Polska – Senegal 1:2. Z Kolumbią mecz o wszystko

Polska – Senegal 1:2. Z Kolumbią mecz o wszystko

Narzekaliśmy na terminarz. Bardzo narzekaliśmy na terminarz. Mówiliśmy, że Senegalczycy, podobnie jak inne drużyny z Afryki, najgroźniejsi będą w pierwszym meczu. Tymczasem cztery z pięciu afrykańskich ekip solidarnie przegrały swoje mecze, a jedna nie zaprezentowała nic wielkiego. Cóż z tego, skoro wystarczyło jej to na pokonanie reprezentacji Polski?

Dziś rano moja teściowa odebrała telefon ze sklepu z farbami do ścian:

-Dzień dobry. Farba dla pani jest już u nas w sklepie, proszę sobie dzisiaj po nią podjechać.
-A do której macie państwo czynne?
-Normalnie do 18:00, ale dzisiaj wychodzimy o 16:00, bo musimy zdążyć na mecz Polaków.

Podejrzewam, że podobne standardy panowały dziś w wielu polskich firmach, korporacjach, zakładach. Domy i balkony przyozdobiono flagami, a na ulicach roiło się od samochodów przybranych w biało-czerwone chorągiewki i szaliki. Ostatni raz takie szaleństwo miało miejsce 12 lat temu. W 2006 roku, bo właśnie wtedy po raz ostatni gościliśmy na Mistrzostwach Świata. Zarówno wtedy jak i dzisiaj nasza nadzieja i wiara osiągnęła niebotyczny poziom. Odważę się zaryzykować stwierdzenie, że dzisiaj nawet wyższy niż podczas turnieju w Niemczech.
Przed 16:00 poznaliśmy składy. Adam Nawałka znalazł miejsce na boisku dla Lewandowskiego, Milika i Zielińskiego, trzech bardzo ofensywnych zawodników. Dodając do tego Grosickiego i Błaszczykowskiego na skrzydłach, mogliśmy przypuszczać, że Polacy od pierwszej minuty rzucą się na swojego przeciwnika. Nic z tych rzeczy. Budowaliśmy akcję od samego tyłu, wymieniając większość podań na własnej połowie. Kiedy przekroczyliśmy granicę linii środkowej, nagle zapominaliśmy, że z piłką potrafimy zrobić o wiele więcej niż ją stracić, niedokładnie podać, wdać się w niepotrzebny drybling. Mówiąc w skrócie – nie wiedzieliśmy, jak przetransportować ją w pole karne przeciwników. Przeciwników, którzy również nie grali wielkiego meczu. Nie kwapili się do ataków, mozolnie budowali każdą akcję, a ich największy gwiazdor, Sadio Mane, chował się za naszymi obrońcami. Z takiej dyspozycji obu drużyn nie mogło wyniknąć nic innego jak tylko nudny, zupełnie nieatrakcyjny mecz. Przysypiających kibiców obudziła akcja z 37 minuty. Na prawej stronie Piszczek przegrał pojedynek z Niangiem, który pociągnął skrzydłem, oddał futbolówkę Mane, a ten odegrał ją przed pole karne. Idrissa Gueye zdecydował się na strzał, jednak bardzo nieczysto trafił w piłkę. Na jego szczęście na jej drodze niefortunnie pojawił się Thiago Cionek, czym zmusił Wojciecha Szczęsnego do kapitulacji. Stracona bramka nie podziałała motywująco na naszych piłkarzy. Do końca pierwszej połowy nie stworzyli żadnej dogodnej sytuacji pod bramką N’Diaye’a. Realizator raz po raz pokazywał Adama Nawałkę. Jego wewnętrzna złość była wyczuwalna nawet dla osób niewyspecjalizowanych w czytaniu mowy ciała. Ewidentnie dawał po sobie znać, że zawodnicy nie realizują planu na to spotkanie.

W szatni padło zapewne kilkadziesiąt mocnych słów, ale czy przełożyły się one na dyspozycję Biało-Czerwonych w drugich 45 minutach? Nie za bardzo. Polacy nadal grali bez polotu, bez pasji, bez pomysłu. Wiara kibiców została pogrzebana w 60. minucie. Niang, który chwilę wcześniej zwijał się z bólu poza linią boczną, dostał od sędziego głównego pozwolenie na powrót na boisko. Nie dostrzegli tego ani Krychowiak, posyłając piłkę między linię naszej obrony a bramkarza, ani Bednarek, oczekując na gwizdek przerywający grę po tym, jak do futbolówki dopadł napastnik rywala. Senegalczyk na pełnej prędkości minął Szczęsnego i ze stoickim spokojem podwyższył prowadzenie. Protesty Lewandowskiego i Krychowiaka w kierunku arbitra wydają się być bezpodstawne. Ten drugi wlał w serca Polaków nadzieję na doprowadzenie do wyrównania, gdy po dośrodkowaniu Grosickiego celną główką umieścił piłkę w siatce. Niestety, tego wieczoru nie było stać nas na nic więcej.

Czytam w internecie, że niektórzy starają się szukać winnych porażki. Odpowiadam: reprezentacja Polski. Skoro wygrywamy wszyscy, to i przegrywajmy wszyscy. Nauczmy się tego. Tu nic nie dadzą poszukiwania ofiar do odstrzelenia. Trzeba wziąć się w garść, podnieść głowy do góry i walczyć dalej. Wszystko w nogach naszych zawodników.
Prawdopodobnie mało kto spodziewał się, że mecz Polski z Kolumbią będzie meczem o wszystko zarówno dla jednej, jak i dla drugiej ekipy. Los Cafeteros przegrali dziś z Japonią, również 1:2. Jeszcze kilka godzin temu wydawało się, że mecz w Kazaniu wyłoni pierwszą drużynę, która awansuje z grupy H do 1/8 finału. Futbol tymczasem napisał zgoła inną historię. Dzisiaj możemy twierdzić, że jest to przykre, ale w dłuższej perspektywie czasu właśnie za tę nieprzewidywalność kochamy piłkę nożną.


Które drużyny z grupy H wywalczą awans do 1/8 finału? Sprawdźcie naszą sondę!

 

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*