„Victor Valdes. Samotność bramkarza.” – Recenzja

„Victor Valdes. Samotność bramkarza.” – Recenzja

„Żałośni fałszywi ludzie. Krytykowali mnie przez cały sezon i na końcu, po jednym dobrym występie, przychodzą, poniżają się, podają mi rękę, gratulują. Tego dnia zrozumiałem, że świat piłki nożnej nie jest moim światem”

Książka byłego bramkarza Barcelony nie jest pozycją, do jakich przyzwyczaił się piłkarski kibic. Nie jest to typowa autobiografia. Ba, trudno powiedzieć nawet, aby była to książka o tematyce stricte piłkarskiej. Owszem, narrację wyznacza boisko, ale punktem ciężkości jest ludzka psychika, a w szczególności presja i walka z nią. Autor wspomnień nie jest osobą, która w trakcie trwania kariery pchała się na afisz. Pozostawał zdecydowanie w cieniu kolegów z boiska, a przez długie lata był niedocenianym elementem zabójczej machiny „Blaugrany”. Jakby jego mało efektowny styl nie pasował do niebotycznych popisów piłkarskich półbogów z Messim na czele. Jednak kiedy już udzielał wywiadów, nie dało się nie odnieść wrażenia, że oto mamy do czynienia z postacią absolutnie nietuzinkową, wymykającą się ramom narzuconym przez stereotypowy obraz piłkarza. Jego wnikliwa analiza rzeczywistości i nieoczywiste wnioski, musiały budzić uznanie. Podobny obraz wyłania się z książki. Trzeba jednak również postawić sprawę jasno: pozycja nie jest i nie stanie się hitem.

Nie mamy tu do czynienia z historią młodzieńca, który spełnił dziecięce marzenia i osiągnął ogromy sukces. Wręcz przeciwnie. Dostajemy do rąk opowieść o człowieku, który całe dzieciństwo i młodość poświęcił na coś, co nie sprawiało mu najmniejszej przyjemności. Coś, co sprawiało psychiczny ból, ale nie potrafił przeciwstawić się ogromnej presji wywieranej przez najbliższe otoczenie. Już na starcie otrzymujemy informację, że nigdy nie chciał być bramkarzem. Weekend był koszmarem, bo trzeba było rozegrać mecz. A mecz = presja. Piłka nożna z beztroskiej rozrywki zamieniła się w cotygodniową katorgę.

„Lubiłem wszystko, co nie miało związku z futbolem. (…) Mam sprzeczne uczucia w stosunki do swojego ojca. Z jednej strony jego presja i uporczywość sprawiły, że pokonałem własne słabości. Z drugiej strony ograniczyły one nasze relacje i zdecydowały o mojej przyszłości.”

W blisko 200 stronicowej książce Victor Valdes stara się przybliżyć nam swoją autorską metodę, dzięki której znalazł się na szczycie i potrafił obrócić słabości w siłę. Metoda składa się z ośmiu kroków, a jej celem jest minimalizacja presji do tego stopnia, aby w momencie próby zachować pełną efektywność działania. Wiele elementów nie jest żadnym wielkim odkryciem: presja to wróg, obierz cel, zachowaj pokorę, wypracuj nawyki… itd. Inne są dość osobliwe… jak choćby „postawa ofiary”. Jest to technika, polegająca w skrócie na przekonaniu siebie, że jestem tak beznadziejny, że nikt nie oczekuje ode mnie niczego specjalnego. Wszyscy uważają mnie za najsłabszy punkt, więc poprzeczka jest zawieszona tak nisko, że właściwie nic gorszego już się nie może wydarzyć. Tym sposobem ściągam z siebie jakąkolwiek presję oczekiwań. Sporo miejsca poświęca również wizualizacji. Wizualizacja jest elementem, który wciąż w procesie rozwoju młodego zawodnika i procesie treningowym zawodnika ukształtowanego, jest mocno niedoceniany. Czy słusznie? Zdania są podzielone, ale istnieją liczne przykłady mówiące o potędze wizualizacji. Jak choćby Michael Phelps, który jeden ze złotych medali olimpijskich zdobył z zamkniętymi oczami, bo woda dostała się do okularków pływackich. Amerykanin regularnie wizualizował idealny występ, co uznano za wyjaśnienie owego fenomenu.

Książka pełna jest truizmów takich jak: „sukces może być niebezpieczny”, „pracuj ciężko, a przyjdą rezultaty”, „nie osiągniesz efektów bez ćwiczeń”, co w znaczny sposób psuje przyjemność płynącą z czytania. Historii zakulisowych również jest jak na lekarstwo i dowiadujemy się z nich między innymi, że Iniesta to człowiek z bardzo rozwiniętą empatią, Van Gaal wręcz przeciwnie, a Guardiola świetnie zarządza ludźmi.
Mimo to jest cenną wskazówką, gdzie sportowcy powinni szukać rezerw. W czasie gdy organizmy sportowców są motorycznie wyżyłowane do granic możliwości, dietetyka nie ma przed nikim tajemnic, a poziom na absolutnym topie jest nieprawdopodobnie wyrównany, o sukcesie bądź porażce decydują detale. Jedynym obszarem, który wydaje się pozostawiać wciąż niezmierzone pole do eksploracji, jest trening mentalny.

Przeczytać można, ale daleki jestem od stwierdzenia, że trzeba. Spisana przyjemnym, łatwo przyswajalnym językiem, nie jest nazbyt obszerna, co sprawia, że nie wymaga poświęcenia wielu godzin. Nie pozostawia w poczuciu straconego czasu. Pozwala obcować z niezwykle interesującą osobą i poznać jej niełatwą historię. Historię, która dla wielu może być zaskoczeniem.

„Jestem najgorszym bramkarzem, jakiego może mieć Barca. Cały świat mnie krytykuje, jestem na dnie. Nikt nie oczekuje ode mnie niczego wielkiego, więc nie mam nic do stracenia, prawda?”

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*