Ruud Gullit – Jak oglądać piłkę nożną. Recenzja.

Ruud Gullit – Jak oglądać piłkę nożną. Recenzja.

W ubiegłym roku ukazała się książka Ruuda Gullita o intrygującym tytule: „How to watch football?”. Na polskie wydanie czkaliśmy nieco ponad pół roku. Krzykliwa okładka od razu przykuwa wzrok, a Marcin Feddek grzmi o wkraczaniu w „Świat futbolu, o którym nie miałeś pojęcia”. Czy można trafić na bardziej interesujący temat, w czasach kiedy piłkarska analityka przeżywa swój złoty okres?

Jak słusznie zauważył Andrzej Gomołysek, twórca portalu taktycznie.net, Ruud Gullit miał okazję grać w najciekawszych taktycznie drużynach swoich czasów. Do tego występował na niemal każdej pozycji. Poznał zatem specyfikę gry w każdym sektorze boiska i miał okazję rozwijać swoje umiejętności pod okiem wielkich piłkarskich umysłów.

Znakomity holenderski piłkarz przyjechał wiosną z wizytą do naszego kraju i niczym papież przemierzał sportowe redakcje szerząc słowo analityka i promując swe dzieło. Rodzimi eksperci z zamiłowaniem spijali każde słowo z ust przybysza z zachodu, licząc, że niezbędna wiedza wprost na nich spłynie. Jak się jednak okazało, niniejsza książka nie zostanie kompendium wiedzy analityka piłkarskiego. Mało tego, w moim osobistym rankingu będzie jednym z większych rozczarowań. Niestety zamiast instrukcji jak oglądać piłkę nożną, dostajemy do rąk przykład jak nie należy o tejże pisać. Dlaczego? Spieszę z wyjaśnieniami.

To co uderza najmocniej od samego początku lektury to niebywałe nasycenie książki banałem. Gullit zdradza nam między innymi sekret idealnej wrzutki:

„Odkryłem, że kopanie wewnętrzną częścią stopy w środek piłki jest najbardziej efektywne i sprawia, że piłka leci na odpowiedniej wysokości. Co więcej, musiałem też nauczyć się nadawać futbolówce odpowiednią prędkość. Jeśli uderzyłem za mocno, przelatywała nad wszystkimi. Jeśli nie użyłem wystarczającej siły, nie miałem kontroli nad tym gdzie trafi”.

A to tylko początek… Dalej jest równie ekscytująco. Dowiadujemy się między innymi, że kluczem do sukcesów jest posiadanie w składzie piłkarzy o wyjątkowych umiejętnościach indywidualnych w ataku, jak Messi, Neymar i Suarez. A niektóre tezy przez niego stawiane mogłyby wstrząsnąć światem piłki nożnej:

„Nawet na najwyższym poziomie często to widać: grę w trójkącie między dwoma środkowymi obrońcami a bramkarzem. To nieodpowiedzialne, gdy twoim celem jest wygrana, ponieważ niesie za sobą zbyt wielkie ryzyko. A jednak w Holandii wydaje się właściwie powszechne. Gdzie indziej w tego rodzaju sytuacjach piłkarze ekspediują zwykle piłkę na połowę przeciwnika. Nawet Barcelona regularnie popełnia kardynalny grzech przygotowywania akcji od tyłu. (…) Skoro Barcelona sobie z tym nie radzi, słabsze drużyny nawet nie powinny próbować”.

Nie, niczego nie przekręcam. Fragmenty podobnie absurdalne jak powyższe zmuszają do zadania sobie pytania, czy nie jest to osobliwy pastisz, a autor tak naprawdę mruga do nas okiem. A może problem leży w tłumaczeniu?

Jednocześnie nie chciałbym abyście odnieśli wrażenie, że książka jest jednym wielkim stekiem bzdur. Pomiędzy wszystkimi oczywistościami przemycono sporo ciekawostek. Jednym z najciekawszych momentów książki jest według mnie próba zdiagnozowania przyczyn zapaści holenderskiego futbolu. Autor doszukuje się powodów między innymi w niderlandzkiej naturze.

„Dla Hiszpanów, Włochów i Anglików tak naprawdę nie istnieje coś takiego jak mecz towarzyski. Należałoby wyrzucić ten termin z tamtejszych słowników, bo gra się zawsze o zwycięstwo. (…) W Holandii podobna mentalność właściwie nie istnieje”.

Przedziwna jest już sama struktura książki. Rozdziały podzielone są na mniejsze podrozdziały, a właściwie podrozdzialiki, które zwykle nie tworzą żadnego ciągu logicznego. Są jakby zbiorem felietonów, które bardzo pobieżnie traktują o różnych elementach futbolowej sztuki. Tworzy to dzieło niespójne, jakby pisane bez konspektu i wizji. I tak w rozdziale „Pozycje” mamy kilka podrozdziałów dotykających gry w środku pola, po czym następuje kilka akapitów pt. „Konflikt z trenerem”. Czy jak w części pt. „Nowe rozwiązania”, w której prześlizguje się przez „Komercjalizację” (dowiadujemy się wyłącznie, że reklamował samochód i Adidasa z przerwą na Lotto), „Odżywianie” (gdzie informuje, że jedzenie jest ważne), pędząc do „Wsparcia technicznego”. Poświęcając każdemu zagadnieniu po kilkanaście zdań. To powierzchowne traktowanie materii jest irytujące. Trącące wręcz brakiem szacunku do czytelnika, bo wygląda jak próba zapchania 330 stron tekstem, tylko po to żeby wypełnić warunki kontraktu, nie troszcząc się o wartość merytoryczną. Bo czy można na jednej stronie opisać specyfikę ustawienia 3-5-2? Równie bez sensu jest choćby stosowanie absurdalnej wykładni dotyczącej stosowania przepisów w jednym z finałów Ligi Mistrzów, kiedy mówi, że sędzia co prawda podjął słuszną decyzję wyrzucając zawodnika z boiska, ale powinien kierować się zdrowym rozsądkiem i nie psuć widowiska… Argument mocno gimnazjalny.

W ten sposób książka z potencjałem na dużego kalibru hit pozostawiła mnie z uczuciem sporego niesmaku. Oczywiście prezentuję tu swoje czysto subiektywne odczucia. Być może ktoś odnajdzie w niej coś dla siebie? Być może otworzy oczy komuś, kto do tej pory nie patrzył na futbol analitycznie, a jedynie emocjonalnie? Na pewno ci, którzy zjedli na piłce zęby, nie odnajdą w niej nic nowego. Z drugiej strony jest ona znakomitym przykładem jak robić dobry marketing wokół dosyć przeciętnego projektu.

Czyżby?

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*