BELO HORIZONTE, BRAZIL - JULY 08: Thomas Mueller of Germany celebrates scoring his team's first goal past Julio Cesar of Brazil during the 2014 FIFA World Cup Brazil Semi Final match between Brazil and Germany at Estadio Mineirao on July 8, 2014 in Belo Horizonte, Brazil.  (Photo by Jamie McDonald/Getty Images)

Mundial 2014: Niemiecka samba

Lądujemy! Od stycznia, w każdą środę, prezentowaliśmy kulisy kolejnych edycji najważniejszej piłkarskiej imprezy na świecie. Dziś dotarliśmy do ostatniej, tej z 2014 roku. Czy Brazylijczycy, po uszy zakochani w piłce nożnej, cieszyli się z organizacji turnieju? Czym w mundialowych kronikach zasłynął Marcelo? Za sprawą którego zawodnika Latający Holender nie kojarzy się już jedynie ze statkiem? Dlaczego wgryzienie się Suareza w ramię Chielliniego nie powinno być odbierane aż tak negatywnie? Kogo od chwały dzielił zaledwie centymetr? Kto przeprowadził jedną z najważniejszych zmian w historii futbolu? Komu „gruby” Ronaldo życzył jak najgorzej? Jak ćwierćfinałowa kontuzja Neymara zapoczątkowała największą piłkarską tragedię w Brazylii od 1950 roku? Zapraszamy do lektury.

Po Mundialu w 1950 roku płakała cała Brazylia. Turniej organizowany w Kraju Kawy zakończył się nieoczekiwaną klęską z Urugwajem. Ludzie umierali po zawałach, atakach serca, inni popełniali samobójstwa. 64 lata później piłkarze w kanarkowych koszulkach mogli przepędzić złe duchy i wyrównać porachunki z przeszłości. Swoistą próbą generalną przed brazylijskimi Mistrzostwami Świata miał być Puchar Konfederacji rozegrany w czerwcu 2013 roku. Turniej przeobraził się w swoistą wojenkę domową. W sumie ponad dwa miliony Brazylijczyków wyszło na ulice, by protestować przeciwko przyszłorocznemu czempionatowi. Źle ubrałem swoje myśli w słowa, wytłumaczę to nieco szerzej. Marzeniem każdego Brazylijczyka są wielkie piłkarskie rozgrywki na terenie ich państwa. Doskonale wiemy, że dla nich piłka nożna jest drugim, po Jezusie Chrystusie, bóstwem. Pojmują futbol jak religię. Ludzie protestowali więc nie przeciwko samemu mundialowi, a stylowi i pompie, z jaką miał zostać zorganizowany.

fot. theatlantic.com

Na transparentach można było dojrzeć napisy: „Mistrzostwa nie uczą”, „Nie chcemy mistrzostw, chcemy metra”, „Japonio, weź nasz futbol w zamian za twoją edukację”, „Ile szkół zmieści się na Mane Garrincha?”. Rząd obiecał, że organizacja turnieju podniesie standard życia, Brazylia zaliczy skok gospodarczy, a jego pochodną będą nowe szpitale, infrastruktura, lepsze zarobki. Tymczasem postawiono jedynie na pokazówkę, co obywatele dosadnie zrozumieli właśnie podczas Pucharu Konfederacji. Władze ubzdurały sobie m.in., że jedną z aren piłkarskich zmagań będzie Arena da Amazônia w Manaus, mieście położonym w sercu Amazonii, gdzie piłka nożna występuje co najwyżej na czwartym poziomie rozgrywkowym, a na mecze przychodzi maksymalnie po kilkaset osób. Równie niepoważnym pomysłem były stadiony w Cuiabie i Natalu, miastach z piłką, kolejno, trzcio- i drugoligową. Stadiony ochrzczono terminem „białych słoni” (elefante blanco), rzeczy równie pięknych, co bezużytecznych. Niczym figurka z porcelany.

Stadion w Manaus. /fot. amazonasatual.com.br

Protestujący skandowali, że rządzący mają naprawdę bezlitosne poczucie humoru, że stawiają stadiony w dżungli, podczas gdy ponad 15 mln Brazylijczyków musi przeżyć za 30$ miesięcznie. Bardzo mocny i emocjonalny film wyświetlała w swoim kinie Carla Dauden, jedna ze strajkujących. W jednym z jego fragmentów padały słowa:

„Mundial będzie kosztował trzydzieści miliardów dolarów, więcej niż poprzednie trzy mundiale łącznie. Proszę mi zatem powiedzieć: kraj, gdzia analfabetyzm może osiągać 21 procent, a średnia wynosi 10 procent; kraj, który zajmuje osiemdziesiąte piąte miejsce w klasyfikacji wskaźnika rozwoju społecznego na świecie; kraj, w którym trzynaście milionów ludzi każdego dnia cierpi głód, z których mnóstwo umiera w oczekiwaniu na leczenie… Potrzebują państwo więcej danych?”.

Finalnie czempionat pochłonął 14,5 mld dolarów, co i tak jest astronomiczną sumą. Z protestującymi solidaryzowali się aktywni zawodnicy, jak choćby Dani Alves, Fred, David Luiz i Hulk oraz byłe gwiazdy Kanarków, Rivaldo i Romario. Ten drugi po karierze piłkarskiej zajął się polityką. Ich wielkim oponentem był Pele, co jednak wcale nie dziwi. Król futbolu od dawna śpiewał tak, jak zagrała mu FIFA. Do strajkujących zwracał się słowami:

„Zapomnijmy o niesnaskach i skupmy się tylko na reprezentacji. Musimy pomścić klęskę z 1950 roku”.

Neymar napisał na swoim facebooku:

„Jest mi smutno, gdy patrzę na to, co dzieje się w Brazylii. Liczyłem na to, że nigdy nie dojdzie do wyjścia na ulice, żeby uzyskać lepsze środki transportu, poprawę służby zdrowia, edukacji i bezpieczeństwa. Wszystko to jest OBOWIĄZKIEM rządu. Kocham swój kraj, ale ja też chcę Brazylii bardziej sprawiedliwej, bezpieczniejszej, zdrowszej i UCZCIWSZEJ!”.

Caps lock użyty przy pisaniu słowa „uczciwszej” był pstryczkiem w kierunku ogólnie panującej korupcji i kolesiostwu, które były widoczne gołym okiem przy organizacji czempionatu.
Jednym z pracowników biorących udział w przygotowaniu imprezy był Gabriel Jesus.

W 2014 roku malował chodniki, dziś zarabia miliony w Manchesterze City i przebywa na zgrupowaniu reprezentacji Brazylii przygotowującej się do Mundialu w Rosji. Mieszkańcy dzielnicy, w której pracował przed czterema laty, przygotowują wielki mural z jego podobizną.

W eliminacjach do brazylijskich Mistrzostw Świata wzięły udział 202 drużyny. Rozbitą po zupełnie nieudanym Euro 2012 reprezentację Polski przejął Waldemar Fornalik. Niestety, w zespole nadal nie było chemii, piłkarze nie nadawali na tych samych falach. Efektem było dopiero czwarte miejsce w grupie z Anglią, Ukrainą, Czarnogórą, Mołdawią i San Marino. Po uszach najbardziej obrywał Robert Lewandowski, który, cytując klasyka, w Borussii umie strzelać, a w kadrze to mu się nie chce! Życie pokazało, że te słowa były nad wyraz przesadzone.
Biało-Czerwoni nie mogli zatem skorzystać z brazylijskiej gościnności, bardzo chwalonej przez ekipy z wywalczonym awansem. A były to: Iran, Korea Południowa, Japonia, Australia, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kamerun, Nigeria, Ghana, Algieria, Argentyna, Kolumbia, Chile, Ekwador, Stany Zjednoczone, Kostaryka, Honduras, Belgia, Włochy, Niemcy, Holandia, Szwajcaria, Rosja, Bośnia i Hercegowina, Anglia, Hiszpania, Chorwacja, Francja, Grecja, Portugalia, Meksyk, Urugwaj. Zostały podzielone, zgodnie z systemem rozgrywek obowiązującym od 1998 roku, na osiem czterozespołowych grup:

Grupa A: Brazylia, Chorwacja, Kamerun Meksyk
Grupa B: Australia, Chile, Hiszpania, Holandia
Grupa C: Grecja, Japonia, Kolumbia, Wybrzeże Kości Słoniowej
Grupa D: Anglia, Kostaryka, Urugwaj, Włochy
Grupa E: Francja, Ekwador, Honduras, Szwajcaria
Grupa F: Argentyna, Bośnia i Hercegowina, Iran, Nigeria
Grupa G: Ghana, Niemcy, Portugalia, Stany Zjednoczone
Grupa H: Algieria, Belgia, Korea Południowa, Rosja

Mecze rozgrywano w dniach 12 czerwca – 13 lipca 2014 roku na dwunastu imponujących, jednak bardzo przepłaconych stadionach w dwunastu miastach: Rio de Janeiro, Brasília, Sao Paulo, Fortaleza, Belo Horizonte, Salvador, Recife, Porto Alegre, Cuiabá, Manaus, Natal i Curitiba.
Mundial zainaugurowały ekipy Brazylii i Chorwacji. Już na otwarcie byliśmy świadkami historycznej rzeczy. W 11. minucie na listę strzelców wpisał się Marcelo. Defensor Realu Madryt nie uszczęśliwił ponad 62-tysięcznej publiczności w Sao Maulo. Trafił do własnej bramki. Nigdy wcześniej mundialowego worka z bramkami nie otworzyło trafienie samobójcze. Pomimo słabego początku, gospodarze zdołali z nawiązką odrobić straty. Do zwycięstwa prowadził ich kapitan Neymar, autor dwóch goli. Trzeciego dorzucił Oscar.

Canarinhos zdołali wyjść z grupy z pierwszego miejsca, ale nie zachwycali swoją grą. Awans wywalczył również Meksyk.
Najważniejszym i najbardziej zaskakującym wydarzeniem w grupie B było odpadnięcie Hiszpanii, obrońców mistrzowskiego tytułu. Marzenia piłkarzy z Półwyspu Iberyjskiego o ponownym triumfie pogrzebali już w pierwszym starciu Holendrzy, deklasując ekipę Del Bosque aż 5:1. Louis van Gaal przygotował młodą, autorską, niedoświadczoną ekipę, od której nikt niczego nie wymagał. W starciu z wielkimi Hiszpanami zaimponowali przede wszystkim w grze w defensywie. W ofensywie nie do powstrzymania byli weterani. Arjen Robben i Robin van Persie ustrzelili po dublecie, piątą bramkę zdobył De Vrij. Latający Holender na długo pozostanie jednym z najpiękniejszych obrazków w dziejach światowego czempionatu.

fot. slate.com

Po tak mocnym początku Oranje z kompletem zwycięstw wygrali grupowe zmagania. Za ich plecami zameldowali się waleczni Chilijczycy.
W grupie C rządziła i dzieliła Kolumbia. Los Cafeteros, osłabieni brakiem swojej największej gwiazdy, Radamela Falcao, byli dyrygowani przez Jamesa Rodrigueza. Trzy zwycięstwa zapewniły im awans do 1/8 finału. Na ostatnie pięć minut starcia z Japonią na boisku zameldował się Faryd Mondragón. Był to swoisty prezent otrzymany od trenera Pekermana. Golkiper trzy dni wcześniej obchodził bowiem swoje urodziny. 43. urodziny, dzięki czemu stał się najstarszym uczestnikiem w historii światowych rozgrywek. Jego wynik może niebawem wyśrubować ponad 45-letni bramkarz Egiptu, Essam El Hadary. Drugie miejsce zajęła Grecja.
Anglia, Kostaryka, Urugwaj, Włochy – wybuchowa mieszanka w grupie D, zgodnie uznanej za grupę śmierci. Awans miał się rozstrzygnąć między byłymi Mistrzami Świata. Kostaryka, uchodząca za Kopciuszka i atakująca poniekąd z drugiego rzędu, nieoczekiwanie pokonała na początek Urugwaj 3:1. Koniec niespodzianek? Skądże. Zwycięstwo 1:0 z Włochami i bezbramkowy remis z Anglią zapewnił jej promocję do kolejnej fazy rozgrywek. Brytyjczycy zakończyli swój udział z zaledwie jednym zdobytym punktem. Wszystkie rozstrzygnięcia w tym gronie przyćmiło wydarzenie ze starcia Włochów z Urugwajem. Stawką było wyjście z grupy. W zamieszaniu podbramkowym w 79. minucie Luis Suarez ugryzł w ramię Giorgio Chielliniego. Sędzia tego nie zauważył, więc nie ukarał zawodnika, ale kamery telewizyjne z łatwością wychwyciły zdarzenie. Dwie minuty później Diego Godin trafił do siatki Buffona, dzięki czemu Urusi wygrali 1:0, a Włosi zaczęli pakować się w drogę do domu. Dla Suareza mecz się nie zakończył. FIFA doskonale wiedziała, że nie był to pierwszy taki wybryk krewkiego napastnika. Wcześniej ofiarami jego wampirzych ekscesów padli Otman Bakkal i Branislav Ivanović. Wymierzyła więc bardzo surową karę:

„Urugwajczyk Luis Suarez został zawieszony na 9 meczów i wykluczony z jakiejkolwiek piłkarskiej działalności na okres czterech miesięcy”.

W swojej książce Przekraczając granice snajper tłumaczy, że doskonale zdaje sobie sprawę, że zrobił źle i w zasadzie nie znajduje wytłumaczenia na swoje zachowanie. Trzeba zgodzić się z nim w dwóch kwestiach. Po pierwsze, incydent z Włochami przybrał miano mega afery, zupełnie niesłusznie. Przez jej wymiar El Pistolero stał się dla wielu kibiców wampirem, a nie jednym z najlepszych strzelców w historii. Po drugie, Suarez de facto nie zrobił Chielliniemu żadnej krzywdy. Ileż znamy przypadków, gdy boiskowi rywale łamią przeciwnikom nogi, nieraz kończąc ich kariery lub zostawiając na ich psychice dożywotni strach przed bezpośrednimi starciami? O nich nie mówi się tak wiele jak o akcji z Natalu. Jestem pewien, że Marcin Wasilewski wolałby zostać ugryziony przez Witsela, a nie pozbawiony gry na długie miesiące.

fot. marca.com

Bez niespodzianek obyło się w grupach E i F. Z tej pierwszej w grze pozostali Francuzi i Szwajcarzy. W starciu Hondurasu ze Szwajcarią (0:3) padł jedyny turniejowy hat-trick. Jego autorem został Xherdan Shaqiri. Z tej drugiej awans wywalczyły Argentyna i Nigeria.
Premierowy mecz grupy G był tytułowany jako starcie tytanów. Niemcy nie pozostawili Portugalczykom żadnych złudzeń i wygrali aż 4:0. W drugim starciu naszych zachodnich sąsiadów ponownie, tak jak cztery lata wcześniej doszło do pojedynku między braćmi Boateng. Tym razem Kevin-Prince i Jerome podzielili się punktami. Piłkarze Joachima Loewa zremisowali z Ghaną 2:2. Co ciekawe, przed ostatnią serią gier każda z drużyn miała jeszcze szanse na awans. Z takiego obrotu sprawy skrzętnie skorzystali zawodnicy z Afryki. Postawili swojej piłkarskiej federacji ultimatum, że jeśli nie otrzymają 3 mln dolarów w gotówce, odpuszczą starcie z Portugalią. Pieniądze dotarły rządowym samolotem, Czarne Gwiazdy podzieliły między sobą łup, ale mecz przegrały 1:2. Obie ekipy musiały opuścić turniej.
W najmniej interesującej grupie H awans wywalczyły reprezentacje Belgii i Algierii.

Faza 1/8 finału skojarzyła ze sobą Kolumbię i Urugwaj (2:0), Francję i Nigerię (2:0), Holandię i Meksyk (2:1), Kostarykę i Grecję (1:1, k. 5:3), Argentynę i Szwajcarię (1:0), Belgię i USA (2:1 pd.), Niemcy i Algierię oraz Brazylię i Chile. O tych dwóch ostatnich spotkaniach warto napisać nieco więcej. Zdecydowanym faworytem meczu Niemców z Algierią byli oczywiście Europejczycy. Bardzo zaskoczyła ich postawa walecznych przeciwników, w regulaminowych 90 minutach nie padła żadna bramka. Co zaskakujące, najwięcej pracy miał golkiper pewniaków, Manuel Neuer. Co prawda nie był zmuszony do spektakularnych robinsonad na linii bramkowej, jednak przez bardzo wysokie ustawienie swojej drużyny musiał przejmować rolę ostatniego obrońcy. Częściej niż w polu karnym widzieliśmy go poza nim. Jego interwencje zapierały dech w piersiach. Były znacznie bardziej widowiskowe i skuteczne od tych prezentowanych 24 lata wcześniej przez prekursora dalekich bramkarskich podróży – René Higuity.

fot. kicker.de

Niemcy, podbudowani znakomitą postawą swojego bramkarza, zdołali w dogrywce strzelić dwa gole, na które w ostatniej akcji meczu odpowiedział Djabou.
Szalony przebieg miało starcie Brazylii z Chile. Po pierwszej połowie na tablicach świetlnych widniał wynik 1:1. Gole strzelali David Luiz i Alexis Sanchez. W drugiej odsłonie dogodnych sytuacji nie brakowało, ale zabrakło rozstrzygnięcia. W dogrywce lepsi byli Chilijczycy. W bramce gospodarzy dobrze spisywał się Julio Cesar. Wszyscy myśleli już o dogrywce, gdy na 17. metrze piłkę otrzymał rezerwowy Pinilla i oddał soczysty strzał. Kiedy piłka leciała w kierunku bramki, serca brazylijskich piłkarzy i kibiców zamarły. Wiadome było, że Cesar nie będzie w stanie jej zatrzymać. Z pomocą przyszła poprzeczka. Szczęście nie opuszczało Canarinhos także w konkursie rzutów karnych. Pomimo dwóch pudeł zdołali wygrać 3:2 i awansować do ćwierćfinału. Po kilku dniach niedoszły bohater ostatniej akcji, Mauricio Pinilla, zaprezentował nowy tatuaż. Dziara obrazowała chwilę, w której napastnik trafił w obramowanie bramki. Pod nią pojawił się napis: Jeden centymetr od chwały.

fot. whoateallthepies.tv

Po wyczerpującym, ponad dwugodzinnym boju z Chile, Brazylijczyków czekał najtrudniejszy z dotychczasowych sprawdzianów. Na ich drodze stanęła drużyna prezentująca najpiękniejszy futbol na turnieju, Kolumbia. Jeśli Canarinhos myśleli o strefie medalowej, musieli wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Udało się. Rozegrali najlepszy mecz i wygrali 2:1. Sprawy w swoje ręce wzięli defensorzy, Thiago Silva i David Luiz. Honorowe trafienie było dziełem fenomenalnego Jamesa, trafiającego w każdym swoim brazylijskim występie, za każdym razem prezentując wybitne umiejętności techniczne. Tym razem skutecznie wykorzystał rzut karny. Tuż przed oddaniem strzału na jego ramieniu przysiadł zielony intruz, tworząc z piłkarzem jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów tego czempionatu.

fot. panamericanworld.com

Pokonanie Kolumbii nie obyło się bez ofiar. Przed półfinałem wykartkował się Thiago Silva, a na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem Neymar starł się z Zunigą. Kolano i ręce oponenta z impetem zatrzymały się na jego plecach. Z płaczem opuszczał boisko. Diagnoza? Pęknięty trzeci kręg. W tym momencie zakończył swój udział na Mundialu. Lekarze mówili, że i tak miał sporo szczęścia, bo naprawdę mało zabrakło do paraliżu kończyn dolnych, przez który już nigdy nie mógłby chodzić.

fot. nbcsandiego.com

Holandia tymczasem podejmowała czarnego konia rozgrywek, Kostarykę. Keylor Navas i jego blok obronny znakomicie powstrzymywał bardzo ofensywnie ustawionych Oranje. Nie dali sobie strzelić gola przez 120 długich minut. Sami również nie zdołali ukąsić rywala, zatem awans do najlepszej czwórki rozgrywek musiały rozstrzygnąć rzuty karne. Chwilę wcześniej, już w doliczonym czasie dogrywki, van Gaal zastosował mistrzowski manewr. Ściągnął z boiska Jaspera Cillessena, bardzo solidnego bramkarza, którego piętą achillesową było stopowanie uderzeń z wapna. Rozzłoszczonego tą decyzją szkoleniowca golkipera zastąpił Tim Krul. Ówczesny zawodnik Newcastle United okazał się bohaterem potyczki, broniąc uderzenia Bryana Ruiza i Míchaela Umany. Holendrzy wygrali wojnę nerwów 4:3.

fot. telegraph.co.uk

Argentyńczycy i Niemcy solidarnie, po 1:0, wygrali swoje mecze z Belgią i Francją.
Van Gaal mógł zastosować manewr z ćwierćfinału także w półfinale. Po 120 minutach boju z Argentyną znów utrzymywał się bezbramkowy remis, jednak tym razem Krul pozostał na ławce rezerwowych. Cillessen bardzo przeżył poprzednie zastąpienie go przez kolegę z numerem „23”. Poczuł się urażony i poniekąd znieważony przez trenera. Ten przed jedenastkami z Argentyną wykorzystał limit zmian, a w stosunku do ówczesnego bramkarza Ajaksu pomyślał zapewne: ok, zatem teraz wyzwól w sobie sportową złość i udowodnij, że rzeczywiście można na ciebie liczyć w takich sytuacjach. Messi i spółka byli nieomylni, zachowali stuprocentową skuteczność. Pomylili się natomiast Vlaar i Sneijder, dzięki czemu to Argentyna awansowała do wielkiego finału. Holandii pozostał mecz pocieszenia o trzecie miejsce.
Przed rozpoczęciem brazylijskiego turnieju najlepszym mundialowym strzelcem w historii był Ronaldo, mający na koncie 15 trafień. Legendarny napastnik doskonale zdawał sobie sprawę, że po jego piętach depcze Miroslav Klose, posiadacz 14 bramek. Na kilka dni przed startem piłkarskich zmagań Il Fenomeno udzielił wywiadu, w którym bez hamulców stwierdził:

„Kiedy reprezentacja Niemiec będzie wychodzić na boisko, wszystkie swoje siły skupię przeciwko niej, a zwłaszcza przeciwko Miro Klose. Mógłby doznać jakiejś kontuzji”.

Jak to mówią, możesz mieć wszystko, ale klasy nie kupisz. Klasę pokazali za to nasi zachodni sąsiedzi. Klose zrównał się w liczbie bramek z Ronaldo już w grupowym starciu przeciwko Ghanie. Na półfinał wyszedł w pierwszym składzie. Canarinhos żywiołowo wykonali swój hymn narodowy w „obecności” kontuzjowanego Neymara.

fot. mirror.co.uk

Odśpiewanie pieśni patriotycznej było jedynym koncertem zaprezentowanym tego wieczoru przez Brazylijczyków. Później wielki koncert grali już tylko Niemcy. W ciągu 18 minut, od 11. do 29. minuty, aż pięciokrotnie znaleźli sposób na umieszczenie piłki w siatce Julio Cesara. Jak łatwo się domyśleć, trafił i Klose, po czym przejął od Ronaldo koszulkę lidera klasyfikacji strzelców wszech czasów. W drugiej połowie podopieczni Loewa spuścili z tonu, co i tak nie przeszkodziło im w zdobyciu dwóch goli autorstwa Schurrle. Na otarcie łez trafił Oscar. 1:7 u siebie, w półfinale najważniejszego piłkarskiego turnieju na świecie. Jednym słowem, dramat.

fot. irishtimes.com

Dramat trwał w najlepsze także w meczu o trzecie miejsce. Holendrzy wygrali gładko 3:0. Wielki finał, jak przystało na mecz tej rangi, znowu nie był porywającym widowiskiem. Więcej z gry i lepsze sytuacje mieli Argentyńczycy, jednak z ich przewagi nic nie wynikało. 0:0 po 90 minutach gry oznaczało dogrywkę. W 113. minucie dwaj rezerwowi, Schurrle i Goetze przeprowadzili najważniejszą akcję turnieju, zapewniając swojej ojczyźnie czwarty tytuł Mistrza Świata. Tym samym po raz pierwszy ekipa z Europy sięgnęła po trofeum na amerykańskiej ziemi.

fot. fifa.com

Dobrnęliśmy do końca mundialowej serii. Dziękuję każdemu, kto był tu ze mną co tydzień, każdemu, kto wpadał, jak tylko sobie o niej przypomniał, każdemu, kto wyraził swoją opinię w komentarzach na stronie i na naszym fanpage’u. Dzięki Wam i Waszemu odbiorowi wiedziałem, że warto zrywać noce, by w każdą środę przedstawić kulisy kolejnych edycji Mistrzostw Świata. Udostępnijcie facebookowy post z tym artykułem, by i Wasi znajomi poznali historię najpiękniejszego turnieju na świecie. Na samym dole, jak zwykle, znajdziecie odnośniki do poprzednich publikacji.

Za tydzień rozpocznie się Mundial w Rosji! Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to jak najszybciej polubcie nas na Facebooku i jak najczęściej zaglądajcie na FootballArt.pl. Zapewniam, że nie będziecie się z nami nudzić. Podczas światowego czempionatu zapewnimy Wam codzienną dawkę emocji, która umili Wam przeżywanie piłkarskich zmagań. Możemy uchylić nieco rąbka tajemnicy. Licząc od dzisiaj, przez 40 kolejnych dni, aż do zakończenia rosyjskiego turnieju, przedstawimy 40 mundialowych ciekawostek w formie graficznej. To tylko jeden z wielu punktów stałych, którymi nakarmimy Waszą pasję do futbolu. Nie przegapcie niczego, już teraz:

-polubcie FootballArt.pl na Facebooku;
-zasubskrybujcie nasz kanał na YouTube;
-obserwujcie nas na Instagramie;
-i na Twitterze.

Nie pożałujecie, serio.

__________________

Sprawdź poprzednie artykuły mundialowego cyklu:
1.Mundial 1930: Ale finał gramy naszą!
2.Mundial 1934: Propaganda faszyzmu
3.Mundial 1938: Zwycięstwo albo śmierć
4.Mundial 1950: Maracanazo
5.Mundial 1954: Aranycsapat
6.Mundial 1958Narodziny superduetu – Pele i Garrincha
7.Mundial 1962: Taniec Garrinchy
8.Mundial 1966: God, Save the Queen!
9.Mundial 1970: Trzecia korona Pelego
10.Mundial 1974: Polska, Polska, Polska!
11.Mundial 1978Futbol w cieniu krwawej polityki
12.Mundial 1982: Po medal wbrew wszystkiemu
13.Mundial 1986Boska ręka Diego Maradony
14.Mundial 1990: Polak w wielkim finale
15.Mundial 1994: Soccer w stylu Hollywood
16.Mundial 1998: Tajemnicza „śmierć” Ronaldo
17.Mundial 2002: Azjatycka (nie)gościnność
18.Mundial 2006: Ale że Dudka nie wzięli na mundial?
19.Mundial 2010: Tiki-taka przy dźwiękach wuwuzeli

__________________

fot. wyr. toronto.citynews.ca

Comments

comments

2 komentarze

  1. Dzięki Dariuszu!

    Świetnie się czytało!

    pozdrawiam

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*