Złota piłka, a tabloidyzacja mediów. Skończmy ten cyrk!

Złota piłka, a tabloidyzacja mediów. Skończmy ten cyrk!

Mówi się czasem, że piłka nożna to dyskusja. Dużo w tym racji, bo kiedy skończą się tematy do dyskusji, skończy się piłka nożna. Zbyt często jednak, dyskusja o futbolu zamienia się w czcze gadanie. Idealną okazją do zajęcia się wodolejstwem i nikomu niepotrzebną papką, jest plebiscyt na najlepszego piłkarza mijającego roku.

Skąd się bierze mania kategoryzowania i hierarchizowania? Wszystkiemu musimy przypisywać jakąś wartość? Stawiać kogoś na piedestał, a pozostałych rozstawić na pozycjach za jego plecami? Nie potrafimy przyjąć, że niektóre rzeczy są niedefiniowalne, nie podlegają ocenie, nie można ich zbadać ani zmierzyć. Człowiekowi z trudem przychodzi stwierdzenie „nie wiem”. Szczególnie w rozmowie o piłce nożnej i polityce. Dlatego czujemy wewnętrzny imperatyw, aby znać odpowiedź na każde pytanie, zwłaszcza: „kto jest najlepszym piłkarzem na świecie?”.

A jak to zmierzyć?

Problem jest nie w tym, że wybieramy najlepszego piłkarza na świecie i ustalamy hierarchię do kilkunastu miejsc w tył. Problem jest w tym, że wmawiamy ludziom iż takie coś jest możliwe. Ogłupiamy ich w ten sposób, szalenie spłycając postrzeganie piłki nożnej.

Jaki sens ma przywiązywanie szczególnej wagi do takiego wyboru, skoro nigdy nikt nie podał nawet konkretnych wytycznych dotyczących głosowania? Co rok rozpoczyna się ta sama dyskusja – jak ważyć ocenę? Czy ważniejsze są trofea, czy indywidualne popisy? Liczby, czy wpływ na drużynę? I tak dalej, i tak dalej… A wszystko i tak kończy się na subiektywnym wrażeniu ludzi, którzy nawet w swojej dziedzinie (jak pokazuje historia), często nie są fachowcami.

W tym roku wybór padł na C.Ronaldo. A od 2008 roku (z jednym wyjątkiem), plebiscyt jest wewnętrzną potyczką Portugalczyka z Leo Messim. Równie dobrze można by wrzucać dwie karteczki do koszyka i losować triumfatora. Wyznawcy jednego i drugiego, i tak będą uważać, że to ich idol był najlepszy.

Czym kierowali się głosujący przy takim wyborze? Trudno powiedzieć. Trofeami? Tyle samo zdobył choćby Pepe, a jego wkład w mistrzostwo Europy był, moim skromnym zdaniem, dalece istotniejszy. Obrońcę Realu, triumfatora Ligi Mistrzów, wicemistrza Hiszpanii i mistrza Europy, wyprzedzili choćby Vardy i Mahrez. Mistrzowie Anglii, którzy zaliczyli niezłe pół roku w barwach Leicester, ale poza wygraniem ligi i tytułu najlepszego zawodnika rozgrywek dla Mahreza, nie osiągnęli nic więcej. Daleko za ich plecami uplasował się Robert Lewandowski – mistrz Niemiec, król strzelców Bundesligi, półfinalista LM, kapitan ćwierćfinalisty ME, czołowy strzelec obecnego sezonu, człowiek decydujący o obliczu reprezentacji, będącej o krok od awansu do MŚ i strzelający w niej bramki seriami.

Nie uważam, że Ronaldo otrzymał nagrodę niezasłużenie. Uważam, że taka nagroda nie ma racji bytu w futbolu.

Piłka nożna to gra zespołowa. To jak układanka. Jak ocenić, który element układanki decyduje o sukcesie? Laureat złotej piłki to po prostu laureat złotej piłki, a niekoniecznie najlepszy piłkarz.

Powiedzmy sobie szczerze. Złota piłka to farsa.

Tak czy inaczej mam nadzieję, że Robert Lewandowski nigdy nie zdobędzie tego tytułu. Nie, nie dlatego, że źle mu życzę. Ale dlatego, że oznaczałoby to koniec merytorycznej dyskusji o piłce w naszym kraju. Może się mylę, ale sądzę, że doszłoby do przekroczenia poziomu absurdu, do którego i tak niebezpiecznie się zbliżamy. Zastanówmy się co działoby się w mediach, gdyby nagle gruchnęła informacja „Robert Lewandowski najlepszy na świecie”. Człowiek zdrowy na umyśle musiałby zaszyć się w leśnej głuszy, żeby nie zwariować od medialnego walenia po głowie tą informacją. Redaktorzy, od śniadaniówek po wieczorne dzienniki, wpadliby w jakiś kociokwik. A do udzielania wywiadów wyciągano by krewnych z najdalszych odgałęzień drzewa genealogicznego. Przesadzam? Przypomnijmy sobie co się działo, kiedy Lewandowski strzelił bramkę w Lidze Mistrzów i oświadczył, że zostanie ojcem. W mediach zapanowało trudne do opisania wariactwo. Tematem wałkowanym przez kilka dni było to, że piłkarzowi urodzi się dziecko… Nastrój w narodzie obudził się taki, jak gdyby Lewandowski był ostatnim płodnym mężczyzną na planecie i od niego zależało przedłużenie gatunku.
Teraz tylko czekać, aż zacznie się medialny przemarsz celebrytek – matek i celebrytów – tatusiów, doradzających przyszłej mamie – jak wrócić do formy po porodzie, a przyszłemu tacie – jak radzić sobie z nieprzespanymi nocami. A kiedy już nadejdzie czas rozwiązania, niezawodni reporterzy, będą relacjonować to wydarzenie na żywo, spod samego szpitala.

W tym wszystkim zgięła piłka nożna. Kto zauważył, że to druga, niemal identyczna bramka, strzelona w odstępie kilku dni? Co świadczy, że 28 letni facet wciąż się rozwija i ciężko pracuje nad doskonaleniem każdego elementu piłkarskiego rzemiosła.

Od lat toczy się dyskusja, czy jałowa treść płynąca z mediów, to wina tego, kto takową produkuje, czy może odbiorcy, nastawionego na łatwą do przełknięcia papkę. Niedawno na Twitterze miała miejsce ciekawa polemika pomiędzy polskimi dziennikarzami sportowymi, na temat jakości newsa i oczekiwań konsumenta. Jedna strona obstawała przy tym, że rynkowa rzeczywistość determinuje poczynania pism i portali. Druga, że wina leży po stronie nadawców, którzy zalewają rynek bezwartościową informacją i przyzwyczajają odbiorcę do tej miałkości. Trochę jak z dyskusją, co było pierwsze? Jajko, czy kura? Ci papkę produkujący, czy papki oczekujący.

Sądzę, że wina leży gdzieś po środku. I również po środku leży sposób na wyjście z tego klinczu. Bo wciąż wierzę, może naiwnie, że można robić sensowne media, jednocześnie zarabiając na tym. Że ważniejsze jest dążenie do przekazania odbiorcy możliwie najlepszej treści, niż sprzedawanie się za kliknięcia. Że przyjdzie czas, kiedy ważniejszy okaże się redaktor z ogromną wiedzą, niż informatyk, wiedzący gdzie ustawić reklamy  i gość piszący taki lead, który zbierze możliwie wiele kliknięć. Żeby jednak do tego doszło, potrzeba determinacji z dwóch stron.

Bez tworzenia poważnych mediów, ci tworzący papkę, sami się w tej papce umoczą po pachy, a wtedy łatwiej będzie takiego delikwenta utopić, niż wyciągać na powierzchnię.

Pasja sama się obroni.

Musi.

Comments

comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*