Podsumowanie Ekstraklasy (jesień 2017/18) – ranking FootballArt. Część VIII – Rozczarowanie

Podsumowanie Ekstraklasy (jesień 2017/18) – ranking FootballArt. Część VIII – Rozczarowanie

W poprzednich częściach naszego rankingu wyróżniliśmy zawodników Ekstraklasy za ich dobrą postawę na jesień. Dziś kończymy ze słodkością i będzie gorzko, bo niektórym dostanie się bura. Przedostatnia odsłona podsumowań dotyczy piłkarzy, którzy w ostatnich miesiącach spisywali się poniżej swoich możliwości i oczekiwań kibiców.

Poniżej znajdziecie nazwiska pięciu piłkarzy. Część z nich znacznie obniżyła loty w porównaniu z dyspozycją z poprzedniego sezonu, a część najzwyczajniej w świecie zawiodła.

Do Polski przyjechał jako ukształtowany zawodnik, który z miejsca miał dać jakość i kręcić dobre liczby po stronie strzelonych bramek. Wiosną sprostał zadaniu. W 14 spotkaniach aż ośmiokrotnie pokonywał bramkarzy przeciwników. Kibice Jagiellonii uwierzyli, że ich ukochana drużyna znowu ma w swoich szeregach zawodnika, dającego pewność kilkunastu trafień na sezon. Jesienią zostali sprowadzeni na ziemię. Co prawda po pierwszych pięciu meczach nowego sezonu miał na koncie trzy gole, jednak później było znacznie gorzej. Irlandczyk stał się nieco ślamazarny, często sprawiał wrażenie, jakby ledwo co wyrwano go z łóżka po nieprzespanej nocy. Słaba dyspozycja od razu przełożyła się na osiągi. W 12 kolejnych spotkaniach tylko raz wpisał się na listę. Trzeba przyznać, że gol z Pogonią był majstersztykiem, coś a’la Tomasz Frankowski przed laty, ale i tak nie wymazuje z pamięci kilku słabych miesięcy. W Białymstoku mówi się, że snajper może zimą pożegnać się z klubem. Jeśli tak się stanie, obierze zapewne zagraniczny kierunek.

Był niewątpliwie w pierwszej trójce największych MVP ligi poprzedniego sezonu. Wydawało się, że po jednym z najlepszych rozgrywek w swojej karierze, spróbuje jeszcze sił w mocniejszej lidze. Wielką niespodzianką była informacja, że wróci do Piasta Gliwice. Kibice świętowali, a klub przygotował specjalny filmik powitalny na kanale YouTube. Na dzień dobry Vassiljev przestrzelił karnego na stadionie Cracovii, co powtórzył przy Okrzei w starciu ze Śląskiem. „Kto jak nie Kostia?” – pytał na konferencji prasowej trener Wdowczyk. Tymczasem Kostia przez większość rundy zawodził. Po niemal każdym domowym meczu musiał nasłuchiwać pretensji i zażaleń kibiców Niebiesko-Czerwonych. Zaczął przekonywać do siebie dopiero w listopadzie. Naprawdę dobra postawa Piasta w końcówce roku jest już w dużej mierze zasługą doświadczonego Estończyka. W ostatnim starciu przeciwko Koronie niespodziewanie zajął miejsce na ławce rezerwowych. Trener Fornalik tłumaczył, że Vassiljev ma już swoje lata i nie może być eksploatowany trzy razy w przeciągu tygodnia. Ten i tak zrobił swoje, wchodząc w drugiej połowie i zdobywając pierwszą bramkę po powrocie do Piasta. Był to 37. (!!!) strzał pomocnika w minionej rundzie. Na wiosnę musi znacznie lepiej nastawić celownik. Do poprawy jest też element, z którego słynie – ostatnie podanie. Trzeba go nieco usprawiedliwić, bo kilka naprawdę znakomitych zagrań zostało w perfidny sposób zmarnowanych przez jego kolegów z ataku, ale jedna asysta na rundę najzwyczajniej w świecie nie przystoi tak klasowemu zawodnikowi.

Defensor Portowców jest przez wielu uznawany za jednego z najlepszych środkowych obrońców w naszej lidze. Niestety, nie udowodnił tego w pierwszej części obecnego sezonu. Co prawda kilka kolejek stracił z powodu kontuzji, jednak jego dyspozycja z meczów, w których grał, pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Być może po części wynika ona właśnie z przebytej przerwy. Taką nadzieję mają kibice Pogoni. Dobre wyniki z końcówki rundy dają im nadzieję na znacznie lepszą wiosnę i spokojne utrzymanie w lidze, co będzie znacznie prostsze do zrealizowania, gdy Fojut będzie w formie. A wtedy bez dwóch zdań przytrzyma w ryzach całą grę obronną swojej drużyny. Biorąc pod uwagę jego profesjonalizm i fakt, że jest jednym z najinteligentniejszych zawodników Ekstraklasy, zimą wyciągnie odpowiednie wnioski i odpokutuje słabą rundę.

Bohater wiosny 2017 r., najjaśniejsza postać walczącej o Mistrzostwo Polski Lechii Gdańsk. Czyste konto w pierwszym starciu obecnych rozgrywek miało tylko udowodnić znakomitą formę Słowaka. Tymczasem z meczu na mecz było gorzej. Uczestnik Mistrzostw Świata 2010 puszczał takie babole, że gdyby nie dobra marka wypracowana w poprzednich latach, eksperci zaczęliby je nazywać „Kuciaczkami”. 57 obronionych strzałów daje mu dopiero 10. miejsce w tej kategorii wśród bramkarzy. 33 puszczone gole również nie przynoszą mu chluby. Więcej puścił tylko Łukasz Załuska (34). Co gorsza, w wielu z nich maczał palce. Chyba tylko przez to, że nazywa się Dusan Kuciak, nie doszło do zmiany obsady świątyni Biało-Zielonych. W dodatku bardzo irytuje, gdy po popełnionym błędzie szybko podnosi się z murawy i szuka winnego, mogącego maczać palce w jego kiepskiej interwencji.

Po tym, jak w Legii brylował Vadis Odjidja-Ofoe, kibice Wojskowych oczekują, że każdy zawodnik z nazwiskiem (jak na możliwości naszej ligi) da zespołowi jakość i z miejsca zostanie gwiazdą Ekstraklasy. Armando Sadiku przychodził do Warszawy jako jeden z bohaterów reprezentacji Albanii, strzelec gola dającego nadzieję na awans z grupy na Mistrzostwach Europy 2016, etatowy goleador w lidze albańskiej i szwajcarskiej. Mało który zawodnik może pochwalić się tak wysokim kontraktem, jaki Albańczyk dostał na dzień dobry przy Łazienkowskiej. Tymczasem zupełnie się nie spłaca. Przypomina bardziej dziecko we mgle niż zawodnika, który swoimi strzeleckimi osiągami miał równać do poziomu Nemanji Nikolicia. Dość powiedzieć, że przegrał rywalizację z Jarosławem Niezgodą, który do tej pory na najwyższym poziomie rozgrywkowym strzelał gole tylko dla Ruchu Chorzów, najsłabszej drużyny poprzedniego sezonu. To nie jest tak, że Sadiku nie ma szans na powiększanie swojego dorobku strzeleckiego. Jesienią oddał aż 39 strzałów na bramkę oponentów. Tylko dwa z nich znalazły drogę do siatki. Trzeba przyznać, że w ostatnich latach Legia nie ma nosa do ściągania napastników sprawdzonych w europejskich bojach na wysokim poziomie. Nie wypalił Necid, Chukwu jest nieporozumieniem na każdej płaszczyźnie, a Sadiku nie przekonuje nawet największych optymistów. Każdy z tej trójki bardzo solidnie obciążał lub nadal obciąża klubowy budżet. Czy nie lepiej więc wyciągnąć na chłodno wnioski i dać szansę zawodnikom pokroju wspomnianego Niezgody?

*****

Zgadzacie się z naszymi wyborami? Chętnie poznamy Wasze zdanie w temacie zawodników, którzy jesienią rozczarowali najbardziej. Już jutro ostatnia, IX część rankingu – wydarzenie.

Sprawdźcie poprzednie klasyfikacje:

Część I – najlepsi bramkarze
Część II – najlepsi obrońcy
Część III – najlepsi pomocnicy
Część IV – najlepsi napastnicy
Część V – najlepsi trenerzy
Część VI – młodzi zdolni 
Część VII – zaskoczenie

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*