Podsumowanie Ekstraklasy (jesień 2017/18) – ranking FootballArt. Część V – Najlepsi trenerzy.

Podsumowanie Ekstraklasy (jesień 2017/18) – ranking FootballArt. Część V – Najlepsi trenerzy.

Piąta odsłona naszego rankingu, zatem przyszła kolej na klasyfikację najlepszych, naszym zdaniem, szkoleniowców w Ekstraklasie. Bez zbędnych ceregieli, zaczynamy!

Ocena trenera musi być wypadkową wielu czynników, a miejsce w tabeli jest ledwie jednym z nich. Musimy wziąć pod uwagę potencjał kadrowy jakim dysponuje i ile jest w stanie z tego potencjału wykrzesać. Czy zawodnicy pod jego wodzą rozwijają się, czy może grają poniżej swoich możliwości? Czy kibice z przyjemnością oglądają poczynania swojego zespołu?

Jest jednym z najczęściej krytykowanych trenerów w lidze. Trzeba przyznać, że często jest to krytyka zasłużona, z którą nie do końca sobie radzi. Stąd jego kontrowersyjne wypowiedzi, czy gwałtowne reakcje podczas meczów, przez które już 5 spotkań w tym sezonie oglądał z wysokości trybun. Sporym problemem Lecha pod jego wodzą jest to, że w kluczowym momencie nie potrafi postawić kropki nad „i”. Mówi się, że Lechowi brakuje genu zwyciężania. I coś w tym chyba jest. W ubiegłym sezonie do końca walczyli o mistrzostwo, ale na ostatniej prostej zabrakło determinacji, odwagi, a pewnie i szczęścia. Podobnie rzecz miała się w Pucharze Polski, kiedy Lech uległ po dogrywce Arce Gdynia. Mimo tego, że w regulaminowym czasie był stroną dominującą, a w 90 minucie Radosław Majewski miał na nodze piłkę meczową. Kolejorz szybko odpadł z europejskich pucharów, przegrywając rywalizację z Utrechtem. W dwumeczu z Holendrami również dało się zauważyć brak pazerności na zwycięstwo. Lech rundę zaczął bardzo dobrze, a po zwycięstwie 3:0 z Legią wydawało się, że jeszcze nabierze rozpędu. Jednak wtedy sytuacja się odwróciła i zespół zaliczył serię 6 spotkań bez zwycięstwa, z kolei Legia zaczęła punktować i obecnie to ona zajmuje pozycję lidera, o 2 punkty przed Lechem. Wydaje się, że w grudniu poznańska lokomotywa wróciła na odpowiednie tory, przez co wiosna zapowiada się niezwykle pasjonująco.
Bjelica jest trenerem wyrazistym, ale brak doświadczenia powoduje, że popełnia pewne błędy, które ciążą na jego wizerunku. Ma pomysł na Lecha. I choć zespół czasem męczy oczy, to w większości spotkań starał się narzucać swój ofensywny styl i zdominować przeciwnika. Trudno mieć pretensje do trenera, jeśli zawodnicy pudłują w dziecinnie prostych sytuacjach, oddają trzykrotnie więcej strzałów niż przeciwnik i nie potrafią wygrać meczu. Styl i konsekwencja są obietnicą, że dobre wyniki nadejdą, bo w końcu szczęście zacznie sprzyjać. Należy docenić, że mówimy o zespole, który przegrał najmniej, bo ledwie 3 spotkania w rundzie, choć cieniem kładzie się fakt, iż aż 9 zremisował. Czyli tyle co Sandecja. 16 straconych bramek to również ligowy top. Dużym problemem są spotkania wyjazdowe, gdyż z delegacji udało się przywieźć ledwie dwa zwycięstwa. Natomiast u siebie Lech jest niepokonany, a zwyciężył 7 na 10 spotkań.

Lettieri nie ma sobie równych w kategorii „rzeczywistość przerosła oczekiwania”. Włoch po przyjściu do Kielc miał fatalną prasę, a media zwane opiniotwórczymi na starcie skazywały Koronę na blamaż, co rusz odkrywając kolejne odcinki „kieleckiej patologii”. Nie pomógł fakt, że nowy trener zastąpił na stanowisku człowieka, który jest owych mediów ulubieńcem. Zdezorientowany kibic mógł łapać się za głowę, kiedy odkrywał listę zawodników odchodzących z klubu i tych nowo zatrudnionych. Kielczanie właściwie nie powinni przystępować do rozgrywek, bo spadek był przesądzony przed ich startem.
Historia Korony udowadnia jednak, że ze sporą dozą dystansu należy podchodzić do podobnych prognoz, bo w całym medialnym szumie zabrakło jednego – rzetelności. Czas pokazał, że ujawniane afery są aferami sztucznie pompowanymi, czego najlepszym przykładem jest historia „klapkowa” Palancy, który miał podpaść tym, że przyszedł na śniadanie w klapkach, czym rozjuszył trenera. Prawda okazała się znacznie głębsza niż medialny przekaz by na to wskazywał. Podobnie było z innymi kontrowersjami wokół Korony. Rundę w wykonaniu „Koroniarzy” należy podzielić na trzy okresy. Trudny początek, z długimi fragmentami znamionującymi niezłą grę. Seria świetnych rezultatów, m.in. 3:0 ze Śląskiem, 5:0 z Lechią, czy 3:2 z Legią. I w końcu słabsza końcówka, gdzie sam Lettieri przyznał, że drużynie zabrakło paliwa, a runda trwała o tydzień za długo. Przyznać trzeba, że nową Koronę ogląda się z przyjemnością. Nie kalkulują, prezentują bardzo bezpośredni styl, próbując wykorzystać w szybkim ataku każdy błąd przeciwnika. W większości spotkań grali bardzo agresywnie, atakując na 100% KAŻDĄ piłkę, w KAŻDYM sektorze boiska, przez PEŁNE 90 minut. I była to ich cecha charakterystyczna. Mogło to przywoływać w myślach „bandę świrów” trenera Ojrzyńskiego, ale Korona dołożyła do waleczności sporo piłkarskiej jakości. Poszczególni zawodnicy zaliczyli spory progres. Rymaniak rozgrywa sezon życia, a Kosakiewicz jest jednym z najlepszych skrajnych obrońców. Żubrowski wyrósł na czołowego środkowego pomocnika, a wraz z Możdżeniem prezentują dużą jakość w środku pola. Ciekawie prezentują się obcokrajowcy. Kacharava i Cvijanović wnieśli do ligi nieco ożywienia.

Jeden z najbardziej niedocenianych polskich szkoleniowców. Pewnie dlatego, że kojarzy się z topornym i agresywnym stylem. Choć zamiast przypinać mu powyższe łatki, może lepiej napisać, że jest po prostu trenerem niezwykle skutecznym i szalenie rzetelnym. Właściwie w każdym klubie, w którym się pojawił robił dobrą robotę. Nie wyszło mu w Górniku, który w tym czasie był tworem mocno zdezorganizowanym, żeby nie używać mocnych słów. Odkąd trafił do Arki, gdzie zastąpił trenera Nicińskiego, zdobył Puchar Polski i Superpuchar, utrzymał Arkę w ekstraklasie oraz pechowo przegrał w lidze europy dwumecz z faworyzowanym FC Midtjylland. Te osiągnięcia w pewnym stopniu należy przypisać również poprzednikowi, ale w tym sezonie Leszek Ojrzyński tworzy własną historię. I robi to w sposób nad wyraz efektywny. 6 miejsce w lidze i półfinał Pucharu Polski, to rezultaty chyba przewyższające oczekiwania. Sposób jego pracy można opisać zdaniem: „użyj co masz, by mieć to co chcesz”. Potrafi wycisnąć z zespołu 100% i wykorzystać każdy potencjalnie mocny element. Jak choćby wrzuty z autu Damiana Zbozienia. Ma też to, co w pracy trenera najważniejsze – szczęście w najważniejszych momentach. Ale pamiętać należy, że szczęście jest tam, gdzie okazja spotyka się z przygotowaniem. A trener Ojrzyński jest zawsze przygotowany i ma w bramce niesamowitego Steinborsa.

Kiedy okazało się, że Michał Probierz opuści latem Jagiellonię, na Białystok padł blady strach. W zgodnej opinii ekspertów, praca tym klubie miała być dla każdego kolejnego trenera pocałunkiem śmierci. Jak wieść niosła, niemożliwe było powtórzenie wyników poprzednika, stąd następca skazany był na szybkie zwolnienie. Sytuacji nie ułatwił fakt, że z klubu odeszli: Vassiljev i Góralski, czyli największa gwiazda oraz płuca Jagiellonii. W porównaniu z ubiegłym sezonem Jaga gra również właściwie bez napastnika. Sheridan zablokował się na dobre i bramki strzela okazjonalnie. A zatem 4 miejsce i dwa punkty do lidera po 21 meczach można uznać za spory sukces, zwłaszcza pamiętając, że Białostoczanie grali również w eliminacjach ligi europy, co dla polskich ekip często jest równoznaczne z nadchodzącym kryzysem. Jaga Europy nie podbiła, ale też specjalnie się nie skompromitowała. A w lidze punktuje ze sporą regularnością. Cechuje ją solidna defensywa, ze świetnym Kelemenem w klatce. Zespół jest zbudowany wokół Tarasa Romanczuka, a w ofensywie błyszczą Novikovas i Cernych. Po stronie minusów można zapisać pewną stagnację w jaką wpadli Frankowski i Świderski, oraz Martin Pospisil, nie potrafiący zagrać na miarę oczekiwań.

Marcin Brosz jest znakomitą egzemplifikacją okrutnego losu trenera. Jeszcze rok temu Górnik pogrążony był w przeciętności, a w Zabrzu noszono się z zamiarem zmiany trenera. Podobno uratowały go jedynie korzystne dla niego zapisy w kontrakcie. Zabrzanie zyskali tożsamość w odpowiednim momencie i rzutem na taśmę zdołali wywalczyć awans z 1 ligi. Dzisiaj Brosz porównywany jest do Nawałki, jego podopieczni ocierają się o kadrę, a Górnik zadomowił się w czołówce ligi. Porównania do selekcjonera nie są tutaj na wyrost. Brosz to detalista o wielkiej etyce pracy. Nie znosi przeciętniactwa i półśrodków, jest znakomicie zorganizowany i tego samego wymaga od swoich zawodników. Ogromną wagę przykłada do elementów, które można wypracowywać w procesie treningowym i znajduje to odzwierciedlenie na boisku. Stąd jego zespół charakteryzuje znakomite przygotowanie motoryczne, schematy w rozgrywaniu szybkiego ataku i dopracowane do perfekcji stałe fragmenty gry, przynoszące liczne owoce w postaci goli. Oparł swój zespół na młodych Polakach, co spotyka się ze znakomitą reakcją trybun, a frekwencja na Roosevelta 81 jest najwyższa w lidze. Wprowadził do ekstraklasy powiew młodości i świeżości w postaci m.in. Loski, Ambrosiewicza, Kądziora, braci Wolsztyńskich, czy w końcu Szymona Żurkowskiego, a zawodnicy ci notują ciągły progres. Znakomicie wkomponował w zespół dwóch Hiszpanów, którzy odgrywają w Górniku niepoślednią rolę. Brosz jest wierny swojej koncepcji i z uporem ją realizuje, z chęcią sięgając po zdobycze technologiczne. Wykonał ogromną pracę w zakresie sprzedawania siebie. Niegdyś unikający mediów i drętwy w kontakcie z mikrofonem, z czym wiązały się liczne uszczypliwe komentarze. Dzisiaj otwarty, swobodnie formułujący myśli, będący ciekawym rozmówcą, potrafiącym zainteresować i zarazić futbolem.

*****

Zgadzacie się z naszymi wyborami? Chętnie poznamy Wasze zdanie w temacie trenerów. Już jutro część VI rankingu – młodzi, zdolni.

Sprawdźcie poprzednie klasyfikacje:

Część I – najlepsi bramkarze
Część II – najlepsi obrońcy
Część III – najlepsi pomocnicy
Część IV – najlepsi napastnicy

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*