Odkrywanie piłkarskiego świata – kierunek Enschede. Twente – N.E.C. Nijmegen. W królestwie Mateusza Klicha.

Odkrywanie piłkarskiego świata – kierunek Enschede. Twente – N.E.C. Nijmegen. W królestwie Mateusza Klicha.

Enschede leży w środkowo – wschodniej Holandii, w prowincji Overijssel, tuż przy granicy z Niemcami. Poza Holland Casino i stadionem Twente, próżno szukać tam atrakcyjnego miejsca na spędzenie wolnego czasu. Jest to typowe, holenderskie miasto średniej wielkości, z charakterystyczną dla Niderlandów zabudową. 160 tysięcy mieszkańców daje mu miejsce tuż poza pierwszą dziesiątką najliczniej zaludnionych ośrodków w Holandii. 

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Enschede nie jest miejscem na mapie, które każdy globetrotter zakreśla czerwonym flamastrem z podpisem – „must see”.
Poszukując wiadomości na temat owego miasta, najszybciej znajdziemy wieść o wybuchu w fabryce fajerwerków sprzed kilku lat, w którym zginęły 23 osoby…
Poza pierwszoligowym zespołem, Enschede kojarzone jest głównie z browarem Grolsch, który właśnie tam ma swoją siedzibę.
Co ciekawe, w mniej więcej tej samej odległości  od Enschede – czyli ok 470 km. – znajdują się 3 duże stolice – Berlin, Londyn i Paryż.

 

Co zatem robić, kiedy nie ma co robić?

Bez zbędnych ceregieli udajemy się w kierunku stadionu. Ten zlokalizowany jest jakieś 5 kilometrów od ścisłego centrum miasta. Dojazd na stadion nie stanowi problemu i godzinę przed meczem nie natrafiamy na przesadnie duże korki, a ruch zorganizowany jest tak, że mimo pewnego natężenia, odbywa się płynnie i mieszkańcy niezainteresowani futbolem nie cierpią katuszy odliczając kolejne cykle zmiany świateł. Wilk syty i Manchester City.
Przy samym obiekcie mamy do dyspozycji ogromny, zupełnie darmowy parking. A cały teren wokół De Grolsch Veste jest jedną wielką strefą rozrywkowo – rekreacyjną, gdzie możemy m.in. pójść do kina, zagrać w kręgle, pojeździć na gokartach, czy skorzystać z siłowni, nie mówiąc już o bardzo rozbudowanej strefie gastronomicznej i licznych pubach.

Sam stadion prezentuje się okazale i na tle innych holenderskich futbolowych przybytków wyróżnia się zdecydowanie na plus. Można nawet powiedzieć, że jest jednym z ładniejszych stadionów w Holandii. Typowo piłkarski, funkcjonalny, bez kolejek przy wejściach, z trybunami umiejscowionymi blisko płyty boiska.

Wiąże się z nim pewna smutna historia. W 2011 roku, podczas prac mających na celu zwiększenie pojemności trybun, doszło do zawalenia się części dachu, w wyniku którego zginęły dwie osoby, a kilkanaście zostało rannych. Śledztwo trwające 6 lat wykazało, że dach nie spełniał wymogów, a ekipa nie przestrzegała zasad BHP…

Fot: The Guardian

Usłyszeć „You’ll never walk alone” i umrzeć.

Przez długie lata kibicowskiej tułaczki, miałem trzy niespełnione marzenia – usłyszeć na stadionie: włoski hymn, „You’ll never walk alone” i hymn Sevilli. Pierwsze w jakimś stopniu zrealizowałem, na realizację drugiego liczyłem właśnie na De Grolsch Veste Stadium. Podobnie jak na Anfield, tak i tutaj kibice odśpiewują tę pieśń przed każdym spotkaniem. Srogo się zawiodłem, bowiem akurat na to spotkanie przypadł protest części najzagorzalszych fanów, którzy zrezygnowali z obserwowania pierwszej połowy, a bez nich śpiewanie wypadło… marnie.

A czego dotyczył protest? Holenderska policja dokonała zatrzymania kilku fanatyków Twente, pod zarzutem udziału w grupie handlującej narkotykami. Oględnie rzecz ujmując – nie spotkało się to z akceptacją pozostałej części sektora „P”, czemu wyraz dali choćby podczas spotkania z PSV Eindhoven.

Cóż… brzmi znajomo? A podobno „na zachodzie sobie poradzili”.

 

 

WIJ TEGEN IEDEREEN – My przeciwko wszystkim.

To, co w Holandii podoba mi się najbardziej, to głęboko zakorzeniona w ich kulturze potrzeba aktywnego przeżywania meczów piłki nożnej. Młodzież, dorośli i seniorzy mocno identyfikują się z lokalną ekipą, a przejawia się to w obecności na stadionie. Nierzadko na mecze przychodzą całe rodziny w sile trzech pokoleń.
Mecz siódmej z przedostatnią drużyną w tabeli, w zimny sobotni wieczór, w 160 tysięcznym mieście i 80% zajętych krzesełek na 30 tysięcznym stadionie? Nie ma problemu. Nie dla Holendrów. Jeśli miałbym przetransferować z Holandii do Polski trzy rzeczy, byłyby to – stan dróg, kolej i frekwencja na stadionach.

 

Polski bój w Eredivisie. 

Nadarzyła się również sposobność obejrzenia na żywo pojedynku Mateusza Klicha i Wojciecha Golli. Klich po raz kolejny pełnił rolę kapitana drużyny. Golla zagrał na pozycji lewego środkowego obrońcy w 4-osobowym bloku defensywnym. Były zawodnik Pogoni Szczecin zrobił w Holandii ogromny postęp, ale wydaje się, że w Nijmegen już się nie rozwinie, że niezbędny jest w tym momencie kolejny krok. Nabrał masy mięśniowej, ze swobodą wyprowadza piłkę, ma łatwość wygrywania pojedynków w powietrzu i stanowi spore zagrożenie przy stałych fragmentach gry. Roman Kołtoń powiedziałby pewnie, że „ma prezencję”. Problem w tym, że występuje w ekipie, której atuty są trudno dostrzegalne dla nawet najbardziej wprawionych analitycznych umysłów.

Na przeciwnym biegunie znajduje się Mateusz Klich. Pełni pierwszoplanową rolę w ekipie walczącej o udział w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Po kolejnej nieudanej przygodzie w Niemczech, po raz wtóry znalazł w Holandii swoje miejsce na ziemi. Obserwowanie jego gry może sprawiać dużą przyjemność, może też dawać odpowiedź, dlaczego nie zrobi kariery w lidze, w której tempo dorównuje Bundeslidze. Jego gra opiera się na niebywałej piłkarskiej inteligencji, ale brak jej dynamiki, a więc czynnika, który w nowoczesnej piłce jest decydujący. Znakomicie szuka wolnych przestrzeni w środku pola, porusza się z gracją, pozwala utrzymać porządek w grze Twente. Reguluje tempo. Gdy trzeba przytrzyma piłkę, zrobi kółeczko – dwa, wycofa piłkę, albo błyskawicznie przerzuci ją w wolną strefę boiska. Unika pojedynków 1 na 1, właściwie nie zalicza strat. Świetnie wykonuje stałe fragmenty gry. Rzadko pressuje, brak mu doskoku do przeciwnika, a w grze defensywnej raczej spowalnia i przeszkadza, niż próbuje odebrać piłkę. Zachowując odpowiednie proporcje, słowa Johana Cruijffa, którymi opisywał Guardiolę, można przytoczyć i w jego przypadku – „Biega powoli, ale szybko podaje.”

Twente Enschede? Zdecydowanie tak!

Jeśli ktoś z was będzie miał okazję zawitać do tego miasteczka, lub być w jego pobliżu, powinien bez dwóch zdań zobaczyć mecz na De Grolsch Veste. Ładny stadion, fajny klimat, zespół grający przyjemną piłkę i Polak, którego gra jest pewnego rodzaju ucztą dla oczu kibica – czego chcieć więcej?

Comments

comments

Comments are closed.