Mundial 2018. Grupa E: Pocisk rakietowy Kolarova, Brazylia „na chodzonego”

Mundial 2018. Grupa E: Pocisk rakietowy Kolarova, Brazylia „na chodzonego”

W grudniu, tuż po losowaniu grup Mistrzostw Świata, mogliśmy być pewni jednej rzeczy – rozgrywki grupy E zdominuje Brazylia. Nie było żadnych podstaw, by w gronie Szwajcarii, Serbii i Kostaryki Canarinhos nie awansowali do 1/8 finału z pierwszego miejsca. Trudniejszą sprawą było wskazanie ekipy, która uplasuje się tuż za jej plecami. Jak przebiegały spotkania Kostaryka – Serbia oraz Brazylia – Szwajcaria i jak prezentuje się sytuacja w tabeli po pierwszej serii gier?

Przed czterema laty rewelacją Mistrzostw Świata została uznana Kostaryka. Bryan Ruiz, Keylor Navas, Joel Campbell i reszta ekipy wygrali grupę śmierci z Urugwajem, Włochami i Anglią na czele, w 1/8 finału wyeliminowali Grecję, a z turnieju odpadli po 120 minutach wyrównanej gry z Holandią i porażce w rzutach karnych. W ciągu 48 miesięcy kadra Kostaryki zbytnio się nie zmieniła. W związku z tym zawodnicy zapowiadali, że w Rosji będą jeszcze silniejsi niż w Brazylii, bo swoje zrobi doświadczenie i zgranie. Ich pierwszym rywalem była Serbia. Serbia, która w 100% panowała na boisku. O tym, że na przerwę nie schodziła z bramkową zaliczką, zadecydowały dobre interwencje Navasa i kiepska skuteczność Mitrovicia. Napastnik Newcastle swoją najlepszą okazję zmarnował na początku drugiej odsłony, przegrywając pojedynek sam na sam z golkiperem Realu Madryt. Widząc indolencję strzelecką swoich kolegów, sprawy w swoje ręce, a bardziej w swoją lewą nogę, wziął serbski kapitan, Aleksandar Kolarov. Defensor Romy podszedł do piłki ustawionej na 26. metrze i atomowym strzałem z rzutu wolnego trafił niemal w okienko bramki przeciwnika. Kostarykanie mieli ponad pół godziny na odrobienie strat. Sprawiali wrażenie, jakby totalnie nie mieli pomysłu na przeforsowanie zasieków obronnych oponentów. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry na boisku zameldował się były napastnik Legii Warszawa, Aleksandar Prijović. Zdążył zapracować na żółtą kartkę po tym, jak z otwartej ręki trafił w policzek Johny’ego Acosty.

Spotkanie ze Szwajcarią miało być dla Brazylii jednym z trzech krótkich, bezproblemowych spacerków w drodze do fazy pucharowej Mistrzostw Świata. Po fantastycznym uderzeniu Coutinho wydawało się, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Jak się później okazało, był to jedyny błysk geniuszu zaserwowany przez Canarinhos tego wieczoru. Z wielkim trudem przychodziło im przedostawanie się w pole karne Helwetów. Ich ataki były z reguły zabijane w zarodku, a w najgorszym wypadku na wysokości szesnastego-dwudziestego metra. W przerwie meczu pierwszą odsłonę w znakomitych słowach opisał Andrzej Twarowski:

Pięć minut po wznowieniu gry rzut rożny ekspediował Xherdan Shaqiri. Pomocnik posłał piłkę w pole bramkowe Alissona, gdzie przebywało aż siedmiu Brazylijczyków i jeden Szwajcar, Steven Zuber, który zdołał przechytrzyć całe towarzystwo i wyrównać stan gry. Trafienie nie podrażniło Canarinhos do tego stopnia, by z zawziętością starać się przedostawać pod świątynię Sommera. Ich ataki „na chodzonego” w dalszym ciąg przypominały walenie głową w mur. Remis. Zasłużony remis.


Kto zostanie czarnym koniem Mistrzostw Świata? Sprawdźcie video!

 

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*