Zagłębie Lubin – Wisła Kraków. Mecz na szczycie dla „miedziowych”. Analiza.

Zagłębie Lubin – Wisła Kraków. Mecz na szczycie dla „miedziowych”. Analiza.

Poniedziałek, 18:00 i Lotto Ekstraklasa. Z tego połączenia niemal nigdy nie rodziło się nic dobrego. Niekorzystny biomet, układ planet, horoskop, wszystko sprzysięgało się przeciwko futbolowi. Obejrzenie w poniedziałkowe popołudnie dobrego meczu w polskiej lidze graniczyło z cudem. Kłam temu twierdzeniu próbowali zadać wczoraj piłkarze Zagłębia i Wisły.

I trzeba przyznać, że im się to udało. Mimo braku fajerwerków, mecz od początku toczony był w przyzwoitym tempie i nikt z oglądających nie musiał umierać z nudów.

Zagłębie zaprezentowało ustawienie z trzema środkowymi obrońcami, Czerwińskim i Dziwnielem na wahadle, trójką w środku pola i dwoma napastnikami. Wisła wyszła w ustawieniu z czwórką w linii, w środku wystąpili Llonch i debiutant Basha, na skrzydłach Małecki i Ze Manuel, a za plecami Carlitosa biegał Boguski.

Wisła od początku usiłowała budować grę podaniami po ziemi, często szukając możliwości gry piłką prostopadłą, między liniami. Problem stanowiła mała ruchliwość zawodników w środku pola, stąd przy wyprowadzaniu piłki ze strefy defensywnej, trudno było o element zaskoczenia. Kiedy jednak udawało się przedostać na połowę rywala, brakowało przyśpieszenia akcji. Stąd na początku meczu kilka razy można było dostrzec rozpaczliwe wrzutki z nieprzygotowanych pozycji, które padały łupem obrońców, lub bramkarza. Polacek błyskawicznie wznawiał wtedy grę długim wyrzutem lub wykopem, a obrońcy Wisły stawiani byli w sytuacji 2v2, co przysparzało im wielu kłopotów.

W początkowej fazie meczu ataki Zagłębia były bardziej konkretne, czego efektem była szybko zdobyta bramka. Wiślacy często gubili się przy dośrodkowaniach Starzyńskiego, a w 6 minucie błąd w ustawieniu wykorzystał Jach.

Dziwne ustawienie w defensywie. Cywka w sytuacji 1v2 z Kopaczem i Jachem. Kopacz ściąga Cywkę do środka pola karnego, a niepilnowany Jach ucieka w kierunku długiego słupka.

Tam z doskokiem nie nadąża Basha i Jach zdobywa bramkę sprytnym uderzeniem.

Korzystny wynik sprawił, że w drugim kwadransie Zagłębie mogło oddać inicjatywę Wiśle, jednocześnie umiejętnie kontrolując grę. Grając w średnim pressingu, gospodarze spychali przeciwnika w boczne sektory. Mając znaczną przewagę wzrostu i dobrze dysponowanego bramkarza, neutralizowali zagrożenie jakie mogły nieść wrzutki w pole karne.

W 20 minucie Wisła usiłowała przełamać schemat i podłączający się do ataku Gonzalez posłał znakomitą prostopadłą piłkę do wbiegającego w pole karne Ze Manuela. Portugalczykowi zabrakło ostatniego podania. W odwecie przed świetną sytuacją stanął Świerczok, ale posłał piłkę wysoko nad bramką.

Krakowianie usiłowali grać do przodu. Jednak każda strata piłki przynosiła groźną odpowiedź gospodarzy. Chaos w fazie przejścia z ataku do obrony powodował, że mieli oni dużo miejsca i łatwo mogli przenosić ciężar gry na połowę Wisły. Goście tak dużo uwagi poświęcali ustawieniu na boisku, że owszem, trzymali ustawienie, ale nie było ono wystarczająco kompaktowe, za duże były przestrzenie między zawodnikami, które wykorzystywał przeciwnik. Rozciągnięcie Wisły powodowało też trudności w szybkim odbiorze piłki po stracie.

Nie pressowali kolektywnie, nie odcinali linii podań, po prostu stali i czekali na rozwój wydarzeń. A swoboda jaką miał Starzyński na 20 – 30 metrze, była niewytłumaczalna:

 

Z czasem Wiślacy zorientowali się, że dośrodkowania są skazane na niepowodzenia, a w dodatku mogą być meczem obosiecznym, zaprzestali więc tego procederu. Problem w tym, że nie mieli wystarczających atutów, aby przeciwstawić się Zagłębiu, które trzymało Wisłę na dystans. Podopieczni Kiko Ramireza wyraźnie nie radzili sobie z ustawieniem nakreślonym przez Piotra Stokowca. Kompletnie wyłączone były skrzydła. Niewidoczny był Małecki. Irytował Ze Manuel. Nic nie wnosił do gry Boguski. Dość powiedzieć, że cała trójka miała nieco ponad 60% celnych podań. Ze Manuel wygrał tylko 2 pojedynki w ofensywie.
Wypożyczony z Porto zawodnik rozegrał fatalne zawody. Był aktywny, ale z jego aktywności nic nie wynikało. Popełniał proste błędy techniczne. Podawał do przeciwników, przegrywał pojedynki 1 na 1. W dogodnej sytuacji nie trafił w piłkę, albo kiepsko rozegrał dobrze zapowiadający się kontratak. Bardzo leniwie odbudowywał ustawienie, co było istotne przy aktywnych wahadłowych Lubinian. Być może wynikało to z braku ogrania, ale wczorajszy występ to mała katastrofa w jego wykonaniu.
Słaby mecz zaliczył też Arsenic. Wyglądał na zagubionego i w wielu fragmentach meczu zdawał się nie wiedzieć co ma robić.
Z kolei niezłe wrażenie pozostawił Basha. Pokazywał się do gry i zaliczył kilka ważnych odbiorów. Zaprezentował parę niezłych przerzutów i pokazał, że potrafi zagrać ciekawą długą piłkę. Nieźle uderza z dystansu, czego kilka razy próbował. Jednak poza Carlitosem Wisła w ofensywie nie istniała. Wszystko co dobre zaczynało się od Hiszpana. Podejmował najwięcej prób pojedynków. I większość z nich wygrywał. Był aktywny, ale nie miał z kim grać. Dopiero wejście Brożka zmieniło ten stan rzeczy i można było zauważyć więcej kombinacyjnej gry przed polem karnym Zagłębia.

Z drugiej strony ustawiczne zagrożenie stwarzała dwójka napastników. Widać, że Świerczok i Woźniak coraz lepiej się rozumieją. Zagłębie często grało długą piłkę do napastników, ci wygrywali pojedynki z zawodnikami Białej Gwiazdy i dawali czas na podłączenie się do akcji Starzyńskiemu i Jagielle. Sam Starzyński też rozegrał kapitalną partię. Zaliczył 49 celnych podań przy 57 próbach, szukał prostopadłych podań i groźnie zagrywał z rzutów rożnych.

O tym jak bardzo zagubiona była dzisiaj Wisła najlepiej świadczą okoliczności, w jakich straciła drugą bramkę.

Końcówka meczu to obraz, do którego można było przywyknąć. Szarpiący się Krakowianie walili głową w mur, a cierpliwi gospodarze, czyhali na kontrę. Taka okazja nadarzyła się w 86 minucie i kolejny już raz mogliśmy zauważyć serię błędów defensywy spod Wawelu. Ani Arsenic, ani Gonzalez nie kontrolują pozycji Buksy, który wbiega im za plecy, ośmiesza Gonzaleza i pakuje piłkę do bramki.

 

W ten sposób niebywale solidne Zagłębie wdrapało się na szczyt Lotto Ekstraklasy. W Lubinie wytrzymano ciśnienie i mimo kiepskiego poprzedniego sezonu, zdecydowanie podtrzymano ciągłość koncepcji budowy zespołu. Dzisiaj Zagłębie jest dobrze zrównoważoną drużyną i sprawnie funkcjonuje w ustawieniu, które jest bardzo popularne na zachodzie, a u nas wciąż rzadko spotykane. A szkoda, bo jak pokazał swego czasu Piast Gliwice, opanowanie tej taktyki, pozwala na osiąganie świetnych wyników nawet teoretycznie słabszym zespołom. Z kolei Wisła nie zagrała ani zdecydowanie lepiej, ani zdecydowanie gorzej niż w poprzednich meczach. Trafiła na przeciwnika, który potrafił utrzymać intensywność gry na przestrzeni 90 minut i zneutralizować jej atuty. Przed Kiko Ramirezem i jego piłkarzy masa ciężkiej pracy, bo choć na pierwszy rzut oka gra i wyniki Wisły są dość obiecujące, to patrząc na nią nieco bardziej analitycznie, jawi się obraz sporego chaosu i przypadkowości.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*