Szanuj Benzemę swego, bo możesz mieć gorszego.

Szanuj Benzemę swego, bo możesz mieć gorszego.

Real Madryt w ostatnich latach wygrał właściwie wszystko co było do wygrania. Zinedine Zidane po niespełna dwóch sezonach pracy jest wymieniany w jednym szeregu wśród najlepszych trenerów, a niemal każdy zawodnik zalicza się do najlepszych na świecie na swojej pozycji. Niemal, bo jest zawodnik, na którego od lat spada sporo krytyki. Ale czy zasłużonej?

Karim Benzema, bo o nim mowa, nie cieszy się przesadnym uwielbieniem fanów, choć dla Zidane’a czy Ancelottiego był zawodnikiem niezbędnym. Obaj trenerzy wypowiadają się o nim wyłącznie w superlatywach. Co jednak sprawia, że Francuz nie znajduje uznania w oczach fanów? Dlaczego – parafrazując Jakuba Wawrzyniaka – jest zastępcą zawodnika, który nie istnieje? Wszak od lat słychać głosy, że Real szuka napastnika i w tym kontekście wymienia się naprawdę duże nazwiska. Jednak do tej pory nikt Benzemy ze składu nie wygryzł, a Real zdobywa puchar za pucharem.

Wychowanek Olympique Lyon został ofiarą schematycznego myślenia o piłce nożnej. Docenienie jego wpływu na grę Realu wymaga nieco szerszego spojrzenia.
Raul Gonzalez jest powszechnie uznawany za żyjącą legendę Realu i generalnie trudno z tą tezą polemizować. Podobnie rzecz ma się z tym nieco pulchniejszym Ronaldo. Obaj nastrzelali trochę bramek, podnieśli kilka pucharów, a kibice wspominają ich z dużą dozą sympatii, czy nawet z pewną nostalgią. Tak prezentują się ich statystyki:

Jak wynika z liczb, Benzema – zawodnik uznawany za zbyt słabego na Real, ma wyższą średnią bramek na mecz niż Raul… Sporo brakuje mu do Ronaldo. Ale gdy weźmie się pod uwagę minuty spędzone na boisku, okaże się, że strzela bramki co 137 minut, co przy 186 minutach Raula robi wrażenie. A i sam Brazylijczyk na bramkę pracował średnio niewiele krócej, bo 132 minuty. Jednak co innego budzi tu prawdziwe  uznanie – Francuz co 87 minut(!) strzela bądź asystuje, czym zupełnie dystansuje swoich znamienitych poprzedników.

I właśnie pod tym kątem należy rozpatrywać kwestię jego przydatności dla Królewskich. Carlo Ancelotti uważał, że Ronaldo i Bale w dużej mierze zawdzięczają swoją skuteczność właśnie Benzemie. Jak pisał w swej książce:

„Ludziom wydaje się, że Benzema to typowy napastnik, ale on ma też dużo sprytu, jak klasyczny pomocnik. Jest wspaniałym, wszechstronnym piłkarzem i dzięki tym umiejętnościom spinał nasz atak z pomocą. Jego nieobecność dała nam się we znaki.”

Gdyby przyjrzeć się jego statystykom podań i porównać je z czołowymi napastnikami w Europie, nie ma sobie równych. W ostatnich 12 miesiącach wykonywał średnio o ponad 10 podań więcej niż Robert Lewandowski, czy o niemal 6 więcej niż Suarez. Podawał z największą precyzją, zaliczał średnio najwięcej podań zdobywających pole gry i zagrywał je również z najwyższym procentem skuteczności.

Nieszczęściem snajpera Królewskich jest fakt, że żyje w erze Cristiano Ronaldo i Leo Messiego – dwóch facetów, którzy zdefiniowali na nowo termin: „łowca bramek”. Forując oceny należy mieć na uwadze to, że w obecnej taktyce Realu nie ma miejsca na klasycznego napastnika innego niż Cristiano Ronaldo. A bycie „dziewiątką” w zespole, w którym po skrzydle biega wspomniany Portugalczyk, czyli zawodnik zazwyczaj nie dośrodkowujący, jest zadaniem stosunkowo niełatwym. Benzema już dawno się z tym pogodził. Często schodzi na skrzydła i zalicza sporo kontaktów z piłką właśnie w bocznych sektorach. Jego ogromną umiejętnością w grze na pozycji numer 9 jest to, iż potrafi w odpowiednim momencie zrobić miejsce schodzącym do środka skrzydłowym – z czego skwapliwie korzysta zwłaszcza Ronaldo, lub podłączającym się z drugiej linii pomocnikom. Kluczem do jego obiektywnej oceny jest wzięcie pod uwagę tych aspektów.

W obecnej sytuacji doprawdy nie sposób wyobrazić sobie zawodnika, który wywiązywałby się ze swych zadań w Realu równie dobrze jak Karim Benzema. Umówmy się, że fakt, iż za sterami Realu Madryt stoi inny Francuz, a jednocześnie wielbiciel jego talentu, również nie pogarsza jego pozycji wyjściowej. Ofensywa Realu może uchodzić za wzór koegzystencji. Neymar opuścił Barcelonę bo jego ego nie mieściło się w szatni Katalończyków obok Leo Messiego. W Paryżu nie po drodze mu z Edisonem Cavani. W Bayernie mamy konflikt na linii Lewandowski – Robben. Madryt jawi się wobec tego jako miejsce, w którym wszystko jest poukładane jak należy i każdy zna swoje miejsce w szeregu.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*