Mundial 1986: Boska ręka Diego Maradony

Mundial 1986: Boska ręka Diego Maradony

Jeśli Mistrzostwa Świata z 1986 roku mielibyśmy porównać do filmu, główną rolę grałby w nim Diego Maradona. Żaden piłkarz w historii mundiali nie przyczynił się do triumfu swojej drużyny w tak wielkim stopniu jak Argentyńczyk. W jednym przypadku pomogła mu „boska ręka”, jak zwykło mawiać się na strzał z ćwierćfinałowego meczu z Anglią. Wiele osób ma go przez to za największego oszusta w dziejach piłki nożnej. Jednocześnie nikt nie ma wątpliwości, że na palcach jednej ręki można policzyć takich futbolowych magików jak on. Zapraszamy do zapoznania się z kulisami Mundialu 1986.

Gospodarza 13. edycji piłkarskich Mistrzostw Świata wybrano w 1974 roku we Frankfurcie. Wybór padł na Kolumbię. Kolumbijski rząd bardzo ucieszył się z nominacji, mając nadzieję, że dzięki organizacji turnieju w kraju poprawi się sieć drogowa i kolejowa, rozwinie się infrastruktura i powstaną znakomite stadiony. Nic z tych rzeczy. Na nieco ponad trzy lata przed czempionatem FIFA uznała, że do zrobienia jest mniej więcej tyle samo, co w momencie ogłaszania gospodarza i postawiła kolumbijskiemu rządowi ultimatum. Ten nawet nie podjął rękawicy i praktycznie w momencie zrezygnował z ugoszczenia 24 najlepszych reprezentacji. Organizacyjne fiasko chciał przykryć literacką Nagrodą Nobla dla Gabriela Garcii Marqueza, autora „powieści i opowiadań, w których fantazja i realizm łączą się w złożony świat poezji, odzwierciedlającej życie i konflikty całego kontynentu”.

„Mamy dość kłopotów, aby bawić się w organizację takiego przedsięwzięcia. Wystarczy nam radość z wielkiego sukcesu Gabriela Garcii Marqueza”.

Plakat niedoszłych Mistrzostw Świata w Kolumbii.

FIFA nie miała zbyt wiele czasu na znalezienie alternatywy. Zgłosiły się cztery kraje: USA, Kanada, Meksyk i Brazylia. Znowu mogliśmy się przekonać, ile w piłce znaczy pieniądz. João Havelange i Pele, najbardziej wpływowi ludzie brazylijskiego futbolu tamtych czasów, nie optowali za kandydaturą swojego kraju. Prezydent światowej organizacji promował Meksyk, a potrójny Mistrz Świata Stany Zjednoczone. Ostatecznie postawiono na Meksyk, który posiadał odpowiednią bazę stadionów i doświadczenie dzięki organizacji mistrzostw w 1970 roku. Obawiano się, że zawody mogą pokrzyżować wybryki natury. We wrześniu 1985 roku miasto stołeczne Meksyk nawiedziło katastrofalne trzęsienie ziemi, w wyniku którego, według różnych danych, śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy osób. Z obawy przed kolejnym kataklizmem, mundial ubezpieczono na kwotę 100 mln dolarów. Na szczęście obyło się bez nieszczęśliwych incydentów.

Do kwalifikacyjnej walki o mundial stanęło 113 drużyn. Dziewięć z nich po raz pierwszy – Angola, Bangladesz, Brunei, Indie, Jemen, Jemen Południowy, Jordania, Nepal i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Tak jak przed eliminacjami do poprzedniego mundialu, tak i teraz polscy piłkarze udali się do Watykanu, by spotkać Ojca Świętego. Włodzimierz Smolarek miał ze sobą dwie piłki. Jedną, z podpisami z wszystkich zawodników, podarował papieżowi. Druga miała zostać pobłogosławiona, jednak Jan Paweł II miał inny pomysł:

„Synu, lepiej będzie, jeśli pobłogosławię was, bo piłka nożna rządzi się własnymi prawami”.

Los skojarzył Biało-Czerwonych z Belgią, Albanią i Grecją. Wywalczenie awansu przyszło w bólach dopiero w ostatnim eliminacyjnym spotkaniu. Bezbramkowy remis z Belgią na Stadionie Śląskim spowodował, że wyprzedziliśmy Czerwone Diabły tylko dzięki lepszemu bilansowi bramek. Jeden z bohaterów potyczki, Jan Urban, wspominał to starcie na naszym kanale YouTube, wypowiadając się w temacie najlepszych wspomnień z Kotła Czarownic. Warto wspomnieć o dwudniowym maratonie Zbigniewa Bońka w związku z wyjazdowym meczem z Albanią. 29 maja 1985 roku Juventus z Bońkiem w składzie pokonał w krwawym finale Pucharu Europy na Heysel Liverpool 1:0. Nazajutrz w Tiranie Polacy walczyli o eliminacyjne punkty. Władze Starej Damy nie chciały zgodzić się na udział kapitana polskiej reprezentacji w tym spotkaniu, grożąc, że jeśli dzień po finale wystąpi w narodowych barwach, zostanie sprzedany przy najbliższej możliwej okazji. Obecny prezes PZPN nie przestraszył się słów klubowych włodarzy. W stolicy Albanii wylądował na kilka godzin przed meczem i wybitnie pomógł w zwycięstwie, strzelając jedyną bramkę. Dwa miesiące później był już zawodnikiem AS Romy.

Do tragicznego zdarzenia w eliminacjach doszło w europejskiej grupie G. Na kilka minut przed końcem wyspiarskiego starcia Walii ze Szkocją, którego stawką był awans do interkontynentalnego barażu, szkocki szkoleniowiec, Jock Stein, miał rozległy zawał serca. Niestety, nie udało się go uratować. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, dzięki czemu Szkocja mogła mierzyć się z Australią w dwumeczu o wyjazd do Meksyku. 2:0 w Glasgow i 0:0 w Melbourne rozstrzygnęło sprawę. Na jej ławce zasiadł dotychczasowy asystent Steina, Alex Ferguson.

Właśnie rozgrywa się tragedia Jocka Steina. Wszystkiemu z niedowierzaniem przygląda się Alex Ferguson (z lewej strony, przodem). /fot. dailyrecord.co.uk

Do meksykańskiego turnieju, obok Polski, Meksyku (gospodarz) i Włoch (panujący Mistrz Świata) awansowały Anglia, Belgia, Bułgaria, Dania, Francja, Hiszpania, Irlandia Północna, Portugalia, RFN, Szkocja, Węgry, ZSRR, Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj, Irak, Korea Południowa, Kanada, Algieria, Maroko. Zostały podzielone na sześć czterozespołowych grup:

Grupa A: Argentyna, Bułgaria, Korea Południowa, Włochy
Grupa B: Belgia, Irak, Meksyk, Paragwaj
Grupa C: Francja, Kanada, Węgry, ZSRR
Grupa D: Algieria, Brazylia, Hiszpania, Irlandia Północna
Grupa E: Dania, RFN, Szkocja, Urugwaj
Grupa F: Anglia, Maroko, Polska, Portugalia

Zrezygnowano z dwóch faz grupowych, układając rozgrywki z czteroetapową fazą pucharową: 1/8, 1/4, 1/2 finału i wielki finał. Do 1/8 finału awansowały dwie najlepsze ekipy z każdej grupy oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Jeśli nie potraficie sobie tego wyobrazić, przypomnijcie sobie Mistrzostwa Europy w 2016 roku we Francji, wówczas system gier był analogiczny. Mecze rozgrywano w dniach 31 maja – 29 czerwca na dwunastu stadionach w dziewięciu miastach: Guadalajara (Estadio Jalisco i Estadio Tres de Marzo), Irapuato, Leon, Meksyk (Estadio Azteca i Estadio Olimpico Universitario), Monterrey (Estadio Universitario i Estadio Tecnologico), Nezahualcoyotl, Puebla, Queretaro i Toluca.

Pique, maskotka Mistrzostw Świata 1986.

Na inaugurację, w obecności ponad 95 tys. kibiców, Włosi zremisowali z Bułgarią 1:1. Wielkim zgrzytem rozpoczęło się, rozgrywane dzień później, spotkanie Brazylii z Hiszpanią. Organizatorzy, zamiast hymnu Brazylii, puścili hymn brazylijskiej flagi państwowej, będącej symbolem dyktatury w państwie kawy. Zdegustowani Canarinhos, na czele z Socratesem, zagorzałym przeciwnikiem systemu, nie kryli obudzenia. Oczywiście żaden z nich nie włączył się do śpiewu. Na boisku Socrates wziął sprawy w swoje ręce, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo 1:0. Canarinhos grupę przeszli jak burza, odnosząc komplet zwycięstw przy bilansie bramkowym 5:0. W ostatnim starciu tej fazy pokonali 3:0 Irlandię Północną, psując 41. urodziny bramkarza Pata Jenningsa, który stał się wówczas najstarszym zawodnikiem w historii mundiali.
Nasi zawodnicy nie przypominali drużyny sprzed czterech lat. Antoni Piechniczek wprowadził do zespołu młodych, znakomicie zapowiadających się zawodników, takich jak Jan Urban, Ryszard Tarasiewicz, Dariusz Kubicki, Dariusz Dziekanowski i Jan Furtok. Niestety, w Meksyku nie rzucili świata na kolana. Grupowych rywali reprezentacji Polski przyjęto z dystansem. Dostarczycielem punktów miało być Maroko, które tak bardzo zostało zlekceważone, że… Wywalczyło awans z pierwszego miejsca. Biało-Czerwoni z afrykańskim rywalem zremisowali 0:0. Następnie, po bramce Włodzimierza Smolarka, pokonali Portugalię 1:0. Ostatni mecz z Anglią miał być starciem o być albo nie być w turnieju. Brytyjczycy nie pozostawili złudzeń, wygrywając 3:0. Katem naszych zawodników został Gary Lineker, autor hat-tricka. Wynik starcia Maroko – Portugalia (3:1) i rezultaty w pozostałych grupach zapewniły podopiecznym Piechniczka awans do 1/8 finału z trzeciej pozycji. Tam trafili na rewelacyjną Brazylię. Pary i wyniki ułożyły się następująco:

Polska – Brazylia 0:4
Francja – Włochy 2:0
Maroko – RFN 0:1
Meksyk – Bułgaria 2:0
Argentyna – Urugwaj 1:0
ZSRR – Belgia 3:4
Dania – Hiszpania 1:5
Anglia – Paragwaj 3:0

Jak na ironię, Polacy dostali największe bęcki w swoim najlepszym spotkaniu. Wynik 0:4 nie odzwierciedla boiskowych poczynań, choć nie można nie oddać Canarinhos ich futbolowego kunsztu. Mundialową atmosferę w polskiej ekipie opisywał Waldemar Matysik w książce Piechniczek. Tego nie wie nikt:

„W Meksyku byliśmy inną drużyną niż w Hiszpanii. W tamtej chcieli grać wszyscy. W tej atmosfera była niezdrowa. Zawodnicy, którzy pierwszy raz przyjechali na mistrzostwa, marzyli o naszym sukcesie sprzed czterech lat. Niby byliśmy razem, ale czuło się, że nie mamy jednego celu. Piłkarze podchodzili do Zbyszka Bońka, który miał dużo do powiedzenia. Chcieli mu się przypodobać, żeby szepnął słowo o tym albo tamtym piłkarzu. Nie tak powinno to wyglądać”.

Od początku meksykańskich rozgrywek świat zadziwiało kilku wirtuozów futbolu. Kat Polaków, Gary Lineker, był tylko jednym z nich. Błyszczeli również m. in. Emilio Butragueño, Michel Platini, Socrates, Preben Elkjaer Larsen. Największą gwiazdą turnieju był jednak Diego Maradona. Argentyńczyk już w wieku trampkarza zadziwiał swój kraj. Kiedy Europa dostrzegła, że nad La Platą dorasta futbolowy diament, szybko zaczęła na niego polować. Oficjalnie próbowały kluby angielskie i Juventus. Bez skutku. Argentyna nie chciała dać odejść swojemu największemu synowi. Dopiero 10 milionów dolarów wyłożone przez Barcelonę zadziałały na działaczy Boca Juniors. Jego pobyt w Katalonii bardziej rozczarował niż zachwycił. Zachorował na żółtaczkę, był bardzo kapryśny i humorzasty, a przez jego naciski zwolniono trenera Udo Lattkę, zastępując go rodakiem, Cesarem Luisem Menottim.

fot. fcbarcelona.com

Niezadowolenie Maradony i z Maradony w Barcelonie wykorzystało Napoli, płacąc za niego w 1984 roku 12 mln dolarów. Nieco wcześniej do zawodnika przyleciał trener kadry narodowej, Carlos Bilardo. Ich rozmowa była bardzo owocna i stanowiła podwaliny pod przyszły sukces Argentyny na Mistrzostwach Świata w Meksyku.

„Rozmawiałem z nim u niego w domu przez pięć godzin, do jakiejś trzeciej nad ranem. Wyjaśniłem mu, jak widzę grę drużyny, a on był zachwycony. Miałem przed sobą znakomitego zawodnika, który mógł zostać najlepszym piłkarzem na świecie”. 

Bilardo zrobił podobny manewr, jaki w 2013 roku wykonał Adam Nawałka względem Roberta Lewandowskiego. Uznał Maradonę za najważniejszy element układanki, przekazał opaskę kapitana i powierzył kierowanie całą grupą. Ponadto Diego nie musiał przestrzegać wielu żelaznych reguł, którym poddani byli inni piłkarze z Ameryki Południowej. Miał też własnego fizjoterapeutę, masażystę i psychologa. Bilardo nie miał wątpliwości:

„Od samego początku wiedziałem, że musi podlegać innym regułom. Powiedziałem sobie: z jednej strony jest Maradona, z drugiej reszta drużyny”.

Wielu zawodnikom, zwłaszcza tym będącym w złotej kadrze z 1978 roku, nie podobały się takie zagrywki. Najbardziej dotknęły dotychczasowego kapitana, Daniela Passarellę. Kto by nie narzekał i jakich zarzutów pod adresem Maradony nie wymyślał, musi przyznać, że plan Bilardo zdawał egzamin od samego początku mistrzostw. Diego niemal w pojedynkę pchał argentyński wózek do kolejnych etapów rozgrywek.
Ćwierćfinałowe starcie Argentyny z Anglią miało mnóstwo podtekstów, również politycznych. Od marca do czerwca 1982 roku między państwami toczyła się Wojna o Falklandy (Malwiny). Pochłonęła ponad 900 ofiar i zakończyła się zwycięstwem europejczyków. Na mecz do Meksyku nadlatywały samoloty pełne argentyńskich kibiców, ogłaszających, że „pomszczą śmierć swoich braci poległych na Falklandach”. Piłkarze jednej i drugiej drużyny dostali całkowity zakaz wypowiadania się na tematy stricte polityczne. Nery Pumpido, argentyński golkiper, nie przebierał jednak w słowach:

„Wygrana z Anglią będzie podwójnie radosna, gdyż odpłaci wszytko to, czego doświadczyliśmy na Malwinach”.

Bezbramkowy remis po pierwszej połowie nie zapowiadał tego, co wydarzy się w drugiej odsłonie. W 51. minucie Maradona i Shilton zawiśli w powietrzu, oczekując na zbliżającą się piłkę. Ta za moment wpadła do siatki. Argentyńczycy zaczęli się cieszyć, a Anglicy protestować. Ich zdaniem Maradona trafił futbolówkę ręką. Powtórki potwierdziły słuszność ich protestów.

fot. fifa.com

Dwieście sekund później argentyńska „10” przeprowadziła akcję zwieńczoną golem, uznanym za najpiękniejszą bramkę poprzedniego stulecia. Maradona dopadł do piłki na swojej połowie i pognał samotnym rajdem aż pod angielską bramkę, mijając po drodze pięciu przeciwników, kładąc „na tyłku” Petera Shiltona i pewnie podwyższając prowadzenie.

„Kiedy dostałem piłkę na prawym skrzydle i zobaczyłem, że Peter Ried nie zdąży mi przeszkodzić, poczułem straszną chęć, by biec przed siebie, bo nikt mnie nie zatrzyma”.

Pod koniec spotkania rozmiary porażki zmniejszył Lineker. Wynik 2:1 zapewnił Argentynie strefę medalową. Diego po spotkaniu odrzucał zarzuty oszustwa, tłumacząc:

„To nie ja zagrałem ręką. To była ręka Boga”.

Zawodnik Napoli miał w zwyczaju odnosić się do zjawisk nadprzyrodzonych oraz strefy sacrum. Zwycięstwa zawdzięczał Bogu, a po porażkach lub np. nietrafionym rzucie karnym mówił, że to diabły stoją za niepowodzeniem. Po półfinałowym starciu z Belgią mógł mówić jedynie o Bogu. Dwa gole Maradony zapewniły ekipie Bilardo zwycięstwo 2:0. Do finału, po zwycięstwie w takim samym wymiarze z Francją, awansowała RFN.
Starcie o trzecie miejsce padło łupem Francuzów, którzy po dogrywce pokonali Belgię 4:2. Faworytami wielkiego finału byli Argentyńczycy. Cała Ameryka Południowa i Środkowa trzymała za nich kciuki. Swoją wiarę opierali w Maradonie. Na dzień przed meczem Hugh McIlvanney napisał na łamach Observer:

„Nigdy w trakcie pięćdziesięcioletniej historii piłkarskich mistrzostw świata talent jednego gracza nie zdominował w takim stopniu całego turnieju. Nie streści się wszystkiego w jednym zdaniu, że obecnie jest po prostu najlepszym i najbardziej ekscytującym graczem. Od samego początku wszystkie jego poczynania na boisku są zarazem publiczną deklaracją, że upatrzył sobie Stadion Azteków na miejsce, gdzie da popis swego geniuszu”.

FIFA doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że największe grono odbiorców Mistrzostw Świata znajduje się w Europie. Aby finałowe starcie miało jak największą publikę przed telewizorami, ustalono, że zostanie rozegrane w samo południe czasu miejscowego. Spotkało się to z wielkim sprzeciwem zawodników. Toni Schumacher, bramkarz Zachodnich Niemiec mówił:

„Pocę się, mam sucho w gardle. Murawa jest jak wysuszone gówno: twarda, dziwna, wroga. Słońce pada prostopadle z góry i eksploduje na naszych głowach. Jeden drugiemu robi cień. Mówią, że to dobre dla telewizji”.

Sucha murawa, upał i skwar z nieba nie zatrzymały Maradony. Jego popisy oglądało prawie 115 tysięcy osób na Stadionie Azteków i miliony przed telewizorami. Po golach Browna i Valdano Argentyna prowadziła 2:0. Europejczycy zdołali doprowadzić do wyrównania za sprawę trafień Rummenigge i Vollera. Kiedy zapowiadało się na dogrywkę, ostateczny cios zadali podopieczni Bilardo. Duży udział miał w tym Boski Diego. To po jego zagraniu decydującego gola strzelił Jorge Burruchaga. Drugi tytuł dla Argentyny stał się faktem.

Turniej w Meksyku uczynił z Maradony piłkarskiego Boga. Dziś wiele mówi się, że Leo Messi zepchnął go z pozycji najlepszej argentyńskiej „10” w historii. Kibice nie mają wątpliwości, że aby to stwierdzenie stało się faktem, zawodnik Barcelony musi wejść w buty Diego i, podobnie jak on 32 lata temu, poprowadzić swoją reprezentację po złoto w Rosji. Czy się uda? Na zdrowy rozsądek nic na to nie wskazuje. Wydaje się, że jest na świecie kilka mocniejszych drużyn od Argentyny. Ale w piłce rzadko wygrywa zdrowy rozsądek.

fot. wyr. yukoart.com

__________________

Sprawdź poprzednie artykuły mundialowego cyklu:
1.Mundial 1930: Ale finał gramy naszą!
2.Mundial 1934: Propaganda faszyzmu
3.Mundial 1938: Zwycięstwo albo śmierć
4.Mundial 1950: Maracanazo
5.Mundial 1954: Aranycsapat
6.Mundial 1958Narodziny superduetu – Pele i Garrincha
7.Mundial 1962: Taniec Garrinchy
8.Mundial 1966: God, Save the Queen!
9.Mundial 1970: Trzecia korona Pelego
10.Mundial 1974: Polska, Polska, Polska!
11.Mundial 1978Futbol w cieniu krwawej polityki
12.Mundial 1982: Po medal wbrew wszystkiemu

__________________

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*