Mane dokonał zbrodni na Edersonie. Eksperci dokonują zbrodni na zdrowym rozsądku…

Mane dokonał zbrodni na Edersonie. Eksperci dokonują zbrodni na zdrowym rozsądku…

Manchester City – Liverpool, 37 minuta spotkania, rozpędzony Mane zderza się z wychodzącym z bramki Edersonem. Sędzia bez wahania wyciąga z kieszeni czerwony kartonik, zaprasza Senegalczyka do szatni i zaleca przemyślenie swojego zachowania. Kopnięty w twarz golkiper potrzebuje natychmiastowej interwencji medycznej, a obraz oszołomionego, podłączonego do tlenu Edersona nie napawa optymistycznie. Zanim służby medyczne zniosą z boiska poszkodowanego, sprawca zamieszania zdąży pewnie wziąć prysznic i dość do wniosku, że chyba głupszej rzeczy nie uda mu się już w życiu zrobić.

Na szczęście sytuacja nie okazała się tak dramatyczna, jak początkowo wyglądała. Ederson o własnych siłach wraca na ławkę rezerwowych, ale jego twarz tu i ówdzie zmieniła kolor. Jak się jednak okazało, czerwona kartka dla Mane wzbudziła spore kontrowersje.

Argumentami, które miały działać na korzyść zawodnika Liverpoolu były m.in. brak celowości i fakt, że rzekomo nie widział bramkarza, bo cały czas patrzył na piłkę. Rodzi się jednak pytanie, czy ta sytuacja powinna wzbudzać jakiekolwiek wątpliwości, a wyżej wymienione argumenty były w ogóle warte rozpatrywania. Sytuacja jednak jest o tyle zaskakująca, że wątpliwości zgłaszają nie tylko laicy, ale również ci, którzy grali w piłkę i to na całkiem przyzwoitym poziomie, jak choćby Gary Neville.

Fot. The Sun

Poniżej sytuacja, o której mowa:

 

Co mówią przepisy.

Po stosowny zapis sięgnijmy do dokumentu opracowanego przez IFAB, a więc międzynarodową instytucję zajmującą się ustalaniem i modyfikacją przepisów gry w piłkę nożną. Jedną z sytuacji, która obliguje sędziego do ukarania zawodnika czerwoną kartką, jest poważne przewinienie. A co przez to rozumiemy?

„Zawodnik popełnia poważny faul, gdy walcząc o piłkę powoduje zagrożenie bezpieczeństwa przeciwnika, używa nadmiernej siły lub brutalności. Każdy zawodnik, który rzuca się na przeciwnika w walce o piłkę z przodu, z boku lub z tyłu, za pomocą jednej lub obu nóg, z nadmierną siłą lub zagraża bezpieczeństwu przeciwnika, popełnia poważny faul.”

Doprawdy trudno dostrzec w owym paragrafie wzmiankę o intencjonalnym działaniu, czy podkreślenia, że przepis nie obowiązuje, gdy atakujący nie widzi atakującego. Czy wobec tego atak wyprostowaną nogą na twarz przeciwnika to sytuacja, w której powyższy przepis znajduje zastosowanie? Atak Mane mógł się zakończyć tragicznie. Ederson mógł choćby stracić oko, a uderzenie korkami w skroń mogłoby skutkować konsekwencjami, o których lepiej nie wspominać. Czy zatem atak zagrażał jego bezpieczeństwu?

Argumentem przewijającym się bodaj najczęściej, jest to, że Mane skupiony był na piłce i nie widział bramkarza. Według mnie Senegalczyk od momentu podania przynajmniej raz spogląda w kierunku bramkarza. Poza tym bramkarz nadbiegał z naprzeciwka i każdy kto grał w piłkę wie, że nawet koncentrując się na futbolówce, trudno nie dostrzec w tle dwumetrowego chłopa nacierającego na nas z impetem. W ostatniej fazie w istocie patrzy wyłącznie na piłkę, ale zagranie wyprostowaną nogą świadczy o tym, że coś w jego głowie przez moment przestało funkcjonować. Musiał przecież wiedzieć, że bramkarz wychodzi z bramki. Ponadto śmiem przypuszczać, że był gotowy na zwarcie. Zwróćcie uwagę na zachowanie Mane po zderzeniu i pomyślcie, jak zachowałby się zawodnik, w którego niespodziewanie i z dużą prędkością wpada 90 kilogramów żywej wagi. Zapewne potrzebowałby chwili na przypomnienie sobie gdzie się znajduje i jak się nazywa.

Wydaje się, że mamy do czynienia z sytuacją wręcz książkową. Tak podążając za literą przepisów, jak i spoglądając czysto zdroworozsądkowo. A jednak decyzję sędziego poddają w wątpliwość m.in. Henry, Lineker i Clattenburg.

A jakie jest wasze zdanie na ten temat?

*****

Wrzućmy też kamyczek do ogródka ekspertów. Z zadziwiającą bezmyślnością rozrzucają slogany, jakby nie zdawali sobie sprawy, że w dużym stopniu wpływają na postrzeganie futbolu przez kibiców. Nikomu nie odbieramy prawa do popełnienia błędów, bo w piłce nożnej zdarzają się sytuacje, kiedy trzy osoby, obserwując jedną sytuację, wydają trzy skrajnie różne opinie. Ale są też momenty obiektywnie oczywiste, a mimo to wciąż daje się słyszeć stwierdzenia typu „mały spalony, sędzia powinien puścić grę”, „nie widział” (choć niemal urwał nogę), „najpierw w piłkę” (choć później porachował kości przeciwnikowi). Kilka kolejnych nieśmiertelnych „prawd futbolu” każdy z was mógłby pewnie dopisać. Problem w tym, że powtarzanie podobnych tez powoduje, że zakorzeniają się one w umyśle widza, a później dyskusja z tak „zindoktrynowanym” człowiekiem jest mocno skomplikowana.

Apeluje o troszkę umiaru w tak zdecydowanym wygłaszaniu oryginalnych teorii. Nie zapominajmy, że przepisy ewoluują i właściwie co roku mamy do czynienia z choćby kosmetyczną zmianą, która jednak powoduje, że dane sytuacje oceniamy diametralnie inaczej niż jeszcze sezon wcześniej.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*