Mundial 1934: Propaganda faszyzmu

Mundial 1934: Propaganda faszyzmu

W drugim tygodniu naszej mundialowej podróży meldujemy się we Włoszech i cofamy w czasie do 1934 roku. Pierwsze Mistrzostwa Świata rozegrane w Europie zepchnęły nieco piłkę nożną na drugi, a może nawet trzeci plan. Zapoznajcie się z naszym artykułem, by dowiedzieć się, dlaczego tak się stało.

Mistrzostwa Świata w 1934 roku były prawdopodobnie pierwszym poważnym przykładem wykorzystania piłki nożnej dla celów politycznych. W 1926 roku Benito Mussolini przejął całkowitą, totalitarną władzę we Włoszech. Od początku zauważył, że dzięki piłce może z łatwością propagować uznawany przez niego faszyzm. Jego wpływ na włoski futbol był znakomicie wyczuwalny. W 1928 roku nakazał, by Inter zmienił nazwę na Ambrosianę, co było pokłosiem faktu, że patronem Mediolanu jest św. Ambroży. Do startu o organizację drugiego w historii Mundialu stanęły tylko dwa kraje – Włochy i Szwecja. Dwa lata przed inauguracją turnieju FIFA postanowiła, że mistrzostwa odbędą się na Półwyspie Apenińskim. O ile poprzedni czempionat, rozegrany w Urugwaju, charakteryzował się niesamowitą dezorganizacją, spóźnieniami i ogólnie panującym bałaganem, o tyle Włosi już od nominacji stawali na głowie, by wszystko odbyło się należycie. Wielka w tym zasługa Mussoliniego. Il Duce postawił do pionu wszystkie podmioty odpowiedzialne za budowę stadionów oraz infrastruktury drogowej i kubaturowej. Organizacja i przebieg mistrzostw miały być na najwyższym poziomie, by cały świat dowiedział się, jak dobrze funkcjonuje kraj faszystowski. O kontroli Mussoliniego nad całym przedsięwzięciem najlepiej świadczy fakt, że na jego wniosek ustalono termin rozgrywania światowego czempionatu: 27.05-10.06.1934 r.

Il Duce /fot. footyfair.com

W eliminacjach do turnieju udział wzięły 32 kraje. Podzielono je na dwu- lub trzyzespołowe grupy, zgodnie z położeniem państw na mapie. I tak m. in. Hiszpania zagrała z Portugalią, III Rzesza z Francją i Luksemburgiem, Litwa z Estonią i Szwecją. Jeden jedyny raz w historii przez kwalifikacje musiał przejść gospodarz. Włosi bez problemu pokonali Grecję 4:0. W eliminacjach udział wzięli także Polacy, którym przydzielona została Czechosłowacja. W Warszawie Biało-Czerwoni przegrali 1:2, a bramkę dla naszej drużyny zdobył Henryk Martyna, piłkarz ważący prawie 100 kg przy 167 cm wzrostu. PZPN, pod naporem władz, zrezygnował z wyjazdu na rewanż do Pragi, oddając mecz walkowerem. Polityczna decyzja miała związek z konfliktem o Zaolzie.

Ostatecznie na włoski Mundial zakwalifikowało się 16 drużyn. Dwanaście z Europy: Włochy, Austria, Belgia, Czechosłowacja, III Republika Francuska, Hiszpania, Holandia, III Rzesza, Rumunia, Szwajcaria, Szwecja i Węgry; dwie z Ameryki Południowej: Argentyna i Brazylia i po jednej z Ameryki Północnej i Afryki: Stany Zjednoczone i Egipt. Aktualni Mistrzowie i Wicemistrzowie Świata, Urugwaj i Argentyna, nie podeszły poważnie do turnieju. Urugwaj zrezygnował z uczestnictwa, tłumacząc, że wyprawa do Europy jest zbyt długa i zbyt kosztowna. Tak naprawdę był to rewanż za brak przyjazdu Włochów do Montevideo cztery lata wcześniej. Argentyna co prawda przybyła do Italii, ale w trzecim garniturze. Najlepsi piłkarze zostali w domu. Była to forma protestu przeciwko wcieleniu czterech argentyńskich piłkarzy – Luisa Montiego, Attilio Demarii, Raimundo Orsiego i Enrique Guaity – do kadry Włoch. Anglia nadal uważała, że nie musi udowadniać, że gra najlepszą piłkę na świecie, zatem ponownie nie wzięła udziału w zawodach.

Mundial rozegrano na ośmiu stadionach. Zrezygnowano z rozgrywek grupowych, łącząc 16 uczestników w osiem par, które na początku mierzyły się ze sobą w 1/8 finału. Wszystkie spotkania rozegrano w tym samym czasie, 27. maja o godzinie 16:30. Mówiąc pół żartem, pół serio, na każdym ze stadionów toczył się mecz otwarcia. Widowiska były godne rangi turnieju. Padły w nich aż 43 gole.

Oficjalna piłka mistrzostw /fot. soccerballcollection.com

W ćwierćfinałach, również rozegranych równolegle, III Rzesza pokonała 2:1 Szwecję, Czechosłowacja wygrała 3:2 ze Szwajcarią, a Austria wysłała do domu Węgrów, wygrywając 2:1. Najciekawsze rzeczy działy się niewątpliwie we Florencji, gdzie gospodarze podejmowali Hiszpanię. Od tego pojedynku wszyscy dostali potwierdzenie, że sędziowie będą pchali Włochów do zwycięstwa w całym turnieju. Piłkarze Squadra Azzurra grali bezpardonowo, urządzając polowania na nogi przeciwników. Obiektem ich największych zainteresowań był Ricardo Zamora, wówczas najlepszy bramkarz na świecie. Rozjemca, Belg Louis Baert, udawał, że żadnych nieprawidłowości nie dostrzega. Bardzo brutalny, wyczerpujący, trwający 120 minut mecz zakończył się po dogrywce remisem 1:1. Ówczesne przepisy nie przewidywały serii rzutów karnych, zatem konieczne było powtórzenie starcia. Nazajutrz trenerzy obu ekip wystawili diametralnie inne składy. Wynikało to z odniesionych dzień wcześniej kontuzji oraz strasznego zmęczenia. Vittorio Pozzo desygnował do gry pięciu, a Amadeo Garcia aż ośmiu nowych zawodników. Włosi zwyciężyli 1:0 po golu legendarnego Giuseppe Meazzy.

Czechosłowacja zapewniła sobie udział w wielkim finale dzięki zwycięstwu 3:1 nad III Rzeszą. W drugim półfinale, rozegranym w Mediolanie, Włosi podejmowali Austrię. Obie drużyny od dawna były wymieniane w wąskim gronie faworytów do wygrania Mundialu. Co prawda najlepsze czasy Wunderteamu Hugo Meisla już przeminęły, jednak wciąż była to ekipa, która mogła wygrać z każdym. Dość powiedzieć, że w ciągu trzech poprzednich lat Austriacy ponieśli zaledwie trzy porażki w 31 meczach. Grali popularnym wówczas systemem 2-3-5, operując krótkimi podaniami po ziemi. Najważniejszym elementem układanki Meisla był cofający się napastnik, Matthias Sindelar, najlepszy austriacki piłkarz w historii. Vittorio Pozzo zmodyfikował nieco ustawienie 2-3-5 na 2-3-2-3, by zagęścić środek pola. Już wtedy we Włoszech widniało przekonanie, że w futbolu najważniejsze jest, by nie stracić bramki, a dopiero w drugiej kolejności skupiać się na ataku. Ponadto Pozzo jako jeden z pierwszych szkoleniowców wprowadzał krycie indywidualne. Miał wielki autorytet wśród zawodników. W swoich wypowiedziach używał poniekąd języka Mussoliniego, podkreślając swoją władzę w drużynie:

Więcej niż jeden szkoleniowiec oznacza konieczność chodzenia na kompromis, a na kompromisie nigdy nie zbudowano dobrej drużyny piłkarskiej.

Gra ofensywna jego zespołu była oparta na dalekich podaniach posyłanych w kierunku napastników. Biorąc pod uwagę powyższe, można stwierdzić, że pogoda w dniu półfinału była idealna dla Italii. Solidne opady deszczu spowodowały, że murawa San Siro zamieniła się w mocno nasączoną gąbkę. Odebrało to atuty przybyszom znad Dunaju, nieradzącym sobie z operowaniem piłki na solidnych kałużach. W dodatku Sindelar został wyłączony z gry przez bardzo umiejętnie pilnującego go Montiego. Włochom udało się wykorzystać jedną ze swoich okazji i dzięki trafieniu Guaity zameldowali się w finale.

fot. sportsnet.ca

W pierwszym w historii meczu o trzecie miejsce III Rzesza pokonała Austrię 3:2. Wielki finał rozegrano 10. czerwca w Rzymie. Na kilka minut przed rozpoczęciem potyczki, szwedzki sędzia Ivan Eklind zaprosił do swojego kantorka kapitanów obydwu drużyn, Gianpiero Combiego i Frantiska Planickę. Powiedział im, że jedyne, czego od nich wymaga, to gra fair. Po przemówieniu bramkarze udali się do szatni swoich ekip, by przekazać informację swoim kolegom, a rozjemca zawodów zawitał do loży Mussoliniego, by osobiście go powitać. Nie spodobało się to przede wszystkim naszym południowym sąsiadom, którzy już wcześniej obawiali się stronniczego sędziowania.

Przywitanie kapitanów. /fot. fifa.com

Obawy przyjezdnych okazały się całkiem słuszne. Czechosłowacy, prezentujący na turnieju najpiękniejszy futbol, niemal przez cały mecz finałowy musieli sobie radzić mając w składzie tylko dziewięciu w pełni sprawnych zawodników. Już na początku spotkania Włosi bezpardonowo potraktowali dwóch przeciwników, Rudolfa Krcila i Antonina Puca. Sędzia „nie zauważył” przewinień, a w związku z brakiem możliwości przeprowadzenia zmian, goście grali z dwoma statystami. I trzeba przyznać, że radzili sobie znakomicie. Bez problemu odbierali ataki oponentów, a na niespełna kwadrans przed zakończeniem potyczki wyszli na prowadzenie za sprawą jednego ze swoich kulawych, Puca. Pięć minut później do wyrównania doprowadził Orsi, popisując się fenomenalnym „rogalem”. Dziewięćdziesiąt regulaminowych minut nie przyniosło rozstrzygnięcia, zatem konieczna była dogrywka. Wojnę nerwów i niepełną sprawność przeciwników wykorzystali gospodarze, którzy zostali Mistrzami Świata dzięki bramce Angelo Schiavio.

Włosi sięgnęli nie tylko po Złotą Nike, ale i jeszcze jeden puchar. Ponad sześć razy większy posąg piłkarzy ze swastyką został ufundowany przez Benito Mussoliniego. Coppa del Duce znakomicie oddawał manię wyższości oraz nieodpartą chęć propagowania faszyzmu przez włoskiego dyktatora.

Okazały Coppa del Duce /fot. problembob.com

Vittorio Pozzo dysponował w 1934 roku bardzo dobrą drużyną. Widzimy, jak dużo do zespołu wniósł argentyński zaciąg, pełniący kluczową rolę w decydujących momentach turnieju. Niestety, Włosi po Mistrzostwo Świata sięgnęli dzięki bardzo zauważalnej pomocy sędziów. Bramkarz Czechosłowacji, Frantisek Planicka, mówił po latach:

Nie mam żadnych pretensji do włoskich piłkarzy, grali bardzo dobrze, chociaż zbyt ostro. Ale sędziowania nigdy nie zapomnę…

__________________

Sprawdź poprzednie artykuły mundialowego cyklu:
1.Mundial 1930: Ale finał gramy naszą!

__________________

fot. wyr. limesonline.com. Piłkarze reprezentacji Włoch faszystowskim gestem pozdrawiają Benito Mussoliniego, obecnego na ich każdym meczu.

 

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*