Polska na Euro u-21. Kompromitacja, wpadka, czy logiczna rzeczy kolej?

Polska na Euro u-21. Kompromitacja, wpadka, czy logiczna rzeczy kolej?

Srebrny medal igrzysk olimpijskich w Barcelonie rozbudził nadzieje, że polska reprezentacja w końcu nawiąże do wielkich sukcesów z czasów Górskiego i Piechniczka. Wojciech Kowalczyk mówiąc „zmieniamy szyld i jedziemy dalej”, zdefiniował nadchodzącą kadencję Janusza Wójcika u sterów dorosłej kadry i ubrał w słowa oczekiwania kibiców. Czas pokazał, że sukces nie był efektem realnego rozwoju polskiego futbolu, ani nie stał się początkiem drogi ku temu. Owszem, wielu zawodników zrobiło spore zagraniczne kariery, ale krajowy, przeżarty korupcją futbol pogrążał się w marazmie.

Blisko 10 lat później, w roku 2001, polska kadra u-18 zdobywa mistrzostwo Europy. W pokonanym polu zostawiając m.in. Hiszpanię, Belgię i Czechy…
Paweł Brożek, Sebastian Mila, Przemysław Kaźmierczak czy Paweł Golański, to nazwiska, które zna każdy polski kibic. Jednak poza Tomaszem Kuszczakiem, żaden z ówczesnych mistrzów nie zrobił oszałamiającej międzynarodowej kariery, a piłkarze tacy jak Radler, Sierant, Napierała, Zawadzki, Pachelski czy Nawotczyński, są znani tylko tym uważniejszym obserwatorom polskiej piłkarskiej rzeczywistości.
Sukces po raz kolejny nie był efektem zaplanowanego, systematycznego działania, ani nie stał się przyczynkiem do dyskusji o fundamentalnych zmianach. Zamazał obraz, a jedyny efekt z niego płynący jest taki, że co kilka lat możemy natknąć się na kolejny artykuł traktujący o zmarnowanym pokoleniu mistrzów Europy.

Skoro w przeszłości sukces w turnieju młodzieżowym o niczym nie świadczył i niczego wymiernego nie przyniósł, to czy porażka w organizowanych w Polsce mistrzostwach jest powodem by drzeć szaty? Moim zdaniem, postawa naszych młodych reprezentantów, jest co najmniej sygnałem alarmowym. Z kilku powodów.

Niesprawiedliwym jest stawanie w roli kozła ofiarnego trenera Dornę i zrzucanie na niego całej winy za ten rezultat. Na problem należy spojrzeć szerzej.

Przede wszystkim apetyty związane z występem biało – czerwonych były rozbudzone ponad miarę. Nie chcę już powtarzać o dysproporcji w jakości piłkarskiej naszej kadry w stosunku do pozostałych zespołów, o ograniu w najlepszych ligach i ilości minut spędzonych na boisku. W Polsce obserwujemy ciągły rozwój w dziedzinie szkolenia piłkarzy. Mamy coraz więcej znakomicie wykształconych i bardzo świadomych trenerów, którzy jeżdżą po całym świecie zdobywając doświadczenie podczas wszelkiego rodzaju stażów i szkoleń. Powstają liczne akademie, a PZPN utworzył i rozwija Narodowy Model Gry, który ma stanowić podwaliny systemu szkolenia i być punktem wyjścia dla trenerów w całym kraju. Abstrahuję w tym momencie od oceny NMG, podkreślam jedynie, że czynione są starania aby ten „produkt” finalny, w postaci ukształtowanego zawodnika był coraz lepszej jakości. Jednak póki co polski system szkolenia produkuje zawodników, obarczonych ogromną ilością piłkarskich niedostatków. I niestety są to niedostatki natury fundamentalnej, co widać jak na dłoni w starciu z reprezentacjami Szwecji, Słowacji czy Anglii. Zawodnicy grający w reprezentacji u-21 de facto są o rok – dwa starsi, zatem mówimy o piłkarzach już w dużej mierze ukształtowanych. Obalmy zatem mit o piłce juniorskiej, bo dzisiaj piłkarz 21, 22, 23 – letni to nie junior, ale pełnowartościowy członek dorosłego zespołu.
Mecz ze Słowacją, przy dużej dozie szczęścia, mogliśmy zremisować, a może nawet wygrać. Ale nie mówiłoby to nic o jakości naszych zawodników. Posiadamy zawodników szybkich, z niezłą motoryką, wydolnych, dobrze wyszkolonych technicznie. Jednak piłka cały czas pędzi do przodu i dzisiaj mówiąc o szybkości grania, nie mamy na myśli wyłącznie szybkości lokomocyjnej mierzonej szybkością biegu, ale przede wszystkim szybkość w podejmowaniu decyzji, antycypację boiskowych wydarzeń, reakcję na zachowanie przeciwnika i partnera. Technika to nie tylko swoboda w operowaniu piłką, ale też wybór właściwych rozwiązań, przyjęcie piłki pod presją przeciwnika i każdym dotknięciem piłki ułatwianie zadania sobie i kolegom z drużyny. Irytowały sytuacje, w których polski zawodnik przyjmował piłkę stojąc twarzą do bramki i choć za plecami miał plac do gry, nie miał tego świadomości bo nie zdołał w porę przeskanować przestrzeni. Dlatego zamiast przyjęciem odwrócić się w kierunku bramki przeciwnika i pchać akcję w tamtą stronę, wybierał zagranie powrotne, którym zapraszał oponenta do zaatakowania wysokim pressingiem.
Największe braki, jakie można było dostrzec, to braki w WYSZKOLENIU TAKTYCZNYM. W tym aspekcie widzieliśmy prawdziwą przepaść. Ileż razy mieliśmy do czynienia z sytuacją, kiedy zawodnik przy piłce wybierał najprostsze, asekuracyjne zagrania, bo partnerzy nie pomagali mu w budowaniu gry. Kiedy nie wiedział jak zachowają się partnerzy? Nie mówiąc już o organizacji w defensywie, kiedy w środku zionęła wielka wyrwa, brakowało asekuracji, a przeciwnik jednym zagraniem mijał 4 – 5 naszych zawodników, lub z łatwością wprowadzał dryblingiem piłkę w naszą strefę defensywną. Gdyby spojrzeć na grę innych ekip, łatwo można było zauważyć, że każdy piłkarz wie, gdzie w znajduje się pozostałych 10 zawodników i jak w danej sytuacji się zachowają. Wyprowadzanie piłki po ziemi, pokazywanie się do gry, wykorzystywanie wolnych przestrzeni, naprawdę duża dojrzałość piłkarska. Ogromna piłkarska inteligencja. To wszystko powoduje, że dwudziesto czy dwudziestoparoletni Słowacy, Czesi i Serbowie, są gotowi na dużą piłkę i nie potrzebują dwóch lat na dostosowanie się do warunków panujących w poważnych ligach.

Stąd daleki jestem od zdecydowanej krytyki trenera. Co nie oznacza, że nie widzę powodów do takowej. Nie przemawia do mnie zachowanie Zbigniewa Bońka, który w absurdalny sposób atakuje każdego, kto odważy się zrecenzować pracę trenera. Nie uważam bowiem, żeby prawo do oceny kogokolwiek nabywano po rozegraniu odpowiedniej liczby meczów w reprezentacji, a pozostali – gęba w kubeł. Tak samo jak nie zgadzam się z odmawiania ludziom prawa do oceny gry poszczególnych zawodników. Nie każdy ukończył kurs trenerski, nie każdy był piłkarzem, stąd oceny mogą być mniej lub bardziej chybione. I trzeba się z tym liczyć, tworząc sport dla mas i wyciągając do tychże ręce po pieniądze za bilety i reprezentacyjne gadżety. A jeśli wchodzący do dorosłej piłki zawodnik nie radzi sobie krytyką po słabej grze, widać nie jest do poważnego grania przygotowany również mentalnie. Bawi mnie też stosowanie tutaj argumentu, że w jednej chwili stawiamy pomniki, aby za moment zmieszać z błotem. Otóż trenerowi Dornie nikt pomnika nie stawiał, bo nie było ku temu powodu. Tak jak nikt nie miesza z błotem. Po prostu wielu ludzi piłki stwierdza fakt, że wyniki go nie bronią, a jego drużynom brak wyrazu. I trudno tej tezie zaprzeczyć. W kilka lat przegrał eliminacje do poprzednich mistrzostw Europy, które były jednocześnie eliminacjami do Igrzysk w Rio. Przerżnął też Euro u-21, do którego nie musiał się kwalifikować. A podczas ME u-17, gdzie jego zespół osiągnął półfinał, co uznano za wielki sukces, wygrał jeden mecz.

Dzisiaj na pierwszy plan wysuwa się jednak fakt, że dysponował zawodnikami o niższej jakości niż przeciwnicy, w dodatku nie będącymi w rytmie meczowym. Skoro zatem dysponujemy materiałem jakim dysponujemy i nie możemy liczyć na improwizację, za to mamy dużo czasu na przygotowania i pracę z zawodnikami, to można chyba oczekiwać, że w grze zespołu widać będzie jakikolwiek wypracowany automatyzm i choć podstawowe schematy rozegrania akcji czy stałych fragmentów. Takowych niestety nie stwierdzono.

Interesująca jest też kwestia Krystiana Bielika, który bez ogródek zrecenzował postawę kolegów w starciu ze Słowacją, czym zamknął sobie drogę do występu w turnieju. Jako kibic bardzo nad tym faktem ubolewałem, bo widziałem Bielika w kilku spotkaniach w barwach Birmingham i zrobił na mnie duże wrażenie. Podobnie jak w przedsezonowych sparingach Arsenalu Londyn. Jestem fanem jego talentu, ale mogę też zrozumieć decyzję trenera, niezależnie od tego czy mówił prawdę, czy nie. Tym bardziej jeśli prawdą są pogłoski o niechęci do Bielika ze strony pozostałych reprezentantów.

Konkluzja nie jest optymistyczna. Poziom tych mistrzostw jest naprawdę bardzo wysoki, a Polska, która dostała się do nich z automatu jako gospodarz, zdecydowanie ten poziom zaniżała. I nawet Macedonia, grając w piekielnie mocnej grupie z Portugalią, Hiszpanią i Serbią, zostawiła po sobie wyłącznie pozytywne wrażenia. Niestety (a może właśnie na szczęście?), starcia z reprezentacjami stanowiącymi przedsionek dorosłych kadr, unaoczniły problem. Kiedy młody Czech, czy Słowak wyjeżdża do zachodniej ligi, z miejsca walczy o transfer do jeszcze mocniejszego klubu. Znamienny jest przykład Patrika Schicka. Kiedy natomiast na zachód wyjeżdża młody Polak, zaczyna od wyrównywania zaległości i kompensowania braków, aby po roku czy dwóch podjąć rywalizację o pierwszy skład. Na szczęście powoli się to zmienia, czego egzemplifikacją są Karol Linetty i Bartosz Bereszyński. A wysiłki czynione w kierunku poprawy jakości szkolenia w Polsce, pozwalają wierzyć, że ten stan rzeczy zmieni się diametralnie. Ale na to poczekać musimy kolejne 5 – 10 lat.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*