej ziarno, podlewa i mówi, że potrzeba czasu, by coś urosło. Nie da się zaprzeczyć, że taka jest prawda. Niewykonalne jest zbudowanie drużyny charakteryzującej się swoją tożsamością, swoim stylem w kilka tygodni. Ten proces jest długofalowy, wymaga ofiar i wielu klęsk. Znakomicie ujął to kiedyś Wojciech Łazarek:

Z budową drużyny jest jak z robieniem słonia. Dużo kurzu, szumu, a efekt za dwa lata.

Trenerzy martwią się o swoją pracę, więc szukają rozwiązań na tu i teraz, pozyskując gotowych (z tą gotowością często różnie bywa) zawodników z zagranicy, tłumacząc, że klubu nie stać na pozyskanie Polaka o podobnych umiejętnościach.
I właśnie z tego powodu w Polsce lądują piłkarskie eksperymenty. Czasami piłkarz z nędznym CV okazuje się znacznie lepszym wzmocnieniem od zawodnika na dorobku. Kiedy Igor Angulo przechodził do I-ligowego wówczas Górnika Zabrze, nie pozostawiano na nim suchej nitki. Internetowe komentarze niemal jednogłośnie brzmiały, że przyjeżdża do Polski tylko po to, by zarobić, jest już stosunkowo stary, a jego umiejętności snajperskie pozostawiają wiele do życzenia – w 357 ligowych spotkaniach w barwach niezbyt porywających zespołów strzelił 81 bramek. W Polsce odpalił jak szalony. Tytuł króla strzelców I ligi i 19 bramek w 20 meczach Ekstraklasy czynią go najlepszym napastnikiem Górnika w XXI wieku. Dziś nikt nie wyobraża sobie, by 34-latek przestał wiosną strzelać. Doskonale pamiętamy Tomasza Frankowskiego czy Piotra Reissa, którzy, jako panowie przed czterdziestką, seryjnie psuli humory bramkarzy przeciwników. Kilkanaście dni temu Legia Warszawa pozyskała Eduardo da Silvę. Dyskusja na temat jego osoby była większa niż po porażce z Astaną.

fot. legia.com

Chorwatowi zarzuca się, że w ostatnich latach nie strzelał tak dużo, jak w barwach Dinama Zagrzeb, kiedy sięgał po tytuł króla strzelców ligi. Oczywiście żaden z komentujących zapewne nie widział ani jednego meczu w jego wykonaniu w barwach Szachtara czy Flamengo, a swoją opinię opiera na suchych liczbach. W tym przypadku strzelonych przez zawodnika bramek. Piłkarz przez lata grający regularnie w tak silnej reprezentacji jak ekipa Chorwacji daje gwarancję jakości nawet w wieku 35 lat. Dajmy mu pograć, potem skomentujmy. Otto Rehhagel, były trener m. in. Greków, z którymi w 2004 roku sięgnął po sensacyjne Mistrzostwo Europy, powtarzał często:

Nie ma piłkarzy młodych i starych. Są tylko dobrzy i słabi.

Co do sprawdzania skuteczności w ostatnich sezonach, nie zapominajmy, z jakim entuzjazmem witaliśmy w Polsce takich zawodników jak np. Christian Omar Diaz (wówczas świeży król strzelców ligi boliwijskiej) czy Johan Voskamp (wybitny goleador z Eerste Divisie). Ekstraklasy nie oczarowali.
Nowym bramkarzem Piasta Gliwice został Frantisek Plach. Nie oszukujmy się – postać z serii „no name”. Niektórym nie przeszkadza, by ochrzcić go mianem ręcznika. Dlaczego? Statystyki pokazują, że w 19 spotkaniach rundy jesiennej w barwach FK Senica puścił 39 goli. Przypominam, że jednym z najlepszych bramkarzy Ekstraklasy w poprzednich miesiącach był Tomasz Loska. Tak, Tomasz Loska, który dał sobie wbić 32 gole. Kto przepuścił więcej piłek od golkipera Górnika? Jedynie trójka bardzo solidnych ligowców: Łukasz Załuska (34), Dusan Kuciak (33) i Jan Mucha (33). Czy w związku z tym całą czwórkę także możemy nazywać ręcznikami?

fot. sport.sme.sk

Równie śmieszne jest wysuwanie wniosków na podstawia wzrostu i wagi zawodników. Oczywiście, w dzisiejszych czasach, gdy zawodnicy w ciągu meczu pokonują średnio ponad 10 km, nie wypada, by piłkarz posiadał oponkę. Świat zna jednak przypadki piłkarskich wirtuozów z brzuszkiem. Nadwagę mieli m. in. Ferenc Puskas, Ronaldo, Ronaldinho. Kiedy ludzie nie mogli przyczepić się do ich gry, wypominali im zbędne kilogramy. Nie zapominajmy, że są też zawodnicy „z masą” wynikającą z solidnej budowy ciała. Hulk przy 180 cm wzrostu waży 85 kg. Ktoś mógłby się przyczepić, widząc, że piłkarz o wzroście 195 cm waży aż 95 kg. A właśnie takie parametry cechują jednego z największych futbolowych atletów, Zlatana Ibrahimovicia. Jeśli chodzi o wzrost, posłużę się przykładem z naszego podwórka. Najlepszym lewym obrońcą w historii Podbeskidzia Bielsko-Biała był Jarosław Bujok. Oprócz tego, że bez zarzutu spisywał się pod swoją bramką, w ciągu trzech sezonów na drugim poziomie rozgrywkowym strzelił dla Bielszczan 18 bramek, z czego 15 głową. Mierzy 176 cm.
Kończąc, Gino Lettieri miał być jednym z najgorszych trenerów w historii Ekstraklasy, bo w przeszłości jego drużyny kiepsko punktowały. Tymczasem zrobił z Korony ekipę prezentującą bardzo widowiskowy futbol. Nie oceniajmy więc zbyt pochopnie, nie wierzmy ślepo w liczby.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*