Mundial 1990: Polak w wielkim finale

Mundial 1990: Polak w wielkim finale

Doskonale zdaję sobie sprawę, że zdanie, które zaraz napiszę, może Was nieco zniechęcić do przeczytania tego tekstu, ale faktów i wydarzeń nie da się oszukać. Mistrzostwa Świata w 1990 roku we Włoszech były jednymi z najnudniejszych w historii. Piłkarze strzelali mało goli, grali brutalnie i przede wszystkim zabrakło meczów, które moglibyśmy wspominać z zapartym tchem. Uczestnicy bardzo chwalą jednak organizację i otoczkę mundialu na Półwyspie Apenińskim. Choć zabrakło na nim reprezentacji Polski, jeden z naszych rodaków miał zaszczyt wziąć udział w wielkim finale. Jak do tego doszło? Jak wspomina te chwile? Dlaczego reprezentacje Chile i Meksyku zostały wykluczone z walki o najważniejszy piłkarski turniej? Dlaczego po raz pierwszy zrezygnowano z oficjalnej ceremonii otwarcia rozgrywek? Który bramkarz był prekursorem dalekich, znanych dziś jako „Neuerowych”, wycieczek poza pole karne? Odpowiedzi na te pytania i masę innych ciekawostek o Mundialu 1990 znajdziecie w poniższym artykule.

Chęć organizacji 14. edycji Mistrzostw Świata wyraziło aż 16 państw. Od dawna wiadome było, że wyścig wygra ktoś z Europy. Oficjalne oferty zgłosiło 8 krajów: Anglia, Austria, Francja, Grecja, Jugosławia, RFN, Włochy i ZSRR. W maju 1984 roku FIFA postanowiła, że Mundial 1990 zostanie rozegrany we Włoszech. Wszyscy uczestnicy światowego czempionatu, począwszy od piłkarzy i trenerów, przez sędziów i delegatów, kończąc na kibicach, zgodnie stwierdzają, że zdecydowanie najlepsze turnieje organizują kraje po uszy zakochane w futbolu. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo Italia kocha piłkę nożną. W związku z tym z rozgrywkami w 1990 roku wiązano wielkie nadzieje. Maskotką rozgrywek, jedną z najpopularniejszych i najbardziej oryginalnych w dziejach, został Ciao. Prawdopodobnie nie ma na świecie kibica, który nie kojarzy postaci wzorowanej na klocki lego z piłką w miejscu głowy.

Znakomicie prezentował się także oficjalny plakat. Przedstawiał boisko piłkarskie usytuowane w centrum wizytówki Włoch, rzymskiego Koloseum.

W eliminacjach do mistrzostw wystartowało 105 drużyn. Dwa zwycięstwa z Albanią i remis ze Szwecją nie wystarczyły Polsce do awansu. Nasi piłkarze musieli uznać wyższość Skandynawów oraz Anglików i pierwszy raz od 1974 roku turniej oglądali w telewizji. Warto przy tej okazji wspomnieć o Klątwie Bońka. Były zawodnik m.in. Widzewa, Juventusu i Romy w mocnych słowach zareagował na krytykę po odpadnięciu drużyny Antoniego Piechniczka w 1/8 finału Mundialu 1986:

„Wszystkim się w głowach poprzewracało. Już sam awans do mistrzostw jest wielkim sukcesem. Jeszcze zatęsknimy za polskimi awansami”.

Trzeba przyznać, że szybko zatęskniliśmy. Podczas gdy nasza piłka popadała w coraz większy marazm, swoje problemy w eliminacjach mieli również Duńczycy i Francuzi, kolejno przyszli Mistrzowie Europy i Świata, którzy nie zdołali zakwalifikować się na włoski turniej. Ciekawe rzeczy działy się w strefie CONCACAF. Meksyk, największy faworyt, został zdyskwalifikowany za fałszowanie paszportów swoich zawodników, by mogli wystąpić na Mistrzostwach Świata do lat 20. Na południe od Meksyku o awans walczyły drużyny Chile i Brazylii. Ich grupowy rywal, Wenezuela, był jedynie dostarczycielem punktów. W Chile padł remis 1:1. W 67. minucie rewanżu na Maracanie, przy prowadzeniu gospodarzy 1:0, chilijscy zawodnicy zeszli z boiska, gdyż z bólu zwijał się ich bramkarz, Roberto Rojas, rzekomo trafiony racą wyrzuconą z trybun. Spotkanie miało być powtórzone, jednak śledztwo i powtórki wykazały, że golkiper sfingował całą akcję, przygotowując nieco przypaloną bluzę i raniąc swoją twarz żyletką, schowaną przed meczem w rękawicy. Finalnie FIFA ukarała Chilijczyków walkowerem i zakazem udziału w kwalifikacjach do kolejnych mistrzostw. Ponadto na Rojasa nałożono dożywotnią dyskwalifikację. Kara została anulowana w 2001 roku, dzięki czemu futbolowy oszust mógł zostać trenerem.

fot. images.ole.com.ar

Walkę o tytuł toczono w dniach 8 czerwca – 8 lipca 1990 roku. Do Argentyny (aktualny Mistrz Świata) i Włoch dołączyli: Anglia, Austria, Belgia, Czechosłowacja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Jugosławia, RFN, Rumunia, Szkocja, Szwecja, ZSRR, Argentyna, Brazylia, Kolumbia, Urugwaj, Kostaryka, USA, Egipt, Kamerun, Korea Południowa i Zjednoczone Emiraty Arabskie. System rozgrywek był taki sam jak cztery lata wcześniej. Uczestnicy zostali podzieleni na sześć czterozespołowych grup, z których awans do fazy pucharowej wywalczały dwie najlepsze ekipy każdej z nich oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Podział na grupy prezentował się następująco:

Grupa A: Austria, Czechosłowacja, Stany Zjednoczone, Włochy
Grupa B: Argentyna, Kamerun, Rumunia, ZSRR
Grupa C: Brazylia, Kostaryka, Szkocja, Szwecja
Grupa D: Jugosławia, Kolumbia, RFN, Zjednoczone Emiraty Arabskie
Grupa E: Belgia, Hiszpania, Korea Południowa, Urugwaj
Grupa F: Anglia, Egipt, Holandia, Irlandia

Organizatorzy bardzo obawiali się brytyjskich kibiców, w związku z czym mecze grupy F były rozgrywane na stadionach w Palermo i Cagliari, gdzie służby były najlepiej przygotowane na ewentualne ekscesy chuliganów. Oprócz Stadio La Favorita i Stadio Sant’Elia, organizatorzy przygotowali jeszcze 10 obiektów: w Rzymie, Neapolu, Mediolanie, Turynie, Bari, Florencji, Genui, Weronie, Udine i Bolonii.
Podczas budowy i przebudowy obiektów śmierć poniosło ponad 20 robotników. Aby oddać im hołd, prezydent Włoch, Francesco Cossiga, zrezygnował z oficjalnej ceremonii otwarcia. Rozgrywki zainaugurowało starcie Argentyny z Kamerunem, zakończone nieoczekiwanym zwycięstwem Nieposkromionych Lwów 1:0. Przy bocznej linii z chorągiewką biegał nasz rodak, Michał Listkiewicz. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej opowiedział nam o kulisach swojej pracy:

„Przed mundialem we Włoszech była audiencja u papieża Wojtyły. Miałem zaszczyt stać obok niego i przedstawiać kolejnych sędziów. Po wszystkim odbyło się wspólne spotkanie i papież mówił, że szkoda, że na turnieju nie gra reprezentacja Polski, bo chciałby kibicować, no ale skoro jest polski sędzia, pan Michał, to będzie się za niego modlił”.

Modlitwy Ojca Świętego okazały się skuteczne. Listkiewicz pobił rekord Mistrzostw Świata, sędziując na linii aż 8 spotkań na jednym turnieju, w tym właśnie mecz otwarcia i wielki finał.
Zanim jednak dotrzemy do finału, skupmy się na zmaganiach grupowych. Porażka z Kamerunem spowodowała, że Argentyńczycy do ostatniej kolejki musieli zażarcie walczyć o wyjście z grupy. Po zwycięstwie 2:0 nad ZSRR i remisie 1:1 z Rumunią udało im się znaleźć w gronie czterech najlepszych drużyn z trzecich miejsc i rzutem na taśmę awansować do 1/8 finału. Pierwsze miejsce w tabeli niespodziewanie zajął rewelacyjny Kamerun, choć w ostatnim starciu tej fazy został boleśnie sprowadzony na ziemię, przegrywając 0:4 ze Związkiem Radzieckim. Drugą pozycję zajęła Rumunia. To właśnie w meczu z Rumunią narodziła się mundialowa legenda strzelca dwóch goli, 38-letniego wówczas Rogera Milli.

fot. pinimg.com

Z grup A i C wyszły tylko po dwie ekipy. W tej pierwszej bezkonkurencyjni okazali się Włosi i Czechosłowacy, tę drugą zdominowali przybysze z Ameryki Południowej i Środkowej. Brazylia i Kostaryka wysłały przy okazji do domu Szwedów i Szkotów. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Korea Południowa i Egipt przyjechały do Italii bardziej w roli turystów niż ekip walczących o wysokie cele.
W kolejnym etapie rozgrywek doszło do kilku nieprecedensowych wydarzeń. Już w 1/8 los skojarzył ze sobą odwiecznych rywali, Argentynę i Brazylię. Z wielkiej chmury spadł mały deszcz, minimalne zwycięstwo 1:0 odnieśli zawodnicy znad La Platy. Czechosłowacja pomściła drużyny z północnej Europy i pewnie ograła Kostarykę 4:1. Trzy gole zdobył Tomas Skuhravy. Hat-tricków na Mistrzostwach Świata było już sporo, ale Skuhravy był pierwszym zawodnikiem, który triplet zaliczył wyłącznie po uderzeniach głową. Czwarty remis zanotowała Irlandia, po czym okazała się lepsza od Rumunii w serii rzutów karnych i zameldowała się w 1/4 finału bez wygrania ani jednego meczu. Przez wiele miesięcy przed rozpoczęciem turnieju Kolumbijczycy szczycili się, że grają w polu w jedenastu, ponieważ ich bramkarz, René Higuita, często wybiega daleko przed pole karne, pełniąc wówczas rolę ostatniego obrońcy. Można śmiało powiedzieć, że to jego grę naśladował Manuel Neuer. Niemcowi nie przydarzył się jeszcze wielki klops na arenie międzynarodowej (choć w tym momencie niektórzy mogą przypomnieć mecz Interu z Schalke w Lidze Mistrzów), podczas gdy Higuita po dalekim wyjściu ze swojej bramki podarował Kamerunowi gola w dogrywce. Z jego nieudanego dryblingu na 30. metrze skrzętnie skorzystał Milla. Nieposkromione Lwy wygrały 2:1. Jeden z najstarszych zawodników rozgrywek zaliczył drugi dublet i wprowadził swoją drużynę do historycznego ćwierćfinału. Historycznego, bo pierwszego dla zespołów z Afryki.

fot. goal.com

To właśnie starcie zawodników z Afryki przeciwko Anglii okazało się zdecydowanie najlepszym widowiskiem w 1/4 finału. Po remisie 2:2 w regulaminowym czasie gry, w dogrywce gola z rzutu karnego zdobył niezawodny Lineker. Największa sensacja i najbardziej pozytywna drużyna całego mundialu musiała pakować manatki i wracać do domu. Pozostałe ćwierćfinały wypada jedynie wspomnieć. Emocji było w nich jak na lekarstwo. Niemcy wygrali z Czechosłowacją, a Włosi z Irlandią po 1:0. Zwycięzcę bezbramkowego meczu Argentyna – Jugosławia wyłoniła seria jedenastek. Pomimo pudeł Maradony i Troglio, do półfinału awansowali aktualni Mistrzowie Świata.
W strefie medalowej Argentyna trafiła na Włochów, a Anglia na RFN. Znowu mieliśmy bliźniacze pojedynki. Po remisach 1:1, w jednym i drugim doszło do konkursów rzutów karnych. Wojny nerwów wygrali Niemcy i Argentyńczycy. Cała Italia zalała się łzami.
Na ich otarcie przyszło zwycięstwo 2:1 nad Anglią w „finale pocieszenia”, jak zwykło się mawiać na mecz o trzecie miejsce. Na wielki finał jedenastki Argentyny i Niemiec wyprowadzał m.in. Michał Listkiewicz.

Trójka sędziowska z liniowym Listkiewiczem oraz kapitanowie, Diego Maradoną i Lotharem Matthäusem.

„Mundiale są moim największym sukcesem zawodowym. Przede wszystkim byłem jedynym Polakiem w ścisłym finale. Tak jak kiedyś była klątwa Bońka, że długo nie awansujemy do finałów, co trwało przez 16 lat, tak ja powiedziałem, że stawiam świetną kolację Polakowi, który będzie w finale Mistrzostw Świata. W jakiejkolwiek roli, nawet niech strzyże trawę, maluje linie albo jako dziecko wyprowadza piłkarza na boisko. Nadal czekam, może w Rosji się uda. Może nawet reprezentacji Polski?”*

Sam finał był taki, jak większość turniejowych spotkań. Mówiąc delikatnie, mało atrakcyjny. Padł tylko jeden gol, autorstwa Andreasa Brehme z, niespodzianka, rzutu karnego. Więcej było nieczystej gry niż piłkarskich emocji. Obrońcy tytułu kończyli mecz w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Monzona i Dezottiego. Franz Beckenbauer powtórzył osiągnięcie Brazylijczyka Zagalo, sięgając po Mistrzostwo Świata jako piłkarz i trener.

fot. fifa.com

Polski sędzia był bardzo chwalony za swoje poczynania na Mistrzostwach Świata. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o głównych bohaterach turnieju. Snajperzy nie palili się zbytnio do strzelania goli. Średnio na mecz padło zaledwie 2,21 gola. Statystyka wygląda jeszcze gorzej, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko regulaminowe 90 minut gry – 2,10 gola/mecz. Jest to najgorszy wynik w historii mundiali. Włoskie finały były znakomitym pretekstem do dyskusji na temat, co zrobić, aby w futbolu padało więcej goli. Pomysłów było wiele. Wśród nich najbardziej oczywiste: zwiększenie rozmiarów bramek lub granie bez spalonego. O marazmie rozgrywek z 1990 roku trafnie pisał Eduardo Galeano w Blaskach i cieniach futbolu:

„Na włoskich mistrzostwach królował futbol nudny, pozbawiony śmiałości i piękna”.

*Naszą rozmowę z Michałem Listkiewiczem możecie przeczytać tutaj.

__________________

Sprawdź poprzednie artykuły mundialowego cyklu:
1.Mundial 1930: Ale finał gramy naszą!
2.Mundial 1934: Propaganda faszyzmu
3.Mundial 1938: Zwycięstwo albo śmierć
4.Mundial 1950: Maracanazo
5.Mundial 1954: Aranycsapat
6.Mundial 1958Narodziny superduetu – Pele i Garrincha
7.Mundial 1962: Taniec Garrinchy
8.Mundial 1966: God, Save the Queen!
9.Mundial 1970: Trzecia korona Pelego
10.Mundial 1974: Polska, Polska, Polska!
11.Mundial 1978Futbol w cieniu krwawej polityki
12.Mundial 1982: Po medal wbrew wszystkiemu
13.Mundial 1986Boska ręka Diego Maradony

__________________

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*