Mundial 2018. Grupa F: Que viva Mexico, szwedzki współlider

Mundial 2018. Grupa F: Que viva Mexico, szwedzki współlider

Do pierwszej wielkiej sensacji na Mistrzostwach Świata w Rosji doszło w grupie F. Faworyzowani Niemcy, aktualni Mistrzowie Świata, ulegli uwikłanej w seksualnym skandalu reprezentacji Meksyku. W drugim spotkaniu tej grupy Szwecja podejmowała Koreę Południową.

Kiedy świat przyglądał się przygotowaniom drużyn do Mundialu, z obozu Meksyku napływały obrazki z luksusowego hotelu, w którym kilku zawodników robiło ciuchcię w basenie w towarzystwie jeszcze bardziej luksusowych prostytutek. Pokłosiem tej afery były kilkunastogodzinne zwolnienia piłkarzy zmuszonych ratować swoje małżeństwa. Zupełnie inne migawki docierały z obozu reprezentacji Niemiec. Zakaz seksu, reżim dietetyczny i treningowy, wszystko wyliczone co do sekundy i co do milimetra. Mówiąc w skrócie, niemiecka precyzja vs meksykański temperament. Nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że faworyt tej potyczki jest tylko jeden. Tymczasem w mecz znacznie lepiej weszli gracze z Ameryki Północnej. Chicharito i koledzy świetnie radzili sobie na połowie rywala, a szeregi obronne zwarli w taki sposób, że ciężko było je poluzować nawet takim tuzom futbolu jak Oezil, Muller czy Draxler. W 35. minucie przeprowadzili błyskawiczną kontrę zakończoną golem Hirvinga Lozano. W Meksyku w tym samym momencie odnotowano wstrząsy sejsmiczne, wywołane reakcją milionów rozentuzjazmowanych kibiców. Do końcowego gwizdka wynik nie uległ zmianie. W drugiej połowie na boisku zameldował się były zawodnik m.in. Barcelony, Rafael Marquez, który jest czwartym w historii zawodnikiem reprezentującym swój kraj na pięciu edycjach Mistrzostw Świata jako piłkarz. Przed nim tego wyczynu dokonali jedynie Antonio Cabrajal, Lothar Matthaus i Gianluigi Buffon (ten ostatni w 1998 roku pełnił jedynie rolę rezerwowego, nie pojawił się na boisku choćby na minutę).

Więcej ciekawostek znajdziesz na www.facebook.com/footballartpl.

Dla Niemców najgorszą informacją wcale nie jest porażka, a styl, w jakim ją ponieśli. Przypomina mi się przegrany przez nich 0:1 grupowy mecz z Serbią na Mistrzostwach Świata 2010. Wówczas przez ponad 50 minut grali w osłabieniu po czerwonej kartce Miro Klose, a mimo to nie schodzili z połowy przeciwnika. Bohaterem spotkania bezdyskusyjnie został ogłoszony golkiper Serbów, Vladimir Stojković. Tę porażkę można było więc uznać za pechową, za najzwyczajniejszy wypadek przy pracy. W niedzielę z Meksykiem zagrali fatalnie. Nie mieli grama pomysłu na stworzenie realnego zagrożenia, a w defensywie popełniali rażące błędy. Na podniesienie alarmu być może jeszcze jest za wcześnie, ale podopieczni Loewa muszą mieć na uwadze, że:

-w 2010 roku z grupy nie wyszli Mistrzowie Świata, Włosi;
-w 2014 roku z grupy nie wyszli Mistrzowie Świata, Hiszpanie,

a historia, zwłaszcza piłkarska, bardzo lubi się powtarzać.

Wobec minimalnego zwycięstwa Meksyku wielkie szanse na objęcie prowadzenia w grupie mieli piłkarze Szwecji lub Korei Południowej. Ich bezpośrednie starcie nie było zbyt porywającym widowiskiem. Więcej z gry mieli Skandynawowie, co przekładało się na liczbę wykreowanych sytuacji strzeleckich. W pierwszej odsłonie dwa razy przed znakomitymi szansami stawał Berg. Raz piłkę po jego strzale w fenomenalny sposób zatrzymał Hyun-Woo Cho. Po zmianie stron futbolówka nadal przebywała częściej pod nogami Szwedów. Po upływie godziny czasu gry sędzia skorzystał z VAR, sprawdzając sporne zagranie w polu karnym i zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Do jedenastki podszedł Andreas Granqvist i spokojnym, pewnym strzałem zapewnił Trzem Koronom trzy punkty.


Kto zostanie czarnym koniem Mistrzostw Świata? Sprawdźcie video!

 

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*