„Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk.” Recenzja

„Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk.” Recenzja

W roku 2010 spod pióra Ronalda Renga, znakomitego niemieckiego dziennikarza, wyszła książka, mająca być zapisem walki z depresją, i swoistą terapią, której poddał się jej bohater – Robert Enke. Miała stanowić ostrzeżenie i nadzieję dla tych, którzy mogli paść ofiarą tej straszliwej choroby. Niestety stanowi ostrzeżenie dramatyczne i ostateczne, bo nie wieńczy jej happy end lecz tragedia. 

„Głównym celem Bundesligi lat 90. było tworzenie presji. Musieli ją wywierać wszyscy: trener na piłkarzach, rezerwowi na trenerze za pośrednictwem prasy, rezerwowy bramkarz na podstawowym, podstawowy na rezerwowym, a dyrektor siłą rzeczy na wszystkich. Jedyną osobą, która wywierała presję na Robercie Enke w Jenie, był on sam.”

Enke poznajemy, gdy stawia pierwsze kroki w drodze na szczyt i rozpoczyna walkę o pierwszy skład w swoim klubie. Czy już wtedy można było zauważyć pierwsze symptomy nadciągającego niebezpieczeństwa? Czy radził sobie z presją? Jak wygląda specyfika zawodu bramkarza? Co czuje bramkarz gdy jego zespół przegrywa mecz za meczem? A co, gdy pozostawiony sam na pastwę napastnika bezradnie wyciąga piłki z siatki. Jakie emocje towarzyszą genialnej paradzie, po której stadion wiwatuje na cześć golkipera, a jakie odczucia targają nim gdy popełnia fatalny w skutkach błąd? Bo z książki dowiadujemy się nie tylko o chorobie niszczącej życie utalentowanego piłkarza, ale też poznajemy blaski i cienie gry na tej newralgicznej pozycji oraz jej takyczno-techniczne niuanse.

„Samotność bramkarza, często literacko nadmuchana, wywołuje współczucie, jednak gdy drużyna zmierza na samo dno, to dla niego staje się błogosławieństwem. Gra swój własny mecz i w porażkach odnajduje zwycięstwa.”

Jak wyglądały kulisy transferu do Benfiki Lizbona i dlaczego omal nie spalił na panewce? Jak to się stało, że trafił do FC Barcelony? Co sprawiło, że kataloński sen zamienił się w koszmar i jaki udział w tym mieli Frank de Boer i Louis van Gaal? Kolejnym etapem w jego karierze było Fenerbahce, ale debiut okazał się jednocześnie pożegnaniem i błyskawicznie rozwiązał kontrakt. Kiedy wydawało się, że stanął nad przepaścią, a jego kariera zmierzała ku końcowi, nieoczekiwanie znalazł ukojenie w drugoligowym CD Tenerife. Runda spędzona w tym klubie była jednym z najlepszych okresów w jego karierze, stanowiąc niejako oczyszczenie i pozwalając powrócić do futbolu na najwyższym poziomie już w barwach Hannoveru. Tam osiągnął status klubowej legendy, stając się regularnym reprezentantem kraju, a nawet pewniakiem do miejsca w bramce podczas mistrzostw świata w 2010 roku. Mistrzostw, których już nie dane było mu doczekać.

Ale wszystkie piłkarskie wydarzenia są tu jedynie tłem, a motywem przewodnim jest walka z depresją.

Kunszt autora sprawił, że pokonując kolejne strony stajemy się jakby uczestnikami życia Roberta i Teresy Enke. „Życie wypuszczone z rąk” czyta się jak dobrą fabułę, z czasem na moment zapominamy, że zakończenie przecież jest nam znane i liczymy, że nie będzie ono tak dramatyczne jak w rzeczywistości. Ze szczegółami czytamy o pierwszym ataku depresji w 2003 roku, następnie śledzimy życie będące sinusoidą, a kiedy wydaje się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku, następuje zwrot przypominający, że niestety nieuchronnie zmierzamy do tragedii. Ostatnie chwile tego dramatu mogą poruszyć.

„Nie istniała żadna reguła podczas balansowania między kontrolą a samodzielnością. Teresa musiała zaufać własnemu instynktowi. W minionym tygodniu praktycznie codziennie jeździła z nim na treningi, a wczoraj przetrwali mecz. Dziś wydawało się więc, że jest dobry dzień, aby Robert pojechał sam. By odzyskał kolejną cząstkę normalności.”

Błędem byłoby twierdzenie, że jednym bohaterem książki jest Robert Enke, gdyż jest ona również zapisem walki z przeciwnościami, jaką stoczyła jego żona – Teresa. Dźwigała ona na swoich barkach niewiarygodny ciężar, ale mimo wszystko starała się w każdym momencie wspierać męża, a celem jaki sobie postawiła było uczynienie ich życia tak normalnym jak tylko to możliwe. Przeżyła trudną ciążę i śmierć dziecka. Jej heroizm i dzielność jest godna najwyższego uznania, co znajduje swe odzwierciedlenie na kartach książki.

Wśród uwag kierowanych w stronę Ronalda Renga dało się słyszeć utyskiwania na nieco zbyt kwiecisty styl. W istocie momentami mogło to uwierać, nie mniej z czasem stało się problemem absolutnie drugorzędnym. Być może był to zabieg mający nadać opowieści nieco innego wymiaru. Abstrahując od tego, czy jest to książka dobra, bardzo dobra, a może wybitna, podkreślić należy, że jest to przede wszystkim książka POTRZEBNA. Jej lektura pozwoli zrozumieć co dzieje się w głowie człowieka chorego na depresję, a może też pomoże zdiagnozować u najbliższych wczesne jej oznaki. Reng udźwignął ten trudny temat, w sposób niezwykle plastyczny ukazując wszystkie jego odcienie.

*****

O tym jak okrutną chorobą jest depresja, jakie są jej mechanizmy i jak można pomóc cierpiącym na nią, przeczytać możecie w naszym artykule pod poniższym linkiem:

Gdy napastnik mieszka w głowie. Depresja w sporcie

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*