Mundial 1970: Trzecia korona Pelego

Mundial 1970: Trzecia korona Pelego

Brazylijczycy pojechali na Mistrzostwa Świata do Meksyku przede wszystkim w celu zmycia plamy z finałów sprzed czterech lat, gdy nie wyszli nawet z grupy. Zapewne nikt nie przypuszczał, że swoim występem zasłużą na miano jednej z najlepszych, a według wielu wręcz najlepszej drużyny w historii piłki nożnej. Co ważne, pierwszy raz w historii turniej transmitowano w kolorze, dzięki czemu trzecie ukoronowanie Pelego jeszcze mocniej utkwiło w pamięci kibiców. Zapraszamy do zapoznania się z kulisami Mundialu 1970.

O tym, że Mistrzostwa Świata zostaną zorganizowane przez Meksyk, zadecydowano na kongresie FIFA w październiku 1964 roku. Do eliminacji zgłosiło się 75 zespołów, a wystartowało 70. Korea Północna wycofała się po tuż po losowaniu kwalifikacji, a Albania, Gwinea, Kuba i Zair zostały wykluczone przez światową federację, ponieważ zalegały jej z pieniędzmi. Strefa europejska została podzielona na pięć czterozespołowych grup i trzy grupy z trzema drużynami. Polacy trafili na bardzo mocne towarzystwo, Holandię i Bułgarię, uzupełnione kopciuszkiem, Luksemburgiem. Do awansu zabrakło zaledwie jednego punktu. Do Meksyku polecieli Bułgarzy. Bardzo tragiczne rzeczy działy się podczas dwumeczu Hondurasu z Salwadorem w strefie CONCACAF. W przyszłości napiszemy o nim znacznie więcej, ale już teraz nadmienimy, że oba kraje od dawna utrzymywały bardzo napięte stosunki dyplomatyczne. Rolnicy z Salwadoru okupywali przygraniczne tereny po stronie swojego sąsiada, co bardzo nie podobało się tamtejszym rolnikom. Honduraski rząd i wielcy posiadacze ziemscy z Krajowej Federacji Rolników i Hodowców chcieli zmusić intruzów do opuszczenia swojego kraju. Tymczasem władze Salwadoru obawiały się masowych powrotów rolników, którym nie były w stanie zapewnić należytego bytu. Przed meczem w Tegucigalpie prasa i radio w Hondurasie podsycały nastroje wrogości, zachęcając rodaków:

„Honduraninie, chwyć za kij i zabij Salwadorczyka”.

Gospodarze wygrali 1:0. Na rewanż do San Salvadoru jechali w chronionych wozach pancernych, a ich hotel został zdewastowany przez wrogo nastawionych kibiców Salwadoru. Podczas grania hymnu państwowego Hondurasu, na maszt wyciągnięto brudną, starą szmatę. Salwadorscy piłkarze odrobili straty, wygrywając 3:0 i zapewniając sobie awans na mundial. Tuż po spotkaniu doszło do krwawych starć między fanami obu drużyn, w wyniku których śmierć poniosły dwie osoby. Władze zwaśnionych państw zamknęły granicę, co oznaczało jedno – otwarty konflikt zbrojny. Wojna Futbolowa, trwająca w dniach 14-18 lipca 1969 roku, pochłonęła 2 tys. ofiar.

fot. readlistenlearn.net

Piłka nożna stała się iskrą zapalną w konflikcie w Ameryce Środkowej, jednak mniej więcej w tym samym czasie niosła także pokój. Dokładniej rzecz ujmując, pokój niósł największy poeta futbolu, Pele. Brazylijczyk udał się ze swoim Santosem na tournee do Afryki. Aby zobaczyć go w akcji, Nigeria i Biafra zakopały na czas jego pobytu wojenny topór. 19 listopada 1969 roku, w meczu Santosu z Vasco da Gama na Maracanie, Pele strzelił swoją 1000. bramkę w karierze. Uczynił to pewnym strzałem z rzutu karnego. Kilkadziesiąt tysięcy osób natychmiast wstało z miejsc i wiwatowało. Chwilę później brazylijscy dziennikarze zgodnie orzekli:

„Cały świat oklaskuje piłkarza wszech czasów”.

Jeszcze nie. Prawdziwy aplauz od świata otrzyma dopiero kilka miesięcy później. Wymagający kibice brazylijscy nie wyobrażali sobie innego scenariusza, niż powrót piłkarzy z Meksyku ze Złotą Nike. Prasa pisała:

„Jeśli Brazylia przegra, Pele wróci do domu już tylko jako książę, a nie król. Jeśli zwyciężymy, Pele wróci jako pół-bóg”.

Chętnych na zdobycie Mistrzostwa Świata było jednak znacznie więcej. Do Meksyku zakwalifikowały się następujące drużyny: Belgia, Bułgaria, Czechosłowacja, Niemcy Zachodnie, Rumunia, Szwecja, Włochy, ZSRR, Brazylia, Peru, Urugwaj, Izrael, Maroko, Salwador. Stawkę finalistów uzupełnili gospodarze i obrońcy tytułu, Meksyk i Anglia. Czempionat zorganizowano w dniach 31 maja – 21 czerwca. Pięć miast gospodarzy – Leon, Puebla, Mexico City, Toluca i Guadalajara – przygotowało stadiony o łącznej pojemności niemal 265,5 tys. miejsc. Po raz pierwszy wprowadzono możliwość przeprowadzania zmian w trakcie meczu. Każda kadra meczowa liczyła 16 zawodników, a trener mógł dokonać dwóch roszad w podstawowej jedenastce. Inną innowacją, mocno forowaną przez rozjemców mundialu z Anglii i sprawdzoną na Igrzyskach Olimpijskich w 1968 roku, było pojawienie się żółtych i czerwonych kartek. Mimo, że wydaje się to dość oczywiste, niewiele osób wie, że ich kolory zostały zaczerpnięte z sygnalizacji świetlnej. Kolory pojawiły się również na ekranach telewizyjnych. Nowością była również piłka, Telstar od Adidasa, pokryta pięcio- i sześciokątnymi łatkami. Analogiczny model futbolówek, z pewnymi „upiększaczami”, będzie towarzyszył piłkarzom aż do turnieju w Korei i Japonii w 2002 roku.
Drużyny podzielono na cztery grupy:

Grupa 1: Belgia, Meksyk, Salwador, ZSRR
Grupa 2: Izrael, Szwecja, Urugwaj, Włochy
Grupa 3: Anglia, Brazylia, Czechosłowacja, Rumunia
Grupa 4: Bułgaria, Maroko, Peru, RFN

W związku z faktem, że najwięcej odbiorców Mistrzostw Świata było w Europie, FIFA postanowiła, że mecze zostaną rozegrane w porach dopasowanych przede wszystkim pod Stary Kontynent. Nie była to dobra informacja dla samych piłkarzy, którzy zostali skazani na prezentowanie swoich umiejętności w okolicach południa czasu lokalnego, czyli w największym skwarze. Na pewno stanowiło to pewien handicap dla ekip ze słonecznych regionów świata. Trener Brazylijczyków, złoty medalista z 1958 i 1962 jako piłkarz, Mario Zagallo, przed grupowym spotkaniem z Anglią uspokajał swoich piłkarzy, mówiąc:

„Nie bójcie się Mistrzów Świata. Jest ponad 30 stopni Celsjusza, zaraz się zmęczą. Zachowajcie cierpliwość, na pewno strzelicie bramki i wygracie ten mecz”.

Canarinhos zdobyli tylko jedną bramkę, ale ta zapewniła im wygraną. Jedną z interwencji Gordona Banksa, kiedy znakomicie obronił bardzo mocny strzał głową Pelego, sam strzelec nadał miano najlepszej w historii.

Radość Pelego okazała się przedwczesna. Gordon Banks uchronił swoją drużynę przed stratą gola dzięki fenomenalnemu refleksowi i kunsztowi bramkarskiemu.

Faza grupowa pokazała, z kim należy liczyć się w walce o mistrzowski tytuł. Do ćwierćfinału z kompletem zwycięstw awansowały drużyny Brazylii i Zachodnich Niemiec, bez dwóch zdań prezentujące najlepszy futbol na całym turnieju. W czasach, w których na piedestał stawiano grę defensywną, obie ekipy wyszły poza schemat, prezentując ukochany przez kibiców futbol na tak. Grono ćwierćfinalistów uzupełniły ZSRR, Meksyk, Włochy, Urugwaj, Anglia i Peru. Na tym etapie rozgrywek najciekawszy przebieg miały starcia, a jakże, Canarinhos i RFN. Ci pierwsi pokonali najlepszą w historii drużynę Peru, prowadzoną przez Didiego, legendarną gwiazdę brazylijskiej piłki, 4:2. Niemcy zrewanżowali się Anglikom za finał z 1966 roku, wygrywając po dogrywce 3:2, mimo, że do 68. minuty przegrywali różnicą dwóch bramek. W pozostałych spotkaniach Włosi rozbili Meksyk 4:1, a Urugwaj w ostatnich minutach dogrywki wysłał do domu piłkarzy zza Uralu, zwyciężając 1:0.
Brazylia siłą rozpędu pokonała w 1/2 finału Urugwaj 3:1. Nikt nie przypuszczał, że półfinałowe starcie Włochów z Niemcami przyniesie tyle emocji i będzie się o nim mówić przez kolejne dziesięciolecia. Co więcej, nie zapowiadało tego nawet regulaminowe 90 minut. Italia szybko wyszła na prowadzenie, w 8. minucie trafił Roberto Boninsegna. Od tej pory rozpoczęły się szachy i nieczyste zagrania przybyszy z Półwyspu Apenińskiego. Nigdy wcześniej i nigdy później piłkarski świat nie widział tak perfidnych symulek. Jeden z radiowców niemieckich w pewnym momencie nie wytrzymał i wykrzyknął:

„Domyślam się, że Burgnich właśnie umiera w polu karnym”.

Oprócz tego makaroniarze niesamowicie faulowali Niemców. Wszystko odbywało się przy milczącym gwizdku sędziego Yamasakiego. Pod koniec pierwszej odsłony Franz Beckenbauer doznał poważnej kontuzji ramienia. Zagryzł zęby i wyszedł na dalszą część batalii w bandażu, z unieruchomioną ręką.

fot. footyfair.com

W tym momencie warto wyjaśnić pewną kwestię. Sporo osób błędnie uważa, że właśnie wtedy narodziła się ksywka jednego z najlepszych piłkarzy wszech czasów. Otóż nie. Pseudonim Kaiser (Cesarz) zawdzięcza zdjęciu na tle popiersia prawdziwego cesarza, Franza I, jakie zostało mu zrobione w 1968 roku po jednym z towarzyskich meczów Bayernu w Wiedniu. Wracając do półfinałowego starcia, piłkarze RFN zdołali doprowadzić do wyrównania w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry za sprawą Schnellingera.
Mimo takiego obrotu sprawy, do dogrywki podeszli nieco zrezygnowani. Najlepiej świadczą o tym słowa Gerda Müllera w kierunku Beckenbauera: oszukują nas. Nikt wcześniej i prawdopodobnie nikt później nie widział bardziej szalonych, dodatkowych 30 minut gry. Padło w nich aż pięć goli w następującej kolejności Müller – Burgnich – Riva – Müller – Rivera. Z 1:1 zrobiło się 4:3 i to Włosi awansowali do wielkiego finału Mistrzostw Świata. Niemcy musieli zadowolić się trzecim miejscem, wywalczonym dzięki zwycięstwu 1:0 z Urugwajem. Wielu kibiców uważa, że była to najlepsza niemiecka drużyna w historii. Grała ofensywnie, z polotem, strzelała bardzo dużo goli. Kolejny raz znajdujemy zaprzeczenie tezy, którą często karmią nas piłkarscy eksperci: co tam styl, ludzie zapamiętają tylko wynik. Na świecie nie ma zapewne pasjonata piłki nożnej, który nie znałby Gerda Müllera, Franza Beckenbauera, Seppa Maiera, Uwe Seelera, Bertiego Vogtsa.
Do rozstrzygnięcia pozostała tylko i aż kwestia Mistrzostwa Świata. Po latach mówi się, że włoski szkoleniowiec Ferruccio Valcareggi wysłał swoich podopiecznych, aktualnych Mistrzów Europy, na samobójczą misję. Zalecił im indywidualne krycie, by każdy zawodnik Canarinhos miał przy sobie skuteczny plaster. Takie posunięcie okazało się jednak bardzo nierozsądne. Włosi zdecydowanie ustępowali Brazylijczykom pod kątem motoryczno-szybkościowym, koordynacyjnym oraz kondycyjnym. Nie zapominajmy ponadto, że mieli w nogach trudy dwugodzinnego starcia z Niemcami. W pierwszej połowie wielkiego finału mogło się jeszcze wydawać, że drużyny stoczą wyrównaną batalię. Po bramkach Pelego i Boninsegny utrzymywał się wynik 1:1. Piłkarze z Ameryki Południowej, znacznie lepiej przygotowani fizycznie do zawodów, rozwiali w drugiej połowie wszelkie wątpliwości. W odstępstwie pięciu minut na listę strzelców wpisali się Gerson i Jairzinho. Następnie przyszedł czas na ostatnią bramkę turnieju, będącą swoistą kwintesencją stylu i dominacji brazylijskich piłkarzy. W akcji brał udział każdy z podopiecznych trenera Zagalo, na koniec Pele wystawił piłkę pędzącemu Carlosowi Alberto, a ten wbił ją do siatki i ustalił wynik potyczki na 4:1.

fot. sportsnet.ca

Jose Miguel Wisnik, brazylijski kompozytor, w rozmowie z Lucą Caioli wypowiedział się na temat zwycięskiej drużyny:

„Brazylijski futbol stworzył cały repertuar zagrań nieliniowych, które mogą być traktowane jako formy eliptyczne; formy zarówno geometryczne, jak i retoryczne. Akcje, które bazują na podkręcanych piłkach i zmianach tempa. Wystarczy pomyśleć o różnorodnych formach zwodów: zwód w lewo, zwód w prawo, tak, nie, gra z czasem, z rywalem w sytuacji statycznej. Albo rowerek, wazelina, strzał w okienko prostym podbiciem, z tą nieregularną parabolą, miękką i zakrzywioną”.

Tuż po końcowym gwizdku finału, w jednej chwili opadła wielka presja wywierana przez brazylijskich kibiców. Z wrażenia zemdlał Rivelino, co później skomentował słowami:

„Zemdlałem z ulgi. Nie pamiętam nic. Ocknąłem się dopiero w szatni. Zdawałem też sobie sprawę z tego, co by się stało, gdybyśmy nie wygrali”.

fot. fifa.com

Podziw w kierunku gry Canarinhos dało się wyczuć w każdym zakątku świata. Włoski pisarz Pier Paolo Pasolini wytłumaczył przyczyny klęski swojej drużyny:

„Są dwa rodzaje futbolu: europejski – kolektywny, zaprogramowany, podręcznikowy i południowoamerykański – spontaniczny, oparty na inwencji artystów, erotyczny. Między nimi jest taka różnica jak między prozą a poezją”.

Poezja jest znakomitym określeniem gry brazylijskich zawodników. Angielska prasa napisała nawet:

„Tak piękny futbol powinien zostać zabroniony”.

Warto zwrócić uwagę, że każdy ze złotych brazylijskich piłkarzy znany jest nie z imienia i nazwiska, a z pseudonimu. Nawet trener Mario Zagallo widnieje w piłkarskich encyklopediach jako Zagalo. Podobnie sprawy mają się z Roberto Rivellino, znanym jako… Rivelino. Brazylijczycy mają manię kreowania superbohaterów, a takimi są dla nich złoci medaliści Mistrzostw Świata. Skoro Batman, Superman czy Spider-Man mają na świecie status prawdziwej marki, nie inaczej musi być z brazylijskimi herosami. Mało kto wie, kim jest Bruce Wayne. Tak samo niewiele osób kojarzy Edsona Arantesa do Nascimento. A przecież to kolejno Batman i Pele. Dwie światowe wizytówki, superbohater kreskówek i superbohater futbolu. Poza tym, jak tłumaczy Alex Bellos w znakomitej książce Futebol:

„Brazylijski futbol jest międzynarodową reklamą tamtejszej serdeczności, właśnie dzięki temu, że piłkarze znani są po imionach. Mówienie do kogoś po imieniu jest oznaką zażyłości, a używanie przezwiska świadczy o tym jeszcze bardziej wymownie. Brazylia sprawia wrażenie drużyny bliskich przyjaciół, kumpli z meczu w parku”.

Brazylia sięgnęła po trzeci tytuł mistrzowski, zatem, zgodnie z dawno poczynionymi ustaleniami, otrzymała Puchar Rimeta na stałe. Niestety, pod koniec 1983 roku trofeum zostało skradzione i przetopione na ponad dwa kilogramy czystego złota. Wydawało się, że triumf Canarinhos będzie standardem na kolejnych mistrzowskich edycjach. Długo przyszło im jednak czekać na czwarte złoto. Niektórzy historycy upatrują takiego stanu rzeczy w tym, że 1970 rok pokazał ludziom wyższych stref, że futbol jest doskonałą ścieżką do sławy i pieniędzy, co wcześniej rozumieli przede wszystkim mieszkańcy faveli. Kolesiostwo wypierało w latach 70. i 80. zdolnych następców Pelego i Garrinchy, promując piłkarzy wspieranych „pod stołem” przez zamożnych tatusiów. Tymczasem jeden z Mistrzów Świata z Meksyku, pomocnik Clodaoldo, powiedział:

„Jeżeli nie miałeś szczęśliwego dzieciństwa lub młodości, myślę, że bardziej zachęca cię to do determinacji w walce o osiągnięcie jakiegoś celu, niż kogoś, kto urodził się w złotej kołysce”.

Patrząc w przyszłość widzimy, że znakomita większość najlepszych piłkarzy wywodzi się z biedy.

__________________

Sprawdź poprzednie artykuły mundialowego cyklu:
1.Mundial 1930: Ale finał gramy naszą!
2.Mundial 1934: Propaganda faszyzmu
3.Mundial 1938: Zwycięstwo albo śmierć
4.Mundial 1950: Maracanazo
5.Mundial 1954: Aranycsapat
6.Mundial 1958Narodziny superduetu – Pele i Garrincha
7.Mundial 1962: Taniec Garrinchy
8.Mundial 1966: God, Save the Queen!

__________________

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*