„Ludzie znikąd” Michael Calvin – Recenzja

„Ludzie znikąd” Michael Calvin – Recenzja

„Każdy, kto kiedykolwiek stał, drżąc z zimna, przy bocznej linii boiska, albo siedział, krzycząc, w ostatnich rzędach na trybunie, myśli, że potrafi wykonać ich pracę. Czy przeciętny kibic futbolu zdecydowałby się na tak chaotyczny tryb życia, to zupełnie inna sprawa. Bycie opłacanym za oglądanie do 10 meczów w tygodniu to może coś, o czym fantazjuje czwartoklasista, umierając z nudów na popołudniowej lekcji algebry, w rzeczywistości jednak praca się dłuży, a rodzina kręci nosem. Skauci posilają się w biegu, żyją w nerwach, a dostają, względnie licząc grosze.”

Michael Calvin to ceniony brytyjski dziennikarz i pisarz. Przed kilkoma laty wziął się za bary z tematyką, która w literaturze dotychczas obecna była incydentalnie, a na naszym rynku wręcz nieobecna. W tym roku, dzięki wydawnictwu SQN, w nasze ręce wpadła polska wersja książki pod intrygującym tytułem: „Ludzie znikąd”.

Książka ta jest swoistym hołdem złożonym ludziom, którzy w kolejce po zaszczyty ustawiani są zwykle na samym końcu, choć ich miejsce powinno być wśród tych najbardziej zasłużonych. Piłkarscy skauci, bo o nich mowa, to armia ludzi stojących za każdą wielką futbolową karierą. Ich praca przynosi ogromne zyski wielu ludziom ze świata piłki nożnej, a prawdziwą wdzięczność i uznanie znajdują jedynie nieliczni. Tytuł książki w pewien sposób oddaje charakter ich pracy, czyli pozostawanie w cieniu, czy wręcz ukrywanie się. Może też symbolizować osobliwą pozycję w futbolowym cyrku, gdzie efekty ich pracy dostrzec może każdy, jednak traktowani są jak niewidzialna, bezimienna masa.

Dlatego karty książki w całości oddane są im – bohaterom z ostatniego rzędu. Jeśli ktoś oczekiwał serii ciekawostek dotyczących najlepszych zawodników, anegdot i skandali, to trafił pod zły adres. Bo nie one są tutaj najważniejsze i jeśli już na nie trafiamy, to stanowią jedynie tło dla wydarzeń opisywanych w książce. Skauci obserwują piłkę i procesy w niej zachodzące z bardzo bliska, a pieniądze jakie otrzymują za pracę nie powodują zaburzenia percepcji, stąd ich osąd sytuacji jest nad wyraz trzeźwy. „Ludzie znikąd” to historia ludzi zatrudnionych zarówno w największych klubach Premier League, jak i tych pracujących dla czystej pasji, za zwrot kosztów podróży…

Każdy rozdział to pozornie osobna opowieść, choć brak logicznego ciągu i mnogość bohaterów powoduje, że niektóre wątki często się powtarzają i przeplatają, co sprawia wrażenie chaosu. Za każdym razem historię poprzedza krótki wstęp, bogaty w barwne epitety i wymyślne porównania. Co może nieco kontrastować z prozaicznymi problemami poruszanymi w dalszej części. Po wstępie głos oddawany jest bohaterom, a ci z otwartością opowiadają nam o tajnikach swej pracy, jej blaskach i cieniach, oraz bolączkach i absurdach dzisiejszego futbolu.

W jaki sposób identyfikować predyspozycję do uprawiania „dużej” piłki, innymi słowy – jak przewidzieć, czy z młokosa biegającego po boisku akademii piłkarskiej wyrośnie kiedyś piłkarz przez wielkie „P”? Na co zwracać baczną uwagę, a co jest kwestią drugorzędną? Jak szczegółowym obserwacjom poddawani są kandydaci na piłkarzy i jak zaskakujące wnioski można wyciągać z pozornie nieistotnych zachowań?

„Przy rekrutacji liczy się intuicja. Simmonds zrezygnował z piłkarza, do którego często dzwoniła teściowa, wyczuł bowiem, że jest z natury uległy i będzie podatny na naciski z zewnątrz, co może być niebezpieczne.”

Nie tak dawno mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy jeden z naszych ligowców zakontraktował młodego zawodnika do drużyny juniorów. Bardzo szybko okazało się, że na swoim Facebooku dołączał do grup bynajmniej nie darzących sympatią nowego pracodawcy. Pracę skauta wykonali więc kibice, którzy prześwietlili konto adepta i wyciągnęli tę niechlubną historię na światło dzienne. Klub w pośpiechu rozwiązał kontrakt, ale niesmak i wrażenie amatorszczyzny pozostały. „Ludzie znikąd” udowadniają, że na takie sytuacje w poważnej piłce, przy profesjonalnie funkcjonującym dziale skautingu, nie ma miejsca.

Poznajemy strukturę wyszukiwania piłkarzy dla Evertonu, czy Tottenhamu. Dowiadujemy się co jest kluczowe w ocenie przydatności danego zawodnika. Dlaczego Tottenham zrezygnował z zakontraktowania Raheema Sterlinga, choć miał go na wyciągnięcie ręki? Jak często zdarzają się podobne wpadki? Czym zaimponował skautowi Pavel Pogrebnyak?

„To, czy szybko biegają nie jest najważniejsze. Równie ważna jest wnikliwość i szybkość myślenia. Tylko przeciętniacy są cały czas w najwyższej formie.”

Szczególnie interesujące są fragmenty opisujące specyfikę szkolenia młodzieży. Dowiadujemy się dlaczego tak ważny jest kompleksowy rozwój piłkarza, na jakie niuanse warto zwracać uwagę i w jakich warunkach można dokonać sprawiedliwej oceny zawodnika. Dlaczego trener dorastającego piłkarza musi w pierwszej kolejności wychowywać kompetentnego człowieka, a w dalszej kolejności – sportowca? Dlaczego rodzice często wyświadczają swoim dzieciom niedźwiedzią przysługę? Ile prawdy jest w stwierdzeniu, że trudno wychować dobrego zawodnika w „szklarniowych warunkach”, a dobrobyt rozleniwia? Dlaczego zarobki młodych zawodników są absurdalnie wysokie i jak wpływają one na motywację?

„… obiekty są ważne. Ale nie one czynią zawodnika. (…) Trzeba znaleźć równowagę. Powstał elitarny świat, w ostatecznym rozrachunku jednak piłkarz musi mieć w sobie głód.”

Niewiele jest frontów, na których tak wyraźnie jak w piłce ściera się konserwatyzm i innowacyjność. Młodość wchodzi w butach ze swoimi tabletami w świat, w którym dotychczas rządzili poważni panowie w kaszkietach z notatnikiem i ołówkiem w reku. Calvin pisze również o tym, jak pogodzić te dwa światy. Jakich błędów unikać analizując grę i dlaczego tak ważne jest, aby otrzymane dane interpretować w odniesieniu do sytuacji boiskowej? Jak połączyć klasyczny skauting z nowoczesnymi programami analitycznymi oraz jaki pogląd na tę kwestię mają innowatorzy i klasycy?

„Było ciężko, bo przekonać ludzi piłki do czegoś nowego to tak, jakby jechać na nartach pod górę.”

Często zdarza nam się czytać, że mamy do czynienia z książką inną niż wszystkie. Często również zdarza nam się srodze na takiej zawieść. Ale w przypadku „Ludzi znikąd” mam wrażenie, że to rzeczywiście książka inna niż wszystkie. Owszem posiada liczne niedociągnięcia, jest nierówna i momentami może nudzić. Częste zamiany wątków również dekoncentrują. Napisana jest przyjemnym językiem, choć może nieco przekoloryzowanym. Porusza jednak tematy ważne, zapewne interesujące wszystkich, dla których mecz piłkarski to coś więcej niż towarzystwo do kotleta. A poza Michaelem Calvinem jej autorami są ludzie, którzy na futbolu zjedli zęby, poznali go z każdej strony, a w swoich diagnozach kierują się miłością do tego sportu, nie zaś koniunkturalizmem.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*