Wolne Ronaldo, karne Dudka, psychologia w sporcie. Czyli nie wszystko złoto co się myśli.

Wolne Ronaldo, karne Dudka, psychologia w sporcie. Czyli nie wszystko złoto co się myśli.

26 czerwca 1992 roku, Goteborg. W finale europejskiego czempionatu spotykają się Dania i Niemcy. W 18 minucie John Jensen uderza z 15 metrów, zdejmuje pajęczynę z okienka bramki Illgnera, a piłka jakimś cudem nie rozrywa siatki. Tuż po mistrzostwach Duńczyk został zawodnikiem Arsenalu, a Goerge Graham, ówczesny menedżer Kanonierów, charakteryzując nowy nabytek oświadczył, że jest on bramkostrzelnym pomocnikiem. Problem w tym, że miało to niewiele wspólnego z faktami. Finałowy gol Jensena stał się jego wizytówką, ale był jednym z zaledwie czterech jakie strzelił w 73 reprezentacyjnych występach. Szaloną skuteczność podtrzymał w Arsenalu, gdzie – w niemal 100 ligowych meczach – do siatki trafił… raz. W serwisie youtube można znaleźć ciekawą kompilację ze strzałami Jensena. Wynika z niej, że owszem lubił uderzać z dystansu. Jednak to, że lubię tańczyć nie oznacza, że potrafię, a pomocnik Arsenalu trafiał do celu równie często, jak snajper z parkinsonem. 

Powyższa historia w znakomity sposób udowadnia, że sport podlega tym samym psychologicznym procesom co każda inna dziedzina życia. Badanie styku codzienności ze światem wielkich pieniędzy, blasku fleszy i globalnego zainteresowania, choć na pierwszy rzut oka trąci pomieszaniem sacrum i profanum, pokazuje, że kupując pastę do zębów i zawodnika za 50 mln. euro, człowiek kieruje się podobnymi schematami.

Gdybyśmy dzisiaj o opinię na temat Jerzego Dudka poprosili przeciętnego kibica, usłyszelibyśmy pewnie, że miał świetny refleks, był dobry na linii, a wielu zwróciłoby uwagę na umiejętność bronienia rzutów karnych. Wszak przywołując w pamięci jego karierę, na pierwszy plan wysuwa się nieprawdopodobny finał ligi mistrzów ze Stambułu, gdzie w serii jedenastek nie pokonali go Pirlo ani Schevchenko – co by nie mówić grajkowie nie w kij dmuchał. Odrzucając jednak emocje i uproszczenia jakimi kieruje się nasz mózg, możemy sięgnąć po statystyki z jego kariery, z których wynika jasno – Jerzy Dudek nigdy nie był ekspertem od bronienia jedenastek. Mało tego, w tym aspekcie był o kilka długości za czołowymi golkiperami swoich czasów, a nawet nigdy nie dorównywał innym polskim bramkarzom ery najnowszej. Dowody? Proszę bardzo:
Przeanalizowaliśmy rzuty karne podyktowane w regulaminowym czasie gry. Jerzy Dudek miał okazję 28 razy bronić strzały z punktu wyznaczonym na 11 metrze. Udało mu się zatrzymać… 2 takie uderzenia. Daje to niezawodność na poziomie 7%.
Pepe Reina, bramkarz Napoli, który długo rywalizował z Polakiem o miejsce w bramce Liverpoolu, obronił 9 na 70. Co daje 13%. Wynik znacznie lepszy, ale wciąż nędzny. Iker Casillas obronił 19 z 89 karnych – 21%. I właśnie okolice 20% niezawodności wydają się być pewną granicą przyzwoitości wśród bramkarzy. Podobną osiągnął Toldo (20%), Edwin van der Sar (18%) czy Oliver Kahn (21%). Za niekwestionowanych fachowców w tym elemencie piłkarskiego rzemiosła uchodzić mogą Buffon i Manuel Neuer. Włoski weteran obronił 29 z 94 karnych (31%). Oznacza to, że broni niemal co trzecie uderzenie z „wapna”! Jeszcze lepszą niezawodność osiągnął Neuer – 35%! Broniąc 18 z 52 uderzeń.
My również nie mamy się czego wstydzić. Artur Boruc broni ok. 27% karnych – 15/56. Również Szczęsny i Skorupski mają bardzo wysoki wskaźnik – 25%. Odpowiednio 12/47 i 6/24. Co ciekawe Łukasz Fabiański, którego wiele osób skrytykowało za postawę podczas rzutów karnych na Euro 2016, również posiada przyzwoite statystyki. Obronił  w karierze 733 jedenastek (23%). Ale to Dudek był bohaterem meczu, który zapisał się na zawsze w historii światowej piłki.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego oceniamy na podstawie czynnika często statystycznie nieistotnego, tylko dlatego, że silnie oddziałuje i zapada w pamięć? Odpowiedź jest o tyle interesująca co bardzo prosta, a znajdziemy ją w każdym podręczniku psychologicznym.

Wyobraźmy sobie szachistów. „Rozpoczynając grę, możesz wykonać ruch jednym z dziesięciu pionków. Na każdy z tych dziesięciu ruchów przeciwnik może odpowiedzieć ruchem każdego z dziesięciu własnych pionków. Musisz następnie rozważyć, jak odpowiedziałbyś na każdą z tych stu możliwych kombinacji posunięć. Liczba możliwych zestawień szybko rośnie do wartości tak wielkich, że nawet najpotężniejsze komputery nie mogą przetworzyć ich wszystkich. Co zatem robią szachiści reprezentujący poziom mistrzowski? Wybierają tylko te możliwe ruchy, które są najbardziej obiecujące, i następnie rozgrywają w myślach posunięcia i kontrposunięcia związane z tymi niewieloma możliwościami.”* Gdyby nie filtrowanie informacji przez nasz umysł, ilość danych do „przeskanowania” byłaby nie do przyjęcia, a naszemu mózgowi niechybnie groziłaby eksplozja. Na ratunek przychodzą nam heurystyki wydawania sądów, a więc „uproszczone reguły wnioskowania, którymi posługują się ludzie, by wydawać sądy w sposób szybki i efektywny.”** Heurystyka (z greckiego „odkrywać”) może wydawać się pójściem na skróty, jak już jednak ustaliliśmy, to pójście na skróty bywa zbawienne. Badania pokazują, że formułowanie wniosków w ten sposób zazwyczaj się sprawdza, choć nie opiera się na przeanalizowaniu próby dającej nam pełnię wiedzy. Ale ludzki mózg oczywiście nie jest niezawodny i również w tym schemacie formułowania wniosków natrafiamy na pewne odchylenia.

Cristiano Ronaldo zdobył w swojej karierze grubo ponad pół tysiąca bramek. Pół setki, z małym okładem, to bramki po strzałach z rzutów wolnych. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być wynik więcej niż przyzwoity. Ale spójrzmy na niego z innej strony… W marcu 2015 roku Daily Mail opublikował interesującą statystykę dotyczącą CR7 i jego niezawodności przy stałych fragmentach. Wynikało z niej, że Portugalczyk nie wykorzystał ponad 50 rzutów wolnych z rzędu. Co więcej, na jednego zdobytego gola potrzebował przeciętnie niemal 16 stałych fragmentów, kiedy Bale i Pirlo zamieniali na bramkę niemal co 10 strzał z wolnego. Analitycy Opty, w lutym ubiegłego roku, wyliczyli, że odkąd Ronaldo i Messi grają razem w La Liga, zdobyli z rzutów wolnych odpowiednio 18 i 16 bramek. Argentyńczyk potrzebował do tego niecałe 198 prób (niezawodność 8%), napastnik Realu – 275 (6,5%). Wypada zadać pytanie, czy jest na świecie drugi zawodnik, który mimo tak marnego bilansu, mógłby równie często uderzać z rzutów wolnych. Nie przeszkadza to jednak komentatorom zawodów anonsować jego próby głosem pełnym podniecenia. Choć jeśli u kogoś widok Ronaldo ustawiającego piłkę na 20 metrze miałby wywoływać drżenie łydek, nie powinien to być bramkarz przeciwnika, ale śmiałkowie ustawieni w murze, bądź fani zajmujący sektor za bramką.
W zrozumieniu tego fenomenu pomaga nam (a jakże!) heurystyka. A dokładnie heurystyka dostępności, czyli odchylenie powodujące dysonans pomiędzy opinią a faktem. „Odnosi się ona do wydawania sądów na podstawie tego, jak łatwo jest nam coś przywołać do świadomości.”* Zatem mamy z nią do czynienia zarówno w przypadku Jensena, Jerzego Dudka i Cristiano Ronaldo. W pamięć zapadały nam potężne uderzenia Portugalczyka omiatającego pajęczyny z okienek, lub te rozrywające siatkę, a nie fatalne pudła, których było niemal 20 razy więcej. „Problem z heurystyką dostępności polega na tym, że niekiedy to, co dostępne w naszej pamięci, ma charakter nietypowy i prowadzi do błędnych ocen.”* Innymi słowy – wielu kibiców rodzimej Ekstraklasy postrzega Ariela Borysiuka, jako zawodnika „potrafiącego uderzyć z dystansu”. Istotnie, potrafi uderzyć z dystansu. Choć bliższe prawdzie byłoby stwierdzenie, że potrafi mocno kopnąć piłkę w kierunku bramki. Bo choć jego skuteczne strzały z dystansu mogły zapaść w pamięć, to mają charakter incydentalny i nie świadczą o jego zaawansowaniu w tym aspekcie gry.

Heurystyka dostępności w ujęciu stricte sportowym ma znacznie głębsze dno. O ile przykład Dudka i Ronaldo dotyczy zawodników, którzy wiele w swojej karierze osiągnęli, to możemy przywołać całe zastępy pozorantów, którzy korzystają z „dobrodziejstw” owej heurystyki. Każdy z nas mógłby od ręki stworzyć listę piłkarzy, którzy kilkoma efektownymi zagraniami u progu swojej przygody, wyrobili sobie łatki młodych zdolnych. I z taką łatką funkcjonują przez lata, rozbijając się o 15 klubów i rozgrywając w tym czasie ze 300 spotkań, w tym 2 dobre. Jest to tym bardziej zaskakujące, jeśli weźmiemy pod uwagę dostępność wszelkiego rodzaju statystyk, analiz i raportów. A przecież ciągnięcie „za uszy” zawodnika nad wyraz przeciętnego, to nie tylko straty materialne dla każdego klubu, ale też zajmowanie miejsca, w które mógłby wskoczyć ktoś istotnie młody i zdolny.
Bywa również tak, że na dobrą opinię o kimś, zapracował ktoś zupełnie inny. Z czym do dzisiaj mamy do czynienia choćby w przypadku brazylijskich piłkarzy. Brazylia wydała na świat m.in. takich gigantów jak Pele, Garrincha, Socrates, Rivaldo, Ronaldinho czy Ronaldo. Całe zastępy piłkarskich bogów. Nie było chyba nacji, która w całej historii futbolu równie mocno oddziaływałaby na wyobraźnię fanów na całym świecie. Dlatego każdy Canarinho dostaje handicap za samo pochodzenie. Alex Bellos w znakomitej książce „Futebol” pisze o tym fenomenie tak:

Fascynujące jest szukanie wspólnego mianownika dla różnych, często odległych od siebie, elementów naszego życia. Równie frapujące jest szukanie odpowiedzi, dlaczego pewne schematy funkcjonowania powtarzają się z nadzwyczajną regularnością. A najcenniejsze jest wyciągnięcie wniosków, dzięki którym możemy w przyszłości uniknąć niepowodzeń, bądź zwiększyć skuteczność naszych działań. Dzisiaj już wiemy, że sport i psychologia to światy, które nieustannie się przenikają, a eksploracja styku owych światów daje nieprzebyte pokłady materiału do analizy. Życie trenera i sportowca to ciągła analiza. Niemożliwe jest osiągnięcie sukcesu, jeśli nie prezentujemy holistycznego podejścia do procesu treningowego. Jeśli nie postrzegamy go całościowo, jako sumy wielu czynników, które jeszcze paręnaście lat temu mogły się wydawać tak odległe, że zupełnie niespójne. Arystoteles mówił, że „Całość jest większa niż suma jej części”, obecnie nazywamy to synergią. Trener i sportowiec może czerpać z każdej gałęzi nauki w celu pracy nad sobą. Jak pisze Carol Dweck – „Dlaczego marnować czas na udowadnianie własnej wielkości, kiedy można wykorzystać go na robienie postępów? Po co ukrywać swoje wady, zamiast je pokonywać? Czemu nie potraktować wyzwań jako okazji do rozwoju?”. Dlaczego odbierać sobie szanse na zrobienie kroku w przód, wybierając przetarte szlaki, zamiast spróbować sięgnąć poza schemat?

Bibliografia
* Bogdan Wojciszke Psychologia Społeczna
**
E. Aronson, T.D. Wilson, R.M. Akert Psychologia Społeczna
Alex Bellos Futebol

Comments

comments

Comments are closed.