Najważniejszy mecz Kremla. Recenzja

Najważniejszy mecz Kremla. Recenzja

Przed piłkarskimi Mistrzostwami Świata w nasze ręce wpadną rozmaite skarby kibica, które z reguły nie będą zbytnio różnić się treścią. Za naprawdę wartościowy skarb kibica bez wątpienia należy uznać książkę „Najważniejszy mecz Kremla”, autorstwa Romana Imielskiego i Radosława Leniarskiego. Choć nie jest pozycją stricte piłkarską, wątków futbolowych znajdujemy w niej co niemiara. Zachęcamy do zapoznania się z naszą recenzją.

Autorzy udali się w podróż po zakamarkach Rosji i postanowili podzielić się z czytelnikami swoimi przygodami, wspomnieniami i spostrzeżeniami. Odbyli bardzo wiele rozmów z ludźmi bezpośrednio związanymi z organizacją imprezy. Swoją książkę rozpoczynają od kulis morderstwa Borysa Niemcowa, z których płynnie przechodzą do ceremonii losowania grup Mistrzostw Świata. Chwilę później obszernie przedstawiają przyjacielskie stosunki Władimira Putina z Seppem Blatterem, prezydentem FIFA w latach 1998-2015. Od razu stawiają pytanie, czy Rosja walczyła o turniej na czystych zasadach.

Czy Rosja kupiła sobie piłkarskie mistrzostwa świata? To niewłaściwe pytanie. Właście brzmi: a kto sobie nie kupił? I czy rzeczywiście zawinięte w brązowy papier prezenty, które dostali oficjele z FIFA, były dziełami Pabla Picassa?

Poznajemy hardych fanatów, najzagorzalszych rosyjskich kibiców, żyjących w dobrych stosunkach z prezydentem Rosji. Na początek przypominamy sobie ich uliczne walki w Warszawie na Euro 2012 i we Francji na europejskim czempionacie cztery lata później. Ich wątek przewija się co najmniej kilkanaście razy, w niemal każdym rozdziale opisującym relacje z wizytacji miast-gospodarzy. I właśnie fragmenty dotyczące miast są, moim zdaniem, najciekawszym elementem ich dzieła. Zanim zapoznają nas z procesem powstawania aren, na których na przełomie czerwca i lipca zostaną rozegrane starcia elektryzujące miliony kibiców na całym świecie, przedstawiają całą masę informacji politycznych, społecznych i kulturowych – klimat regionu, jego historię, mieszkańców i rządzących. W takich kategoriach zapoznają nas, naprawdę ciekawie i szczegółowo, z Moskwą, Sarańskiem, Sankt Petersburgiem, Kazaniem, Wołgogradem i Kaliningradem. W którym z tych miast zakochał się Cristiano Ronaldo? Dlaczego stadion w Kaliningradzie w trakcie realizacji „uszczuplono” o 10 tysięcy miejsc? Ile razy w ciągu roku i z jakich okazji Wołgograd znów funkcjonuje jako Stalingrad? Która z aren zamieniła się w wielki basen podczas Mistrzostw Świata w pływaniu? Czyim marzeniem jest rozegranie „meczu pokoju z Niemcami”? To tylko przykładowa garstka pytań, na które dostajemy odpowiedzi.

„Kiedy dostaliśmy mistrzostwa świata, było wiadomo, że mecze muszą być rozegrane w pięciu miastach. W Moskwie, bo stolica, Sankt Petersburgu, bo to nieformalna druga stolica, Soczi, bo to ulubiony kurort Władimira Putina, Kazaniu, bo to sportowa stolica Rosji, no i oczywiście w Wołgogradzie”.

Ponadto sprawdzają, czy w Poćmie nadal funkcjonują łagry i za jakie wykroczenia można było do nich trafić. Bardzo dużo miejsca poświęcają dopingowi w rosyjskim sporcie, przez który sportowcy Sbornej musieli oddawać wywalczone przed laty medale i zostali pozbawieni możliwości udziału w zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczangu. Jednocześnie zastanawiają się nad sensem stosowania dopingu w piłce nożnej. Oczywiście nie mogli nie poruszyć tematu rosyjskich miliarderów inwestujących w kluby piłkarskie. Przyglądają się przede wszystkim Dmitrijowi Rybołowlewowi i Romanowi Abramowiczowi, właścicielom, kolejno, AS Monaco i Chelsea Londyn. Dowiadujemy się, w jaki sposób doszli do bogactwa i w jakim celu oraz z jakimi skutkami inwestują w futbol.

„W 2008 roku Abramowicz jechał do Moskwy na finał Ligi Mistrzów. Chelsea grała z Manchesterem United i nie trzeba mówić, że był to dla Rosjanina honorowy mecz. […] Powiedział nawet Steve’owi Clarke’owi, jednemu z asystentów trenera, że jadą do Rosji, ale czy skończą na Syberii, czy zostaną w Moskwie, zależy od piłkarzy”.

Autorzy, być może nieświadomie, podjęli próbę konfrontacji stereotypów z codziennym życiem w największym kraju na świecie. Niektóre zostały obalone, niektóre w 100% potwierdzone. Jeden z ich rozmówców potwierdza na przykład, że stereotypowe zdanie: „500 km w Rosji to nie odległość” nie jest wyssane z palca.
Książka jest bardzo rzeczowa, obfita w informacje i napisana niezwykle lekkim piórem. Imielski i Leniarski zapowiadali, że jest „trochę śmieszna, trochę straszna, trochę smutna”. Nie kłamali. Jest też obowiązkową pozycją w biblioteczce kibica, któremu zależy na tym, by dobrze wczuć się w klimat rosyjskiego turnieju.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*